Zamknij

"PZP nie zna podstawowych przepisów". Jan Hołub o sytuacji pływaków w Tokio

19.07.2021 20:16
"Związek nie zna podstawowych przepisów". Jan Hołub o sytuacji pływaków w Tokio
fot. AGENCJA SE/East News

- Na drugich igrzyskach z rzędu pływacy nie mogą wystartować, bo ktoś w związku nie zna przepisów dotyczących zgłaszania zawodników. Na imprezach mniejszej rangi mogłoby się to zdarzyć, ale nie na takich... - nie ukrywa rozczarowania Jan Hołub, jeden z pływaków, który przez błąd Polskiego Związku Pływackiego nie wystartuje w Tokio i musiał wrócić do domu.

  • W wyniku błędu, który PZP popełnił przy zgłoszeniach do olimpijskiego startu w Tokio, na igrzyskach nie wystartuje sześcioro reprezentantów: Aleksandra Polańska, Dominika Kossakowska, Alicja Tchórz, Bartosz Piszczorowicz, Mateusz Chowaniec oraz Jan Hołub
  • W sobotę podano oficjalną informację o usunięciu ich z ekipy biało-czerwonych, a w niedzielę cała szóstka zameldowała się w Warszawie
  • Pracownicy PZP nie znali przepisów zgłaszania zawodników. Zgłosili większą liczbę zawodników, niż mogła wystartować. Niektóre sztafety zostały całkowicie zniszczone - powiedział Jan Hołub w rozmowie z RadioZET.pl

W jakich okolicznościach dowiedziałeś się o tym, co zrobił związek?

Wszyscy dowiedzieliśmy się o problemach dwa dni po przyjeździe. Przeczytaliśmy o tym w mediach, bo została opublikowana lista zgłoszonych zawodników, na której nie było sześciu osób z naszej kadry. Trenerzy nic nikomu nie powiedzieli o tym, że ich brakuje. Główny trener - Robert Brus - tłumaczył, że chciał nam oszczędzić stresu. Wtedy wszyscy myśleliśmy, że to pomyłka, którą uda się odkręcić. Rozumiem trenera, bo to jest poważny stres i poważne zawody. Wyszło jednak tak, że media się dowiedziały i na koniec to nie od niego dowiedzieliśmy się o pomyłce związku. Później on nas przeprosił i powiedział, że rzeczywiście powinien nam to przekazać wcześniej.

Informacja o tym, że sześcioro z was wróci do domu, doszła jeszcze później.

Gdy przeczytaliśmy o tym w mediach, nikt się jeszcze nie przejmował, bo byliśmy pewni, że to uda się odkręcić. Pojawił się stres: myśleliśmy, o co w tym chodzi. W taki sposób minął trzeci dzień od przyjazdu. Poinformowano nas wówczas, że PZP (Polski Związek Pływacki) wysłał maile do FINA (Światowa Federacja Pływacka) z zapytaniem, czy możemy startować. Wieczorem trzeciego dnia dowiedzieliśmy się, że FINA nie przyjęła argumentacji naszego związku i podjęła decyzję o powrocie sześciu zawodników do domu. To w sumie zrozumiałe, bo ton, w jakim FINA odpowiedziała na maila PZP, był, jak nam to trenerzy przedstawili, bardzo arogancki.

Czyli PZP napisał maila w tym samym stylu?

Tak, taka organizacja raczej bez powodu nie odnosi się w ten sposób do federacji. Rzeczywiście, trener powiedział nam później, że PZP, zamiast się uderzyć w pierś i grzecznie przeprosić, że źle zrozumieli przepisy, a wszyscy są już na miejscu i chcieliby wystartować, to zaczęli wiadomość od wytknięcia błędów FIN-ie. Tak się nie robi. Bezkrytycznie podeszli do swojej postawy, tymczasem od samego początku to była wina związku. Pracownicy PZP nie znali przepisów zgłaszania zawodników. Zgłosili większą liczbę zawodników, niż mogła wystartować. Po interwencji MKOl-u i PKOl-u przeprowadzono konferencję z PZP i FINA, którą hostował MKOl. Jedyne, co się udało wywalczyć, to wymiana zawodników.

Ty byłeś jedną z „ofiar” tej wymiany.

Tak, nasza trójka z szóstki pływaków. Przy wymianie patrzyliśmy na rankingi. Nasza najlepsza sztafeta, czyli 4x100 metrów stylem zmiennym bez żabkarza, czyli Janka Kozakiewicza, nie mogłaby wystartować. Sztafeta w rankingu zajmuje wysokie miejsce, więc prawdopodobnie będą w finale. Janka trzeba było wymienić dla dobra całej reprezentacji. Podobnie z Pauliną Pedą, bo to sztafeta zmienna, miksowa, mająca szansę na dobry wynik. Tak samo Kuba Kraska, który jest uniwersalnym zawodnikiem, mającym najwyższy indywidualny wynik w rankingu. Za tych troje zawodników wszedłem ja, Bartek Piszczorowicz i Dominika Kossakowska.

Ta niepewność utrzymująca się przez dwa dni wpływała też na to, jak przygotowywaliście się do zawodów?

To, jak człowiek reaguje w takiej sytuacji, to sprawa indywidualna. Dziewczyny bardzo ciężko to przyjęły, bardzo się stresowały. Ja jestem taki, że jeśli nie mam na coś wpływu, to się staram tym nie przejmować. Zawsze sobie mówiłem – będzie, co będzie. Część zawodników ciężko to przeżyło, np. Kuba Kraska. Dla niego to bardzo ważne zawody, igrzyska były jego marzeniem. 

