Zamknij
Kibice podczas mundialu w Katarze
Kibice podczas mundialu w Katarze
fot: Krzysztof Wilanowski

Cztery strony mundialu. Relacja naszego wysłannika do Kataru

Krzysztof Wilanowski
Krzysztof Wilanowski Redaktor Radia Zet
25.11.2022 15:30

Mundial w Katarze jest niezwykły z wielu powodów. Ma swoje plusy i minusy. Jasne i ciemne strony, o których już wiele powiedziano. Mnie i mojemu kompanowi Mikołajowi Krukowi dane jest oglądać to wszystko z bliska. Zainspirowany muzułmańskim nawoływaniem do modlitwy w cztery strony świata, ja też opiszę dla was cztery strony mundialu. Subiektywnie. Tak jak to widzę, oddychając katarskim powietrzem.

Atmosfera

Wielki dmuchany żółty kangur i kolorowe sombrero. To obrazki, które przywitały nas na lotnisku w Katarze. Jeszcze przed wylotem do Ad-Dauhy można było poczuć klimat mundialu. Specjalnie dedykowane punkty odprawy dla kibiców przypominały, gdzie lecimy. W samolocie oczywiście mnóstwo kibiców, którzy wraz z kolejną godziną lotu i wypijanym drinkiem podbijali wynik meczu z Meksykiem. Tuż przed lądowaniem zakończyło się na optymistycznym 4 do 0.

Na lotnisku Hamad mundial zaczął się w najlepsze. Cała plejada kolorów i języków z różnych stron świata. Taki sam, ale zdecydowanie większy międzynarodowy tygiel spotykamy też na katarskich ulicach. Mistrzostwa widać i czuć tutaj na każdym kroku. Śpiewy, okrzyki, happeningi, pochody fanów. To tutaj codzienność. O mundialu nie da się zapomnieć. Nawet w metrze rurki połączone są piłkami, a ekrany wyświetlają plan meczów na konkretny dzień. Jak wielu jest tutaj fanów futbolu pokazują obrazki ze stacji Msheireb. Tam krzyżują się linie metra, którymi można dojechać na wszystkie stadiony. Jeszcze większe tłumy są na słynnym targowisku Souq Waqif.

Tam można chłonąć arabską atmosferę Kataru. Niesamowite zapachy z restauracji łączą się z dymem sziszy. To przyciąga, wabi do siebie. Dlatego bywa, że służby porządkowe zamykają to miejsce, ze względów bezpieczeństwa. To w momentach, kiedy więcej ludzi się tam zwyczajnie nie zmieści. To, co dzieje się przed stadionami, tuż przed meczem, przechodzi najśmielsze wyobrażenia. Tego nie da się opisać.

Komunikacja

„Metro, this way” – to dla kibiców obecnych na miejscu hasło tych mistrzostw. Jeśli chodzi o sprawy organizacyjnie, Katarczykom nie można wiele zarzucić. Infrastruktura jest bardzo dobra. Fani mogą korzystać z trzech linii metra, które zostały oddane do użytku w tym roku. Do tego jeżdżą specjalnie dedykowane autobusy, które dowożą i rozwożą futbolowych fanatyków z i na stadion. Zgubić się trudno, bo na każdym kroku spotykamy bardzo pomocnych wolontariuszy, którzy świetnie mówią po angielsku.

Metro w Katarze podczas mundialu
Metro w Katarze podczas mundialu
fot. Krzysztof Wilanowski

Wielu z nich na stacjach metra i pod stadionami uzbrojonych jest w wielką „łapę” z wystawionym palcem, który wskazuje kierunek. Mają też megafony, które z odtworzenia powtarzają jak mantrę wspomniane wcześniej „Metro this way”. Do wejścia jednak często nie jest łatwo się dostać, bo konkretnymi drzwiami albo się wchodzi, albo wychodzi. Do tego ustawione są prawdziwe labirynty barierek. Trzeba się nachodzić lub nastać. Po meczach na stacjach w okolicach stadionów tworzą się korki.

Islam

Trybuny milkną, czas na modlitwę – na taki pomysł według nieoficjalnych źródeł wpadli organizatorzy turnieju, ale tym razem FIFA odmówiła. Na razie, bo jak widać na przykładzie zakazu sprzedaży złotego trunku na stadionach, zasady często zmieniane są już w trakcie lub na krótko przed startem gry. Nie da się uciec od faktu, że mundial po raz pierwszy organizuje kraj muzułmański, ale jest w tym coś magicznego i innego. Pełno na ulicach kobiet i mężczyzn ubranych w tradycyjne dla Islamu szaty.

W restauracjach nie zjemy wieprzowiny, która w tej religii jest mięsem zakazanym. Patrząc na miasto z lotu ptaka widać rozsiane w nim minarety – wieże, z których muezini nawołują do oddania czci Allahowi. To bardzo mistyczne momenty. O określonych porach słyszymy komunikat: muzyka stop, czas na modlitwę. Rozlega się cisza i z różnych stron dobiega przeciągające się Allahu Akbar.

Pieniądze

Najdroższy mundial w historii – tej łatki mistrzostwa świata w Katarze nie pozbędą się nigdy. Koszty organizację wyniosą ponad 220 miliardów dolarów. Dla porównania mundial w Rosji cztery lata temu kosztował 11,5 miliard w amerykańskiej walucie.

Przed meczem Polska-Meksyk
Przed meczem Polska-Meksyk
fot. Krzysztof Wilanowski

Głębiej do portfela muszą sięgnąć też kibice. Kebab na cienkim cieście w przeliczeniu na złotówki kosztuje ok. 40 zł. Na stadionach jest jeszcze drożej. Za małą butelkę wody trzeba zapłacić 10 rial (ok. 12,4 zł). W sklepie kosztuje 1 riala (ok. 1,24 zł). Jeśli już o nawodnieniu mowa, to piwa można napić się w oficjalnej strefie kibica FIFA. Można kupić jednak maksymalnie cztery dziennie, a to i tak scenariusz dla tych, którzy nie przyjechali tu oszczędzać, bo pół litra złocistego napoju kosztuje 50 riali. W przeliczeniu na złotówki to ponad 61 złotych. Pijanych kibiców nie spotkaliśmy.

Mundial w Katarze jest, jaki jest. Z całą pewnością zapisze się w historii. Pytanie tylko o czym kibice po latach będą rozmawiać częściej? O wysokich cenach, kolejkach do metra, braku piwa i arabskim klimacie, czy wyniku sportowym naszej kadry? Niech każdy odpowie sobie sam.

Krzysztof Wilanowski
Krzysztof Wilanowski

"Wybierz pracę, którą kochasz, i nie przepracujesz ani jednego dnia więcej w Twoim życiu". Mnie ta sztuka się udaje. Zakochany w sporcie od dziecka. Niespełniony piłkarz, jak wielu dziennikarzy sportowych. W Radiu ZET informuje Was o tym co dzieje się na boiskach, skoczniach, parkietach i wszystkich miejscach, gdzie toczy się sportowa rywalizacja. Usłyszycie mnie w Wiadomościach Sportowych i Sportowym Finale Tygodnia. W wolnym czasie próbuję poskromić dwa koty i kobietę swojego życia.

Twitter: @KWilanowski

E-mail: krzysztof.wilanowski@radiozet.pl