Zamknij

Onet ujawnia nieznane oblicze prezesa PZT: "Wiele razy w mordę dostała"

Krzysztof Sobczak
28.10.2022 09:40

Mirosław Skrzypczyński, prezes Polskiego Związku Tenisowego, miał dopuszczać się stosowania przemocy fizycznej i psychicznej w stosunku do swojej byłej żony, córek i byłych zawodniczek. - Wiele razy w mordę dostała - mówi babcia dziewczynek. O nieznanym obliczu szefa federacji piszą Janusz Schwertner i Jacek Harłukowicz w Onecie.

Mirosław Skrzypczyński
fot. RAFAL OLEKSIEWICZ/REPORTER/EastNews

Mirosław Skrzypczyński rządzi polskim "białym sportem" już drugą kadencję. Prezesem Polskiego Związku Tenisowego został 20 maja 2017 roku. Ma kontakty biznesowe, zna się z do niedawna prominentnymi politykami, którzy zapewniają mu zaplecze w postaci finansowania ze spółek skarbu państwa. Federacja rozkwita, nie narzeka na brak środków finansowych, szczyci się kolejnymi sukcesami polskich tenisistów. Ale to tylko fasada, pod którą kryje się dramat rodziny i podopiecznych prezesa Skrzypczyńskiego.

Janusz Schwertner i Jacek Harłukowicz z Onetu ujawnili brudną "działalność" szefa PZT. Mężczyzna przez lata miał znęcać się psychicznie i fizycznie nad swoją żoną Renatą, niegdyś czołową polską tenisistka, a obecnie prowadzącą dwa zielonogórskie kluby oraz nad córkami, których imiona zmieniono i zawodniczkami, które niegdyś trenował. Sprawa wyszłaby na jaw wcześniej, gdyby ktoś na poważnie potraktował list z lutego 2019 roku.

List babci córek Skrzypczyńskiego

Tego dnia do siedziby Polskiego Związku Tenisowego wpłynął odręcznie napisany list. Autorką była teściowa Skrzypczyńskiego, matka Renaty, Sabina W. Kobieta przekonywała w nim, że obecny szef federacji jest podłym człowiekiem, który wielokrotnie bił jej córkę oraz wnuczki. Apelowała, aby "wyrzucić na zbity pysk takiego przedstawiciela z podwójnym obliczem".

Półtora roku później, 23 września 2020 roku, do redaktorów prowadzących facebookowy profil "Quo Vadis PZT?" przyszła prywatna wiadomość od jednej z córek Skrzypczyńskiego. Kobieta pytała, czy chcą poznać prawdę o sterniku polskiego tenisa: "jak potrafi być agresywny przed swoją rodziną, jak coś idzie nie po jego myśli […] nieraz mnie pobił. Mam zdjęcia z każdego pobicia. Wcześniej nie wysyłałam, bo się go bałam, teraz uważam, że to za daleko zaszło".

Na zdjęciach opublikowanych w artykule Schwertnera i Harłukowicza widać posiniaczoną twarz i ciało Eweliny [tak ją nazwano w tekście, imię jest zmienione - red.]. Kobieta dodała, że była zastraszana. Obdukcji nie zrobiła ze strachu. Czasami uciekała do babci, by nie dać bić się dalej. Co więcej, Skrzypczyński miał wykorzystywać córki do znęcania się nad żoną: "Lej matkę, lej! - mówił. "Wnusia wtedy brała rakietę do ręki i zaczynała uderzać. Prosiłam Renatę: »chroń się albo uciekaj z domu«. Raz mi powiedziała, że jak chroniła głowę ręką, to Ewelina jej tę rękę złamała, ale ja mojej wnuczki nie winię. Jest mi jej żal" - wyjaśnia Sabina W.

Renata Skrzypczyńska nie chciała rozmawiać z dziennikarzami Onetu. Z ich rozmów ze świadkami wynika jednak, że jej były mąż stosował wobec niej przemoc domową.

Prezes PZT dopuścił się molestowania?

Schwertner i Harłukowicz dotarli też do dwóch podopiecznych Skrzypczyńskiego z Energetyka Gryfino. - Po latach to, co nam robił, bez wątpienia mogę nazwać przemocą i formą molestowania seksualnego - mówiła jedna z nich.

Z jej relacji wynika, że obecny prezes PZT pojedynczo zapraszał zawodniczki do "kantorka" pod pretekstem omówienia techniki uderzeń i poprawienia mankamentów w grze. - Zaraz po wejściu do środka, zamykał drzwi. [...] Gdy miałam 14 lat, dotknął mnie po raz pierwszy. Łapał za piersi, pupę, w miejsca intymne… Do dziś pamiętam ten jego śmiech. Traktował to jako dobrą zabawę. Ile razy to zrobił? Po latach większość wspomnień wyparłam. Jestem jednak przekonana, że obmacywał mnie co najmniej kilka razy.

Oprócz prób fizycznego kontaktu pojawiały się również aluzje seksualne. "Teksty były ohydne. [...] Byłyśmy wtedy w okresie dojrzewania. Krzyczał: »Ale masz cycuszki!«, »Ale ci rosną piersi!«, »Ale masz tyłek!«. To było na porządku dziennym. No i słynne: »Kobieta jak mówi nie, to mówi tak«". Jego ulubiona odzywka do nastoletnich dziewcząt. Jedną z metod treningowych, w zasadzie główną, miało być poniżanie zawodniczek.

Skrzypczyński miał również bić chłopców. Dostawali sztachetą, a następnie byli wyganiani na dwór w samych majtkach i tak mieli biegać wokół stadionu, bez butów. W nich, ale też w dziewczynki, za karę celowo serwował piłkami.

Skrzypczyński odpiera zarzuty

Mirosław Skrzypczyński całkowicie odrzucił wszelkie oskarżenia o stosowanie przemocy. Swoją teściową nazywa "podstarzałą, chorą psychicznie kobietą". Na pytania odpowiedział atakiem na dziennikarzy. O "kantorku" nie słyszał.

"Problem polega na tym, że stawia Pan w nich określoną tezę i nawet nie próbuje Pan dojść do prawdy, tylko feruje Pan jakieś odrealnione tezy niemające nic wspólnego z rzeczywistością. W jaki sposób mam się do nich odnieść? Rozumiem, że posiada Pan jakiś wyrok, który orzekł o winie w sprawach, o których Pan pisze? A może chociaż jeden dowód, który o takiej winie przesądza? Proszę o ich udostępnienie i wtedy będziemy mogli rozmawiać o faktach, a nie wymyślonych i obrzydliwych historiach" - to jedna z odpowiedzi na maile dziennikarzy. Na koniec Skrzypczyński jeszcze raz pochwalił się swoimi osiągnięciami, zarówno jako trener, jak i prezes PZT.

W piątek po publikacji artykułu opublikował oświadczenie. Treść poniżej.

RadioZET.pl/Onet