Zamknij

Marcin Najman tłumaczy się z obrony Jasnej Góry: "Szli wprost na klasztor"

04.11.2020 14:16
Marcin Najman
fot. Marcin Najman YouTube

Marcin Najman, który przyłączył się do Straży Narodowej mającej bronić kościołów przed protestującymi, odpowiedział na hejt w sieci i wyjaśnił, że interwencja była konieczna. Bez niej, według niego, mogło dojść do aktów wandalizmu. "Szli wprost na klasztor" - mówi na swoim kanale na YouTubie.

Marcin Najman, zawodnik Fame MMA, we wtorek 27 października ruszył bronić Jasnej Góry przed protestującymi kobietami. To była jego reakcja na wezwanie wicepremiera Jarosława Kaczyńskiego, który zachęcał swoich zwolenników do chronienia świątyń przed - jak to mówił - wyszkolonym tłumem. Apel prezesa PiS miał z kolei związek z niedzielną akcją Strajku Kobiet, polegającej na wchodzeniu do świątyń z plakatami i tam protestowaniu przeciwko orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego ws. zakazu aborcji embriopatologicznej.

Za pierwszym razem Najman na Jasnej Górze nikogo nie spotkał, a za swoją niedoszłą szarżę obarczył stację TVN24, która rzekomo informowała o ataku na Sanktuarium Matki Boskiej Częstochowskiej. W środę, już z kolegami ze Straży Narodowej, ruszył ponownie. Jego interwencja znów nie była potrzebna. Tak przynajmniej twierdzą kibice, którzy wyśmiali zawodnika w mediach społecznościowych. Teraz 41-latek postanowił zabrać głos w sprawie. Wyznał, że bez jego reakcji mogłoby dojść do aktów wandalizmu.

Marcin Najman o obronie Jasnej Góry. Odpowiada na hejt

- Ja mam duże poczucie humoru, ale to, co się dzieje w Polsce, śmieszne absolutnie nie jest. W poniedziałek doszło do wtargnięć do kościołów, malowania elewacji, niszczenia świątyń, jak np. w kościele św. Aleksandra w Warszawie, ale nie tylko, bo tych dewastacji było kilkadziesiąt. Teraz tacy przedstawiciele opozycji jak Tomasz Lis czy Kamil Durczok twierdzą, że nie było żadnych ataków (...), twierdzą, że protestujący nic nie mają do kościołów. No nie, tak nie jest - tłumaczy Najman na swoim kanale na YouTubie. Następnie odniósł się do swojej wyprawy na Jasną Górę.

- Chcę Wam powiedzieć, że ten cały tłum, ok. tysiąca osób, podszedł pod klasztor i przy samym wzgórzu, na 200 metrów przed nim, zmienił kierunek i skręcił. To nie jest tak, że nie było przed kim bronić klasztoru, bo ten marsz posuwał się wprost na Jasną Górę - ocenia sportowiec. - Ja jestem człowiekiem wierzącym i jeśli trzeba będzie stanąć w obronie wartości, które są mi bliskie, zawsze będą to robił - dodaje.

Zobacz także

Następnie Najman skomentował sytuację z Warszawy, w której ktoś pomazał pomnik Armii Krajowej i umieścił na nim tęczową flagę. Nie wspomniał, że protestujący natychmiast wyczyścili pomnik.

- Kościół to jedno, ale jak można niszczyć pomniki Armii Krajowej, a to się wszystko wydarzyło? To jest sytuacja bez precedensu. Sowietów mógłbym o takie rzeczy posądzać, a nie Polaków - grzmi zawodnik Fame MMA. Przyznaje, że sam protest mu nie przeszkadza, ale nie rozumie tej formy strajku.

- Naprawdę myślicie, że z hasłem "wypier****ć", na takim poziomie, można się dogadać i w takiej atmosferze przedstawić swoje postulaty? Ja nie mam nic do protestujących, ale niech robią to w sposób cywilizowany. Niech nie demolują świątyń i ważnych dla ludzi miejsc kultu. Niech oni tego nie bezczeszczą. Tam jest za dużo aktów wandalizmu, dlatego wątpię, by udało się porozumieć - kończy tę kwestię Najman.

Strajk Kobiet a orzeczenie TK

Strajk Kobiet trwa nieprzerwanie od 22 października, kiedy Trybunał Konstytucyjny pod przewodnictwem Julii Przyłębskiej uznał aborcję embriopatoligiczną (z powodu ciężkich wad płodu) za niezgodną z konstytucją. To naruszyło tzw. kompromis aborcyjny z 1993 roku, likwidując w praktyce jedną z trzech przesłanek do legalnego dokonania aborcji. Jeśli orzeczenie TK wejdzie w życie [miało zostać opublikowane w Dzienniku Ustaw 2 listopada, ale do tego nie doszło - red.], w Polsce aborcja będzie możliwa tylko wtedy, gdy będzie istniało zagrożenie zdrowia lub życia kobiety bądź w przypadku, gdy ciążą będzie wynikiem czynu zabronionego, czyli gwałtu i kazirodztwa.

RadioZET.pl/YouTube Marcin Najman