Zamknij
Kasjusz "Don Kasjo" Życiński
Kasjusz "Don Kasjo" Życiński
fot: Karol Makurat/REPORTER/EAST NEWS
TEGO CHCĄ KIBICE

Potęga Fame MMA. Emocje kluczem do wielkiego sukcesu

Andreas Nicolaides
Andreas Nicolaides Redaktor Radia Zet
25.11.2021 19:57
25.11.2021 19:57

Fame MMA z przytupem weszło do świata sportów walki, oferując widzom dokładnie to, czego tak bardzo oczekują - nieprawdopodobną dawkę emocji. I choć dobrze bawić można się przed ekranem telewizora czy komputera, nic nie gwarantuje takich wrażeń jak oglądanie występów "Don Kasjo" i spółki na żywo, tym bardziej że Kasjusz Życiński to absolutny mistrz w robieniu show i największa gwiazda federacji.

Zachowanie publiczności doskonale odzwierciedla to, czym jest Fame MMA. Podczas gdy trwa walka, kibice z zapartym tchem oglądają poczynania zawodników w oktagonie. Gdy jednak usłyszą gong, zdarza się, że zmieniają obiekt zainteresowania - ruszają po jedzenie, piwo, sprawdzają Instagrama. Są też tacy, którzy nie czekają na werdykt, ale to pokazuje tylko, że oczekują od Fame MMA samych emocji, a Fame MMA te emocje im dostarcza. I tak było podczas ostatniej gali w sopocko-gdańskiej Ergo Arenie.

Federacja przeszła długą drogę, zanim wdarła się na szczyt. Początkowo kojarzona z "patowalkami", krytykowana np. za pojedynek osoby przeciętnego wzrostu z niskorosłym, oferująca walki na niskim poziomie sportowym, które kompletnie nie przekonywały do siebie fanów MMA, dziś ma się czym chwalić. Zatrudnia zawodników znanych z UFC (Norman Parke) czy KSW (Borys Mańkowski, Marcin Wrzosek). Jest na topie. W kontekście przesady wciąż mówić możemy na przykład o konferencjach prasowych, podczas których roi się od bluzgów, ale tego chce publika. Dochodzi nawet do tego, że widzowie zarzucają nudę konkurencji. Trudno jednak oczekiwać, by federacje typowo sportowe poszły w tę właśnie stronę. Z drugiej strony każdy fan MMA zna postać Conora McGregora, który oprócz tego, że jest doskonałym zawodnikiem, umie prowokować i niemal każdemu rywalowi pośle zawsze jakąś "wiązankę". Być może to właśnie on jest odniesieniem dla zawodników Fame - pod względem sportowym i robienia show.

"Don Kasjo Król"

- Wchodząc do oktagonu, jestem skoncentrowany głównie na walce, z tyłu głowy mając świadomość, że to też jest show, a ja mam w sobie showmana, więc umiem się  dostosować i dać ludziom inne emocje, za które zapłacili. Dać dobrą walkę - to jest priorytetowe, ale jak poczuje się jeszcze pewniej w jej trakcie, to wtedy zaczynam się bawić - powiedział mi "Don Kasjo", gdy zapytałem go o emocje towarzyszące mu tuż przed walką.

Gala Fame MMA 12
fot. Andreas Nicolaides/RadioZET

Postać to znana przede wszystkim fanom programów MTV. Występował w "Ex na plaży" czy "Warsaw Shore". Pojawił się również w jednej z edycji "Top Model". Za sobą ma też ciekawą przeszłość sportową. Stoczył ponad 70 walk w amatorskim boksie, był w kadrze narodowej, a w 2014 roku sięgnął po brązowy medal mistrzostw Polski. Największą rozpoznawalność przyniosły mu występy w Fame MMA. Jest postacią bardzo kontrowersyjną, która nie gryzie się w język i po prostu mówi, co myśli. Wulgarne słownictwo prowadzi go do częstych konfliktów z innymi zawodnikami. Jak sam jednak twierdzi, nie zamierza się zmieniać.

Gdy wychodził na starcie z Marcinem Wrzoskiem, od razu skojarzył mi się z Anthonym Joshuą, niedawnym mistrzem świata w boksie w wadze ciężkiej. To dlatego, że obaj na walkę idą z uśmiechem na ustach. Różnica jest jednak taka, że Joshua wraz z pierwszym gongiem poważnieje, Kasjusz wręcz przeciwnie. Najlepszym tego dowodem jest show, jakie w minioną sobotę dał w przerwach między rundami w starciu nie tylko z Wrzoskiem, ale też później "Boxdelem". Co runda, to nowy układ. A publika szaleje.

To jest spontan, ale jak widzę pozytywny odbiór publiczności, to nakręca mnie na jeszcze większe show

Taneczne szaleństwo to oczywiście nie jedyne, czym "Don Kasjo" błyszczy w federacji w Fame MMA. Z przyjemnością ogląda się jego walki, podczas których nie tylko zadaje rywalom dużą liczbę ciosów, ale też popisuje się efektownymi unikami i opuszczaniem gardy. To efektowny, ale i efektywny styl, który dał mu zwycięstwo nad nie byle kim, bo byłym mistrzem KSW i zawodnikiem, który dla federacji Macieja Kawulskiego i Martina Lewandowskiego stoczył aż osiem walk. Co więcej, po sześciu rundach starcia z Wrzoskiem został w klatce i podjął kolejny, trzyrundowy pojedynek ze wspomnianym wcześniej "Boxdelem". W nim pozostał sobą i bawił się dalej.

