Joanna Jędrzejczyk: Wkurza mnie, gdy mówią, że jestem butna i arogancka [WYWIAD]

Andreas Nicolaides
20.02.2019 15:07
Joanna Jędrzejczyk
fot. RadioZET.pl

- Moja pewność siebie wynika z tego, że ciężko pracuję i wierzę w swoje umiejętności. Wkurza mnie, gdy mówią, że jestem butna i arogancka - powiedziała Joanna Jędrzejczyk w rozmowie z RadioZET.pl. Była mistrzyni UFC opowiedziała też m.in. o życiu w podróży, charakterze, planach na 2019 rok i... o żywieniowych pokusach.

Andreas Nicolaides: - Dużo podróżujesz. Ostatnio Australia, Tajlandia... To jest sposób na zresetowanie się czy po prostu pasja?

Joanna Jędrzejczyk: - Faktycznie dość mocno zaczęłam rok. 1 stycznia wyleciałam do Tajlandii, był Meksyk, poleciałam do Australii, a za chwilę Czechy, Szwajcaria, Holandia i powrót na Florydę. A to wszystko odbędzie się do kwietnia, więc dużo wyjazdów. Ale wróciłam już do treningów, to tylko wygląda, jakbym odpoczywała. Faktycznie, staram się resetować. Przez ostatnie kilka lat moja kariera nabrała mocnego tempa i skupiałam się tylko na treningach. Zapominałam o odpoczynku, prawidłowym zresetowaniu ciała i umysłu. Postanowiłam, że w tym roku to zrobię - odświeżę ciało i umysł poprzez wyjazdy, spotkania z fanami czy rozwijanie innych moich zainteresowań. Ale treningi oczywiście są, profesjonalny sportowiec nie może sobie pozwolić na brak treningów. Zrobiłam sobie przerwę, ale teraz czuję głód, chęć trenowania więcej i mocniej i osiągania więcej niż do tej pory.

- Wciąż jesteś na topie, masz ambitne plany sportowe. Trudno jest utrzymać się na najwyższym poziomie? Pytam o dietę, treningi... Są takie momenty, że masz dość?

- To nie jest łatwe. Faktycznie człowiek ma czasami dość, ale w codziennym życiu też mamy dość - czy pracy, czy ludzi z otoczenia. Czasami musimy się zresetować i uciec od tego, chociaż ja kocham swoje życie. Wspomniałeś o podróżach - ludzie mówią: "ty w domu nie mieszkasz, ciągle podróżujesz, z samolotu do samolotu". Ale mi to nie przeszkadza. Choć czasem jestem tym zmęczona, to czerpię z tego garściami, bo kocham swoje życie. Każdego dnia staram się uśmiechać i czerpać z każdego dnia najwięcej, jak tylko mogę. Ale faktycznie, gdzieś zapomniałam o tym odpoczynku. Nie to, że zgasł we mnie ogień i odechciało mi się sportu, ale przyszedł czas się zresetować i jakby posmakować tego na nowo.

- Życie sportowca to wiele wyrzeczeń. Jeśli chodzi o dietę, masz jakieś złe nawyki żywieniowe, pokusy?

- Mam, mam. Ale gdy podpisuje kontrakt na walkę, to te dwa miesiące jestem skupiona na diecie. Wiem, że jedzenie, szczególnie w życiu sportowca, jest takim paliwem, którym ładuje swój organizm, bym mogła trenować mocniej i ciężej. Poza sezonem lubię sobie jednak pofolgować.

- Słodycze, fast-foody?

- Raczej nie jestem dziewczyną fast-foodową. Lubię kuchnię włoską - pizzę, makarony. Lubię też słodycze, ale staram się to kontrolować. Zawsze słuchałam, że po trzydziestce grawitacja bardziej dotyka kobiety. Wiecie co? Nigdy w to nie wierzyłam, ale jak mi stuknęło 31, to faktycznie, inna jest ta grawitacja [śmiech]. Trzeba się kontrolować, jestem smakoszem. Lubię dobre jedzenie i tak, podczas przygotowań kosztuje mnie to wiele wyrzeczeń. Ale staram się, by moja dieta była jak najbardziej zbilansowana i kolorowa, i aby mi smakowała. I taka właśnie jest.

