Zamknij

Srebro Zillmann, czyli czemu tak chętnie zaglądamy obcym ludziom do łóżek?

Katarzyna Zillmann
fot. PAP/EPA
Krzysztof Sobczak
29.07.2021 19:43

Katarzyna Zillmann wraz z Agnieszką Kobus-Zawojską, Martą Wieliczko i Marią Sajdak zdobyła pierwszy dla polskiej reprezentacji medal igrzysk olimpijskich w Tokio 2020. Więcej niż o jej sukcesie mówi się jednak o "coming oucie" wioślarki, która na antenie TVP pozdrowiła swoją dziewczynę. Czy naprawdę tak nisko upadliśmy, by oceniać ludzi po orientacji seksualnej? I czemu tak chętnie zaglądamy obcym ludziom do łóżek?

  • Polskie wioślarki w składzie Katarzyna Zillmann, Agnieszka Kobus-Zawojska, Marta Wieliczko i Maria Sajdak zdobyły pierwszy dla Polski medal na IO Tokio 2020
  • Ta pierwsza w trakcie wejścia na żywo w TVP pozdrowiła swoją dziewczynę, dokonując "coming outu"
  • Najważniejsze osoby w państwie nie złożyły zawodniczkom gratulacji, co doprowadziło do kolejnej wojny polsko-polskiej
  • Orientacja seksualna Zillmann stała się informacją ważniejszą niż medal olimpijski, a na pewno chętniej komentowaną

Od razu zaznaczę, nie znajdziecie tu odpowiedzi na tytułowe pytanie. Taka przypadłość jakoś się chyba nawet nazywa. Jeśli ktoś ma ciągoty do zaglądania obcym ludziom w majtki czy do łóżek to powinien wybrać się do seksuologa, a przynajmniej do psychologa. Naprawdę to jest tak wielka sensacja, by przedkładać ją nad medal olimpijski? I czy naprawdę trzeba to wykorzystywać do kolejnej wojny polsko-polskiej, zamiast zwyczajnie cieszyć się z sukcesu POLSKI?

***

Katarzyna Zillmann od lat wspiera środowiska LGBT i walczy z homofobią. "W zasadzie to szokujące, że prawa człowieka budzą tak wielkie kontrowersje prawda? Jednak obecna sytuacja w naszym kraju pokazuje, że akcje jak #sportprzeciwhomofobii są potrzebne. Niezbędna jest powszechna, rzetelna wiedza i odczarowanie wyimaginowanego wroga. Pokażmy, że nie ma powodów do obaw przed nieznanym, a ludzi można podzielić tylko na tych dobrych lub złych, a rasa, orientacja czy wyznanie nie mają tutaj nic do rzeczy" - pisała w 2019 roku na swoim profilu na Instagramie. Wtedy jakoś ta informacja nie dotarła do szerokiego grona odbiorców. Dopiero gdy dokonała "coming outu" w rządowej telewizji i po wywalczeniu srebrnego medalu olimpijskiego w wioślarstwie na antenie TVP pozdrowiła swoją dziewczynę, zawrzało. I tu nie chodzi już o sport, ale o politykę, podziały społeczne i światopogląd.

Prezydent i premier nie pogratulowali wioślarkom medalu IO

Dobrym politycznym obyczajem, jednym z nielicznych w tym kraju, był fakt, że prezydent, premier czy minister sportu, w tym przypadku minister kultury, dziedzictwa narodowego i sportu, gratulowali sukcesów polskim sportowcom. Nie zawsze po wywalczeniu medalu, ale nawet po poszczególnym zwycięstwie, czy to siatkarzy, tenisistów, czy piłkarzy. Wpisy ukazywały się zazwyczaj na Twitterze. W środę takich refleksji zabrakło, co kolejny raz stało się zarzewiem wojny polsko-polskiej.

"Brak gratulacji prezydenta pokazuje, że nagle przestał interesować się sportem i polskimi sukcesami na arenie międzynarodowej. Czy aż tak bardzo nie akceptuje pozdrowień Katarzyny Zillmann? PiS przerósł Orwella; niektórzy sportowcy są równiejsi od innych... Wstyd" - napisał były szef Platformy Obywatelskiej Grzegorz Schetyna. Wcześniej pogratulował sukcesu całej wioślarskiej czwórce, więc najwidoczniej uznał, że ma podstawy do wbicia szpili głowie państwa.

"Czy Andrzej Duda dalej zastanawia się, jak pogratulować 3 z 4 wioślarek?" - kpiła Katarzyna Lubnauer. "Żeby wygrać prezydenturę, Andrzej Duda puszczał oko do antysemitów ws. Jedwabnego, do płaskoziemców ws. szczepionek i do kołtunów ws. LGBT. Więc teraz głupio mu pogratulować polskiej czempionce, bo ta też lubi dziewczyny.  A wystarczyło być przyzwoitym..." - to już głos byłego szefa MSZ Radosława Sikorskiego.