Jak sam ocenia organizację gal Fame MMA? - Patrząc na wcześniejsze wydarzenia widać, że federacja zrobiła duży progres pod względem organizacji gal. Bardzo lubię dużą publikę, więc pełna hala gwarantuję fajną atmosferę. Uważam, że obecnie jest to najlepsza federacja, tym bardziej że jest w niej Król - powiedział sam "Król Don Kasjo".

Emocje podczas gal Fame MMA otrzymują przede wszystkim kibice, ale dotyczy to też zawodników. Niełatwo jest wejść do klatki ze świadomością, że z trybun patrzy na ciebie ponad dziesięć tysięcy osób, a dodatkowe setki tysięcy oglądają cię w domach przed ekranami telewizorów, monitorów czy smartfonów. O to, jak przeżywa wejście do klatki, zapytałem też zawodniczkę Fame MMA i prywatnie partnerkę Artura Szpilki, Kamilę "Kamiszkę" Wybrańczyk.

Kamila "Kamiszka" Wybrańczyk
fot. Karol Makurat/REPORTER/EAST NEWS

- Kocham emocje związane z walkami, one kompletnie mnie nie spalają, wręcz napędzają. Wchodząc do oktagonu trzeba być gotowym, tam nie ma czasu na strach - powiedziała. Tak jak Don Kasjo, "Kamiszka" bardzo pozytywnie ocenia działania federacji. - Organizacja Fame MMA dała mi szansę, abym mogła się sprawdzić jako zawodniczka, a same walki dają mi ogromny wystrzał adrenaliny, którą kocham. Oprawa gal jest fenomenalna. Śmiało mogę powiedzieć, że jest to już światowy poziom, jeśli chodzi o organizację - podkreśliła.

Fame MMA to organizacja promowana przez Wojciecha Golę i Michała "Boxdela" Barona. Ten pierwszy sławę zyskał dzięki występowi w premierowej edycji "Warsaw Shore", drugi dzięki swojej działalności na YouTubie. Obaj nazywani są przez fanów "potężnymi włodarzami". W zarządzie są też Krzysztof Rozpara i Rafał Pasternak. To oni sterują federacją.

Liczby na tle konkurencji

O potędze Fame MMA świadczą nie tylko opinie zawodników i kibiców, ale też liczby. Jeszcze przed rozpoczęciem gali federacja poinformowała, że pobity zostanie rekord sprzedażowy pay-per-view (dostęp do transmisji można kupić już za 24,99 zł), który po gali Fame MMA 10 wynosił aż 510 tysięcy. Ostateczne dane dotyczące Fame MMA 12 nie zostały jeszcze ujawnione. Informacje o rekordzie potwierdzał jednak też jeden z szefów organizacji, Krzysztof Rozpara. Jak to wygląda w porównaniu z konkurencją? Ta niechętnie dzieli się wynikami sprzedaży, ale rąbka tajemnicy uchylił w 2020 roku Paweł Jóźwiak, prezes federacji FEN. - Nasz plan minimum to jest 20 tysięcy. Jeśli sprzedamy 20 tysięcy subskrypcji, to będziemy wstępnie zadowoleni, a wszystko, co powyżej 20 tysięcy, to będzie dla nas sukcesem - mówił rozmowie z „In The Cage”. Zdradził też liczby KSW. - Analizowaliśmy dane, jakie na przykład sprzedają inne organizacje. Wiemy, że KSW sprzedaje średnio między 130 a 200 tysięcy - przyznał. I choć musimy wziąć pod uwagę, że są to dane nieoficjalne, pewne wnioski możemy wyciągnąć. Fame MMA zostawiło konkurencję daleko w tyle.

Gala Fame MMA 12 sprzedała rekordową liczbę subskrypcji. PPV wykupiło ponad 510 tysięcy osób

Idźmy dalej z liczbami i zestawmy Fame MMA z najlepszymi na świecie. Największe w historii walki, czyli starcia Conora McGregora i Floyda Mayweathera oraz Mayweathera i Manny'ego Pacquiao sprzedały kolejno 4,3 i 4,6 miliona subskrypcji na całym świecie. Weźmy też na przykład walkę Jana Błachowicza z Israelem Adesanyą na UFC 259, gdzie Polak bronił mistrzowskiego pasa. Ta gala miała sprzedać około 800 tysięcy PPV. Warto jednak podkreślić, że prawo do pokazywania takich wydarzeń wykupują często telewizje i np. walki Błachowicza w Polsce oglądać można za darmo. UFC działa jednak na skalę globalną, a Fame MMA to tylko rynek polski. Biorąc to pod uwagę, liczby generowane przez naszą federację robią ogromne wrażenie.

