Zamknij

Polska - Francja. Jak Polacy odzyskali piłkarską godność?

05.12.2022 11:39

Uwolniony potencjał ofensywny, wykorzystanie swoich atutów i momentami atak pozycyjny - te obrazki będą mieli w głowach polscy kibice po przegranym meczu 1:3 z Francją w 1/8 finału mistrzostw świata w Katarze. Jak biało-czerwoni wyszli z twarzą z mundialu? Oto analiza.

Czesław Michniewicz
fot. Natacha Pisarenko/Associated Press/East News

- Mierzymy się z drużyną, która dobrze broni. Oni czerpią dużą przyjemność z defensywy, z cierpienia na boisku - tak scharakteryzował naszą reprezentację Hugo Lloris, podstawowy bramkarz Francji na konferencji prasowej. O dziwo słowa te nie miały żadnego przełożenia na boiskowe poczynania biało-czerwonych. Uczciwie trzeba przyznać, że był to nasz najlepszy mecz na tym turnieju i jeden z najlepszych pod wodzą Czesława Michniewicza.

Przed meczem z Francją statystyki były dla nas brutalne. Byliśmy drugą najgorszą reprezentacją pod względem posiadania piłki (34% - gorsza tylko Kostaryka) oraz drugą najgorszą pod względem dogodnych sytuacji, jakie stwarza sobie rywal (7,11 - gorsza tylko Arabia Saudyjska). Nie ma coś się oszukiwać, że zasadniczo awans z grupy nie był efektem stylu i taktyki Michniewicza, a po prostu fenomenalnej formy Wojciecha Szczęsnego, który według statystyk swoimi interwencjami zapobiegł utracie minimum pięciu goli.

- Jedyna statystyka, jaka mnie interesuje to wynik meczu - tłumaczył Michniewicz na konferencji prasowej, w efekcie czego wszyscy oczekiwali, że Polacy w meczu z Francją zamurują bramkę i postawią na rozsławioną na tym turnieju “lagę na Robercika”. Tymczasem od pierwszych minut mogliśmy zauważyć jak potencjał naszych zawodników jest eksploatowany, a piłka wreszcie nie parzy. Skąd nagle ta zmiana?

Formacja skrojona pod najlepszych piłkarzy

Zacznijmy od formacji. Michniewicz w fazie grupowej eksperymentował z ustawieniem. Z Meksykiem wyszliśmy czwórką w obronie, jednak długimi fragmentami w defensywę było zaangażowanych aż sześciu piłkarzy, włącznie ze skrzydłowymi. Na Arabię Saudyjską i Argentynę w środku pola zagrało dwóch nominalnych defensywnych pomocników: Grzegorz Krychowiak i Krystian Bielik. 

Widząc skład na Francję wielu kibiców mogło wręcz przecierać oczy ze zdumienia. Wreszcie nasz środek pola nie był tak mocno nastawiony na bronienie dostępu do własnej bramki. Selekcjoner postawił na formację 1-4-1-4-1, z Krychowiakiem jako jedynym pomocnikiem od zadań defensywnych. Tercet w środku pola uzupełnili ofensywnie usposobieni i kreatywni Piotr Zieliński oraz Sebastian Szymański. Ten pierwszy był w zasadzie architektem naszych akcji ofensywnych i jedynym, który myślał nieszablonowo. Zresztą statystyki mówią same za siebie. Zieliński aż 36 razy próbował podań, które przechodziły dwie linie. 63% tych podań znajdowało adresata, a co za tym idzie napędzały ataki biało-czerwonych.

- Staraliśmy się grać dużo piłką po ziemi i kilka fajnych akcji stworzyliśmy (...) W meczach w grupie to przeciwnik trzymał piłkę, a my za nią biegaliśmy, w meczu z Francją to było zdecydowanie bardziej wyważone. Prowadziliśmy czasem grę, nie oddaliśmy tak bardzo pola. I to jest nasza droga, tak trzeba grać - tłumaczył Zieliński, który był wyraźnie zadowolony ze zmiany taktyki.

Trudno mu się dziwić. W trzech poprzednich meczach sami zabijaliśmy potencjał naszych piłkarzy, przez ustalony styl. Tymczasem przeciwko Francji Zieliński wreszcie nie musiał z trwogą patrzeć w górę, by szukać piłki i miał okazję na pokazanie swoich umiejętności. 42% posiadania piłki w meczu przeciwko broniącym tytułu mistrzom świata dobrze obrazuje naszą transformację.

Gra lepsza niż wynik

Oczywiście Polska nie ustrzegła się błędów. Najbardziej kosztowny (jeden z trzech) przytrafił się w 44. minucie, kiedy to Francja strzeliła gola. Przy bramce najbardziej zawinił Jakub Kiwior, który kompletnie odpuścił krycie Oliviera Girouda. Nie pomógł także Bartosz Bereszyński, który złamał linię spalonego.