Oczywiście w niewybredne komentarze pod adresem prawej strony (z przeproszeniem) klasy politycznej włączyli się zwolennicy ich przeciwników (opozycji). Przecież każda okazja jest dobra, by przywalić rywalom, prawda?

Zillmann pozdrowiła "dziewczynę". Burza w sieci

Brak gratulacji ze strony najważniejszych osób w państwie jest słaby. Wiemy, że nie po drodze im ze środowiskiem... tzn. z "ideologią" LGBT, ale czy to, nazwijmy to faux pas, należy od razu wykorzystywać politycznie? Nie wystarczyłoby pozostać na gratulacjach, które samemu się złożyło, zamiast upominać prezydenta, premiera czy ministra sportu? Niech oni sami ocenią, czy dobrze zrobili. Dla ich elektoratu to może akurat kolejny znak, że warto na nich głosować, bo bronią "tradycyjnych wartości", a nie podporządkowują się atakom "lewackiej hołoty" (jak mawia pewna sędzia z pewnego trybunału), która nawet z telewizora krzyczy, że "tak, jestem dziewczyną i mam dziewczynę"?

Kibice, ale także media czy właśnie politycy, w dużej części skupili się na "coming oucie" Katarzyny Zillmann. Śmiem twierdzić, że dla rzeczy fanów do czwartkowego poranka była ona osobą anonimową, obcą. Zdobyła medal olimpijski w wioślarstwie, dyscyplinie nienależącej do najbardziej popularnych w Polsce. Tymczasem wiadomość, że "pozdrowiła dziewczynę", mogła tę historię "ubarwić". Niemniej Agnieszki Kobus-Zawojskiej, Marty Wieliczko i Marii Sajdak nie opisywano za pośrednictwem ich orientacji seksualnej, a przy okazji Zillmann często dodawano tę informację. Po co? To aż tak ważne?

Zarzut, że niepotrzebnie robiła to w wejściu na żywo jest prześmieszny - dlaczego sportowiec heteroseksualny może pozdrowić tych, których kocha, a lesbijka czy gej miałby być pozbawiony takiej możliwości? Przecież to absurd, homofobia w czystej postaci.

"Klepackiej nie kibicujemy"

Tak żeby było symetrycznie, to na igrzyskach olimpijskich występują nie tylko homoseksualiści, ale także polscy sportowcy sympatyzujący z aktualnie rządzącymi: opisujący siebie jako religijni patrioci, głośno sprzeciwiający się np. wprowadzaniu związków partnerskich czy aborcji na żądanie, krytykujący środowisko LGBT. Do takich osób należy nasza windsurferka Zofia Klepacka, która z 9. miejsca awansowała do wyścigu medalowego.

Jej światopogląd i postawa budzą zachwyt po stronie prawicowej i odrazę po stronie lewicowej czy centrowej, dlatego też nie wszyscy chcą i potrafią jej kibicować. Tu jednak należy zaznaczyć, że niepowodzenia na igrzyskach Klepackiej życzą przede wszystkim zwolennicy opozycji, a nie politycy. Ci w tej sytuacji zachowują się poprawnie. "Sportowców cenimy nie za poglądy" - napisała wspomniana już Lubnauer.

Klepacka, mimo awansu do wyścigu medalowego, ma zbyt dużą stratę, by stanąć na podium. Przynajmniej nie będzie problemów z oceną, czy pogratulować, czy nie.

Polski sport jest jeden

Podsumowaniem niech będą słowa dyrektora TVP Sport Marka Szkolnikowskiego, pod którymi podpisuję się obiema rękami i nogami.

"Prawdziwy polski kibic wspiera tak samo Kasię Zillmann, jak i Zosię Klepacką. Tolerancja nie jest selektywna, a na IO występują reprezentantki i reprezentanci Polski! Niezależnie od poglądów, wiary, płci czy orientacji. Sport łączy ludzi, nie dajmy go zideologizować" - napisała na Twitterze.

Dodam, że każdy ma swoich ulubionych sportowców, ja też, nawet w reprezentacji Polski, ale kiedy występują pod biało-czerwoną flagą, powinniśmy wszystko inne odsunąć na bok i trzymać kciuki za każdego z nich. A w sprawie Zillmann obraz jest taki: opozycja gratuluje i krytykuje tych, którzy nie gratulują, a ci, którzy nie gratulują, narażają się na zarzuty, że to "przez coming out". Jakby "milczeli na wszelki wypadek", by nie palnąć jakiejś głupoty.

***

O ile prościej by się żyło, gdyby każdy pilnował własnego łóżka, zamiast zaglądać do obcego...

Polityczny PS. Można by to też przełożyć na politykę. Pamiętam przecież, że kiedy Polak Donald Tusk ubiegał się o reelekcję na stanowisko przewodniczącego Rady Europejskiej, Polka Beata Szydło za namową innych Polaków z PiS-u jakoś nie trzymała za niego kciuków. No ale on jest przecież "fuer (albo aus) Deutschland". Polskość chyba też nie jest selektywna?

RadioZET.pl