Zamknij

Rozczarowanie i zrozumienie - sportowcy komentują przełożenie igrzysk

25.03.2020 10:15
Maja Włoszczowska
fot. Maja Włoszczowska/Facebook

Polscy sportowcy ze smutkiem, ale też ze zrozumieniem podeszli do kwestii przełożenia igrzysk olimpijskich w Tokio na 2021 roku. Wszyscy zgodnie podkreślają, że w tej sytuacji to była jedyna słuszna decyzja.

Chcesz być na bieżąco? Śledź Radio ZET - SPORT na Facebooku

We wtorek w oficjalnym komunikacie Międzynarodowy Komitet Olimpijski, w porozumieniu z komitetem organizacyjnym i premierem Japonii Shinzo Abe, poinformował, że igrzyska Tokio 2020 odbędą się po 2020 roku, ale nie później niż latem 2021 roku. Wstępnie rozważane są dwa terminy - wiosenny bądź letni.

Najważniejsza sportowa impreza czterolecia dopiero po raz pierwszy musiała zostać przełożona. Doprowadziła do tego szerząca się na całym świecie pandemia koronawirusa - na COVID-19 choruje już ponad 400 tysięcy osób, a prawie 19 tysięcy zmarło.

Cierpią na tym niemal wszystkie branże, w tym także sport. UEFA przełożyła Euro 2020 na 2021 rok, zawodnicy nie mają gdzie trenować ze względu na pozamykane obiekty lub konieczność odbycia domowej kwarantanny po przedwcześnie zakończonym zgrupowaniu, odwołano lub przeniesiono kwalifikacje olimpijskie, co miało również wpływ na ostateczną decyzję MKOl w kwestii igrzysk.

Jeszcze w weekend Karolina Kołeczek i Justyna Święty-Ersetic podkreślały w rozmowie ze sport.radiozet.pl, że najgorsza w tym wszystkim jest niepewność. Wtedy jeszcze wydawało się, że na wiążące oświadczenie Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego trzeba będzie poczekać cztery tygodnie. Po wtorkowych wydarzeniach wszyscy odetchnęli z ulgą, choć przyznają, że z jednej strony czują rozczarowanie, smutek, nawet zawód, ale z drugiej zdają sobie sprawę, że rywalizacja w takich warunkach, bojąc się o zdrowie swoje i swoich najbliższych, nie miałaby żadnego sensu.

Włoszczowska: To miał być mój ostatni sezon

Dla Mai Włoszczowskiej, dwukrotnej wicemistrzyni olimpijskiej, start w Tokio miał być czwartym występem w igrzyskach. Po srebrne krążki sięgała Pekinie i w Rio de Janeiro, do Londynu nie pojechała ze względu na kontuzję.

"Ze względu na kontuzję, którą odniosłam tydzień przed igrzyskami w Londynie, czekałam cztery lata na kolejne. Z tego względu perspektywa przesunięcia o rok Tokio 2020 nie brzmi źle, nawet jeśli miał to być mój ostatni sezon w karierze" - napisała w mediach społecznościowych zawodniczka specjalizująca się w MTB.

"Pomimo oczywistego rozczarowania wierzę, że MKOl i japoński rząd podjęli jedną słuszną decyzję. Świat ma teraz ważniejsze igrzyska do wygrania" - dodała.

Polscy sportowcy zgodni w kwestii przełożenia Tokio 2020

W podobnym tonie wypowiada się wielu polskich zawodników. Są świadomi, że teraz najważniejsze jest zdrowie, a MKOl tak naprawdę nie miał innego wyjścia. Protesty przeróżnych środowisk - narodowych komitetów olimpijskich, groźba bojkotu, brak możliwości zapewnienia rywalizacji fair play i naciski samych sportowców - to wszystko nie mogło się inaczej zakończyć jak przełożeniem igrzysk.

"»Kto ma zdrowie ma nadzieję, a kto ma nadzieję, ma wszystko«. W grudniu 2019 r lecąc na zgrupowanie do Takasaki w głowie miałam tylko jedną myśl - Tokyo2020. Życie weryfikuje plany, przesunięty termin IO na rok 2021 nakazuje dostosować się do nowych wytycznych. W tym momencie zdrowie jest najważniejsze, musimy przetrwać ten trudny okres dla nas wszystkich" - napisała Anita Włodarczyk, dwukrotna mistrzyni olimpijska w rzucie młotem.

Ze zrozumieniem i wrodzonym optymizmem do nowego porządku podchodzi też Sofia Ennaoui, która będzie reprezentować Polskę w biegu na 1500 m.

"W sytuacji, jaka obecnie panuje na świecie, rozwiązanie wydaje się być najbardziej rozsądnym. Miejmy nadzieję, że mając na uwadze nasze wspólne dobro będziemy przestrzegać podstawowych zasad i uporamy się z tą sytuacją możliwie szybko. Nic nie dzieje się bez przyczyny, a ja postaram się wykorzystać ten dodatkowy rok treningu na zbudowanie życiowej formy. Życzę Wam dużo zdrówka!! Do zobaczenia na stadionach lekkoatletycznych wkrótce!" - podkreśliła.

Apel polskich sportowców po przełożeniu igrzysk olimpijskich

Trochę bardziej kategorycznie do sprawy podeszła mistrzyni Polski w biegu na 800 m, Anna Sabat. Jej zdaniem dopiero teraz sportowcy otrzymają szansę, by "godnie" i w równych warunkach przygotować się do igrzysk olimpijskich.

"Od dziś mamy szansę godnie się do nich przygotować i powalczyć o minima w późniejszym terminie, a teraz robimy co możemy, żeby trzymać formę w miarę możliwości i jednocześnie chronić siebie i innych przed COVID-19" - zauważyła.

Także płotkarka Karolina Kołeczek jest przekonana, że nie można było podjąć innej decyzji, choć trudno się z nią pogodzić. "Dla mnie jest to bolesna wiadomość, ale wiem, że w obecnej sytuacji, jaka panuje na świecie, jest to najbardziej rozsądna decyzja. Teraz najważniejsze jest, aby uchronić siebie i innych. Bądźmy bezpieczni i zostańmy w domu" - zaapelowała do kibiców.

W podobnym tonie wypowiadają się oszczepniczka Marcelina Witek, 400-metrowiec Jakub Krzewina i kanadyjkarz Tomasz Kaczor. Ten ostatni jest rozczarowany, że igrzyska odbędą się za rok, a nie za kilka miesięcy, bo czuł, że forma zwyżkuje znacznie szybciej niż w poprzednich sezonach. Niestety, jego plany - podobnie jak wszystkich innych sportowców - pokrzyżował koronawirus.

Decyzja o przełożeniu igrzysk jest też szeroko komentowana poza granicami Polski. Wicemistrzyni olimpijska z Rio de Janeiro w biegu na 200 m Dafne Schippers oraz tenisistka Petra Kvitova, brązowa medalistka z Brazylii, oceniły, że to "smutny dzień, ale rozsądna decyzja".

MKOl nie poinformował jeszcze o nowym terminie igrzysk olimpijskich. Wiadomo, że wciąż obowiązywać będzie nazwa Tokio 2020.

Koronawirus - co trzeba wiedzieć?

RadioZET.pl/Instagram