Jednym z większych paradoksów w tym meczu jest właśnie gra i ocena obrońców. W najważniejszej statystyce Francuzi zdobyli trzy bramki, jednak całościowo defensywa spisywała się dobrze. Wyróżnić trzeba tutaj bocznych obrońców, szczególnie w pierwszej połowie. Matty Cash zagrał swój najlepszy mecz w barwach Polski. Wykonał aż 65 sprintów i harował na całej długości boiska. Nie pękał w starciach z Kylianem Mbappe, czasami brał udział w akcjach ofensywnych. Po drugiej stronie Bartosz Bereszyński ponownie pokazał klasę. Nie dał się wciągnąć na karuzele w trakcie pojedynków z Ousmane’em Dembele, a w ataku to po jego wybornym dryblingu i dośrodkowaniu Zieliński miał okazję, którą powinien zamienić na gola.

Zmiany kluczem do... porażki

Polacy uczciwie pracowali na wywalczenie korzystnego wyniku z Francją. W statystyce oczekiwanych goli mieliśmy nawet delikatną przewagę (1.22 do 1.81). Mimo to nasi rywale zdołali strzelić aż trzy gole. Pierwsza bramka, to już ustaliliśmy, wzięła się z błędu w kryciu. Druga natomiast to efekt indywidualnego geniuszu Mbappe oraz bierności Krystiana Bielika. Pod koniec spotkania, co logiczne, podopieczni Michniewicza coraz bardziej igrali z ogniem, by tylko doprowadzić do wyrównania, w efekcie czego otworzyły się przestrzenie do szybkich kontrataków. Można powiedzieć, że stworzyliśmy idealne środowisko do grania w piłkę dla Mbappe i Dembele. Ta dwójka rozmontowała naszą obronę przy drugim golu, jednak nie bez winy jest tutaj Bielik. Świeżo wpuszczony piłkarz Birmingham City kompletnie odpuścił  powrót do obrony, za co został (słusznie) skrytykowany w mediach.

Na boisko około 70 minuty weszli także Arkadiusz Milik i Nicola Zalewski, którzy też nie dali dobrej zmiany. Milik próbował pracować w pressingu, jednak bezskutecznie. Sam zaliczył też tylko pięć celnych podań i jako jedyny z drużyny został złapany na spalonym. Na plus można zaliczyć to, że po jego przepychance w polu karnym mieliśmy obiecującą szansę na zdobycie gola. Zalewski z kolei kompletnie nie wpłynął na przebieg meczu. Został wprowadzony za Bereszyńskiego i rozegrał 19 minut. W tym czasie udało mu się dwa razy celnie podać piłkę. Do tego dochodzą dwie nieudane próby odbioru. Jak na piłkarza chwalonego przez Jose Mourinho to zdecydowanie za mało.

Jedynym wygranym ze zmienników był Kamil Grosicki. Skrzydłowy Pogoni wszedł w 87. minucie i w pojedynkę zrobił więcej niż Frankowski i Kamiński razem wzięci. Miał trzy groźne wrzutki, a jedna z nich zakończyła się podyktowaniem rzutu karnego dla Polski. Jak widać, turbo wciąż jest aktywne.

Lewandowski pozbawiony atutów

Dwa gole w czterech meczach na mistrzostwach świata to niezły wynik. Jednak nie dla Roberta Lewandowskiego, dla którego niewykluczone, że był to ostatni mundial w karierze. "Lewy" w meczu z Francją miał odpowiadać za zdobywanie bramek i nawet jedną zdobył, tyle że w ostatniej minucie meczu z rzutu karnego. Jakim cudem jeden z najlepszych piłkarzy na świecie nie jest w stanie ciągnąć swojej drużyny? Cóż, Lewandowski nie został otoczony odpowiednimi ludźmi, a też sam ekstremalny system nastawiony na obronę nie pomagał.

- Radość z gry jest potrzebna, to będzie ważny element nawet w najbliższej przyszłości. Oczywiście jak atakujemy, jest inaczej, ale gdy gramy defensywnie, radości nie ma - komentował na gorąco Robert Lewandowski i trudno nie przyznać mu racji. Problem w tym, że w roli selekcjonera mamy zadaniowca.

Co dalej z Michniewiczem?

Z jednej strony po takim meczu należy się cieszyć. Reprezentacja Polski pokazała, że potrafi grać w piłkę i na tle mocnego rywala jest w stanie momentami walczyć jak równy z równym. Z drugiej jednak trzeba sobie zadać pytanie: czemu to wszystko zobaczyliśmy dopiero w czwartym meczu mistrzostw świata? Dlaczego potencjał z piłkarzy został wydobyty tak późno? Tutaj odpowiedzią jest oczywiście trener.

Czesław Michniewicz niewątpliwie może być zadowolony po tym mundialu. Awans z grupy i dotarcie do 1/8 finału to z pewnością był cel numer jeden, jaki postawił przed nim prezes PZPN-u Cezary Kulesza. Jednak warto się zastanowić, czy taki zadaniowiec, jakim jest Michniewicz, będzie w stanie na dłuższą metę rozwinąć odpowiednio tych piłkarzy. To pytanie musi zadać sobie Cezary Kulesza. Przed prezesem polskiego związku czas wielkich decyzji.

RadioZET.pl/fbref/FIFA/TVP Sport