Ciekawie również na trybunach

Fame MMA to też doskonała okazja do spotkania ludzi z branży, celebrytów i gwiazd internetu. Ogromną furorę zrobił np. influencer Daniel Majewski, który w pewnym momencie pojawił się na hali i momentalnie zebrał wokół siebie tłum nastolatek, chętnych do zrobienia sobie z nim zdjęcia. Poza tym zobaczyć mogliśmy Wojciecha Przeździeckiego z kanału "WiP Bros", popularnego youtubera Sylwestra Wardęgę, Roberta Pasuta z "Abstrachuje", znanego z "Warsaw Shore" Damiana "Stiflera" Zduńczyka, Arkadiusza Zgorzelskiego z "Królowych życia" czy mającą prawie dwa miliony obserwujących na Instagramie influencerkę Lexy Chaplin. Sama Lexy zresztą wchodziła na halę tym samym wejściem co ja, a towarzyszył jej m.in. Paweł Sviniarski z kanału "Dla pieniędzy". Ich ekipa robiła wszystko, by przedostać się na swoje miejsca jak najszybciej, by uniknąć zainteresowania ze strony fanów. To jednak nie do końca się udało, gdyż jeden z kibiców Pawła rozpoznał. - To ty, "Dla pieniędzy"? - zapytał. - Jestem tylko do niego podobny - usłyszał w odpowiedzi. I nici z pogawędki lub wspólnego zdjęcia.

Gala Fame MMA 12
fot. Andreas Nicolaides/RadioZET.pl

Federacja Fame MMA to celebryci, wielkie liczby i emocje, ale nie wolno zapominać też o całej oprawie. Ta z wysokości trybun robi ogromne wrażenie. - Produkcyjnie są dziś na pierwszym miejscu. Przeskoczyli wszystkich, włącznie z KSW. Produkcyjnie są absolutnym liderem. To trzeba sobie powiedzieć jasno i nie ma co tego ukrywać - powiedział mi Marcin Najman, który miał okazję walczyć w niemal wszystkich czołowych federacjach w Polsce. I też podkreśla, jak ważne są emocje. - Ludzie tego szukają. W Stanach Zjednoczonych jest na przykład wrestling, a w Polsce jest freakowe MMA. U nas, w mojej ocenie, wrestling by się nie przyjął z tego powodu, że Polak musi widzieć walkę na serio. Jeśli tego nie ma, polskiego społeczeństwa to nie zainteresuje - zaznaczył.

Nie tylko walkami kibic żyje

Wracając do oprawy gal Fame MMA to oczywiście nikogo nie dziwi już fakt, że wydarzenia organizowane są w największych polskich arenach, które wypełniane są po brzegi, a efekty dźwiękowe i wizualne stoją na najwyższym poziomie. Nie sposób nie wspomnieć też o koncertach. Na ostatnim, w przerwie pomiędzy ostatnimi walkami, wystąpił nie kto inny jak „Smolasty”.

Na koniec podkreślę, że sama gala Fame MMA to jedno, ale wszystko tak naprawdę zaczyna się dużo wcześniej. Są wspomniane konferencje, podczas których dochodzi często pierwszych starć między zawodnikami. Później przychodzi czas na programy "Face 2 Face", gdzie  przeciwko sobie stają bezpośredni rywale. Już to generuje niesamowitą oglądalność, której nie powstydziłyby się niektóre gale. Tuż przed Fame MMA 12, gdy podczas "F2F" spotkali się wspomniani wcześniej "Don Kasjo" i Wrzosek, a potem "Don Kasjo" i "Boxdel", liczba widzów oglądających program na żywo na YouTube przekroczyła 130 tysięcy!

Ciekawy jest też sam dobór zawodników. To sport, choć wciąż bardzo ważny, schodzi na dalszy plan. Najważniejszy jest konflikt, bo jeśli rywale są skłóceni, to dadzą większe show. A większe show to oczywiście większe emocje. I o to w tym wszystkim chodzi.

Andreas Nicolaides
Andreas Nicolaides

Kibic Realu Madryt, pasjonat futbolu i sportów walki. Nie boi się występów przed kamerą i rozmów ze sportowcami. To u jego boku śpiewał Mamed Khalidov. Z kilkuletnim doświadczeniem, nabywanym od 17. roku życia, przybył do RadioZET.pl w czerwcu 2016 roku. Prowadził autorski program „Na Sportowo”. Miał przyjemność gościć w studiu Jana Błachowicza czy Joannę Jędrzejczyk. Przed kamerę zaprosił też m.in. Artura Szpilkę, Bartosza Kurka czy Agnieszkę Radwańską.

W wolnym czasie wybiegnie na boisko – piłkarskie lub tenisowe. Bywa, że obejrzy film, zwłaszcza klasykę jak „Rocky” czy „Rambo”. Zagra też w grę, z racji zainteresowań będzie to oczywiście FIFA lub Football Manager. Zachwycił go jednak też Wiedźmin – na tyle, że zaczął czytać książki o „Białym Wilku”. 

Twitter: @AndreasNcl

E-mail: andreas.nicolaides@radiozet.pl