A jak wymiana wpłynęła na szanse naszych reprezentantów na dobry wynik?

Przez to, że niektórzy zawodnicy wrócili do domu, sztafety zostały całkowicie zniszczone. Sztafeta 4x200 kraulem będzie płynąć, ale gdy popatrzysz na wyniki i rankingi to mocniejsza połowa sztafety, czyli ja i Mateusz Chowaniec, wróciliśmy do domu. Chłopakom życzę jak najlepiej, ale szanse na wyniki zmalały drastycznie.

Patrzę na to z boku i zastanawiam się, jak to w ogóle możliwe, że związek dopuszcza się do takiego elementarnego błędu przy zgłaszaniu zawodników. Wy, jako sportowcy, będąc najbliżej tej sprawy, jesteście w stanie to zrozumieć?

To najbardziej podstawowy błąd z możliwych. Coś takiego mogłoby się wydarzyć, choć nie powinno, przy mistrzostwach województwach, gdy, za przeproszeniem, zawodników zgłasza jakiś gruby "Janusz", który nie doczytał zasad. Ale nie na takie zawody... Widzisz, najgorsze jest w tym wszystkim to, że to nie jest pierwsza taka sytuacja. Podobnie było w 2016 w Rio de Janeiro. Pływacy nie zostali zgłoszeni na igrzyska przez nieznajomość tych samych przepisów, czyli odnośnie minimum B.

A to nie jedyny problem, bo Alicja informowała też o kłopotach z infrastrukturą. One dotyczyły całego Waszego zespołu? Wszyscy byli zmuszeniu do treningu w tak fatalnych warunkach?

Nie chcę, żeby opinia publiczna miała sprzeczne komunikaty, ale nie było aż tak źle, jak to zostało przedstawione. Hotel mieliśmy bardzo fajny – warunki mieszkalne, żywieniowe były bardzo dobre. Basen – tu zaczynały się kłopoty. Ten krótki, pokazywany przez Alę, nie nadawał się do niczego. Był płytki – od 110 do 140 centymetrów, bez słupków, temperatura powyżej 30 stopni. Duży basen, odkryty, 50-metrowy, był za płytki, bo miał 140 cm głębokości. Ćwiczyć skoki jest ciężko w takich warunkach, a wręcz jest to niemożliwe, bo można zderzyć się z dnem. Ja próbowałem zrobić próbny skok i doszedłem do wniosku, że przy skoku „na maksa” nic by się raczej nie stało, ale było minimalne ryzyko. Chcę podchodzić do tego rzetelnie, odsuwając emocje na bok - my byliśmy tam cztery dni, więc moim zdaniem ten czas spędzony na tym basenie nie zmieniłby naszych wyników. Wiem jednak, że media lubią takie stwierdzenia.

Związek reagował na te doniesienia?

Czytałem wywiad z panem prezesem. On wypowiadał się na temat tych basenów i nie wiedział, w jakich warunkach trenujemy. Według niego, tam można było trenować. To jest totalny nieprofesjonalizm i brak wiedzy o tym, w jakich warunkach trenują jego zawodnicy.

Tak było już na igrzyskach, a jeśli chodzi o przygotowania do IO, było podobnie? Pojawiały się jakieś zachowania pracowników związku, które wzbudzały wasze zastrzeżenia?

Do mistrzostw Europy było wszystko w porządku. Im bliżej igrzysk, tym częściej pojawiały się problemy. Dam przykład: mieliśmy zgrupowanie w Bydgoszczy, w którego trakcie przez dwa tygodnie w pokojach mieliśmy ponad 40 stopni. Można było przewidzieć, że w lecie będzie gorąco i wynająć hotel, w którym jest klimatyzacja. Im bliżej było IO, tym więcej było tych małych, denerwujących rzeczy. Zaczynałem myśleć, że to wszystko jest źle zorganizowane.

Właśnie – à propos przygotowań. Pewnie niewiele osób wie, ile kosztują Was przygotowania do takich zawodów. Ile dokładnie zajął Tobie i Twoim kolegom z zespołu proces przygotowania do tych zawodów, który został zmarnowany przez błędy PZP?

To są lata przygotowań. Żeby sztafeta mogła wystartować w IO, my z trójką kolegów kwalifikowaliśmy się w 2019 roku. To są przynajmniej dwa lata do tego konkretnego startu. Ale wiesz dobrze, że nie da się wejść z marszu i dostać na takie zawody, więc ten okres przygotowawczy to cała nasza kariera.

 *****

Tokio 2021. Jak doszło do błędu PZP przy zgłaszaniu zawodników?

Na igrzyska w Tokio zakwalifikowało się pięć polskich sztafet, dzięki czemu PZP mógł dodatkowo zgłosić do rywalizacji 10 zawodników z tzw. minimum olimpijskim B, uprawniającym tylko do startów drużynowych.

Związek stwierdził, że wymieniona wcześniej szóstka pływaków może zostać zgłoszona do konkurencji indywidualnych i tym samym nie będą się oni liczyć do tej puli 10 miejsc sztafetowych, a więc na ich miejsce zostało powołanych siedmiu zawodników. By sześcioro pływaków mogło wystartować na IO, potrzebne były jednak specjalne zaproszenia od FINA, których nasi reprezentanci nie otrzymali.

Jan Hołub specjalizuje się w stylu dowolnym. Jest brązowym medalistą mistrzostw Europy i dwukrotnym złotym medalistą MŚ juniorów (4x100 i 100 m stylem dowolnym).

RadioZET.pl/PAB