Jerzy Natkański skromnie o Nanga Parbat: To nie bohaterstwo. My tak działamy

02.02.2018 11:15
sport

Jerzy Natkański tonuje nastroje po akcji ratunkowej polskich alpinistów na Nanga Parbat. - To nie bohaterstwo. My tak działamy - powiedział dyrektor zarządu Fundacji Wspierania Alpinizmu Polskiego im. Jerzego Kukuczki.

Akcja ratunkowa Nanga Parbat fot. PAP/EPA

Chcesz być na bieżąco? Śledź Radio ZET - SPORT na Facebooku

W rozmowie z Polsatem Sport przyznał, że akcja była tak ryzykowna jak każda inna. - Warunki zimowe, bardzo krótki dzień, dominująca kiepska pogoda, oblodzone ściany, to wszystko potęguje ryzyko. Ale taka jest wspinaczka w górach wysokich - powiedział. Dodał też: - Szczęście, że w tym przypadku dwieście kilometrów obok był zespół, zaaklimatyzowany, który mógł się szybko przemieścić. Zarzuty, że wyprawa nie była zabezpieczona... Nie była, bo tak działają małe zespoły.

Jak ocenił akcję ratunkową? - Wszystkie elementy akcji: szybkość działania, kwestie transportowe, finansowe, gotowy zespół – to wszystko ułożyło się błyskawicznie. W tamtych warunkach udaje się to rzadko. Widziałem filmy z momentu lądowania i desantowania wspinaczy. Piloci robili to w warunkach, w których normalnie tego nie robią - wyjawił.

Akcja na Nanga Parbat była standardowym zachowaniem

Tonował jednak zachwyty. - Nie przesadzałbym z określeniami „heroizm” czy „bohaterstwo”. Niedługo okaże się, że pomoc partnerowi wspinaczkowemu będzie bohaterstwem. My tak działamy. Jeśli jest potrzebna pomoc, organizuje się zespół. W tym przypadku bardzo mocnych wspinaczy, który działali do momentu, do którego mogli działać. Akcja na Nanga Parbat była standardowym zachowaniem alpinistów na potrzeby innych alpinistów. Tak się robi. Nie ma w tym nic nadzwyczajnego. To, że media to nagłośniły, nie znaczy, że było to coś nieprawdopodobnego i zdarzyło się pierwszy raz. Takich akcji w lecie na wszystkich ośmiotysięcznikach są dziesiątki - powiedział Jerzy Natkański.

Przypomnijmy, że udział w akcji ratunkowej na Nanga Parbat wzięli: Adam Bielecki, Denis Urubko, Jarosław Botor i Piotr Tomala. Polska ekipa ruszyła na górę po Tomasza Mackiewicza i Elisabeth Revol. Na wysokości około 6100 metrów spotkali Francuzkę, która samotnie schodziła w dół. Mackiewicza niestety nie udało się uratować.

RadioZET.pl/Polsat Sport/AN

Oceń