- Trening i dieta to jedno, ale w sportach walki bardzo ważny jest charakter. Niektórzy zawodnicy MMA pracowali kiedyś na bramkach w klubach, mieli różne momenty, które ukształtowały ich charakter. Jak to było w Twoim przypadku?

- Mam siostry, które są bardzo spokojne. Ja raczej też nie należę do ludzi wybuchowych, ale zawsze wyróżniałam się charakterem, zawsze musiałam zaznaczyć swoją pozycję. Chyba się taka urodziłam - z pazurem, z chęcią osiągnięcia czegoś wielkiego. Ja siebie nie widzę siedzącej osiem godzin za biurkiem. Zawsze chciałam smakować nowych rzeczy i być osobą robiącą coś innego. To mi się udało, z czego się bardzo cieszę. Nie miałam w życiu takich sytuacji, gdzie musiałam coś pokazać, udowodnić światu. Zawsze chciałam pokazać, że mam swoje cele i chce być najlepsza, ale nie, nie musiałam stać na bramce. To nie było to, co mnie pchnęło do sportów walki. To nie jest tylko sport dla silnych mężczyzn, którzy nie mają pomysłu na siebie. To sport dla każdego z nas, to sport, który podbił serca fanów na całym świecie.

- Twoje face to face - podchodzisz charakterystycznie pod rywalkę, przystawiasz pięść do jej twarzy. To jest element show, czy chcesz coś w ten sposób przekazać?

- To jest też element show, ale jestem w tym prawdziwa. Daję z siebie sto procent i biorę sto procent. Wychodząc na ważenie jestem pewna, że ciężko pracowałam i chcę osiągnąć sukces. Nie mogę pokazać słabości. Musi być szacunek, ja nie ubliżam swoim przeciwniczkom.

- Wkurza Cię, gdy ludzie zarzucają Ci arogancję? Że jesteś za pewna siebie.

- Wkurza. Co znaczy, że jesteś za pewna siebie? To ja mogę powiedzieć, że Ty jesteś niepewny siebie. Jeśli czegoś bardzo pragniesz i o czymś marzysz, to musisz zrobić wszystko, by te marzenia się spełniły. Tak, denerwuje mnie to, gdy mówią, że jestem osobą butną, arogancką. Ale to mnie nie gubi. Moja pewność siebie wynika z tego, że ciężko pracuję i wierzę w swoje umiejętności. Oczywiście przed walka pojawia się wiele pytań - czy jestem silna, czy podołam? Ale mówię: "hej, dałam z siebie wszystko". Ludzie muszą zrozumieć jedno, że jestem jedyną osobą, która musi obcować z tymi emocjami przed walką - na treningach, face to face. To sport bardzo mocno indywidualny. Wiele osób mi pomaga w treningach, jest praca zespołowa, ale finalnie do oktagonu wychodzę tylko ja i moja przeciwniczka.

- Rozmawiałem kiedyś z Janem Błachowiczem, on bardzo fajnie to porównał. Jeśli w sporcie drużynowym ktoś ma słabszy dzień, to są koledzy, którzy go uratują, w sporcie indywidualnym zostajesz sam.

- No niestety, tu jesteśmy sami. Ja wielokrotnie to powtarzam: "to jest najgorsze - tu nie ma drugiego miejsca. Jest wygrany i przegrany". Często mówi się, że przegrała, bo nie trenowała, zlekceważyła. To nie jest tak. Powinniśmy doceniać także tych zawodników, którzy przegrywają. Do oktagonu wychodzi zawsze dwóch godnych siebie przeciwników. Czasami może to nie być ten dzień, przeciwnik może być w trochę lepszej formie. Powinniśmy wspierać sportowców i wspierać także przegranych. To może być jakaś infekcja, coś może się dziać w życiu prywatnym.

- 2019 rok. Jakie plany? Kiedy znów wejdziesz do klatki?

- Mocny odpoczynek, reset. Treningi dla samej siebie, dla nauki, rozwoju. Wkrótce lecę trenować do Stanów Zjednoczonych, choć już teraz jestem w treningu. Chciałabym zawalczyć na przełomie sierpnia i września, może w październiku. Jestem po spotkaniu w UFC, z Daną Whitem, ostatnio oglądałem galę w Australii u jego boku. Samo UFC nalegało, bym odpoczęła, oni wiedzą jak intensywnie pracowałam przez ostatnie lata, jak często broniłam tytułu i byłam jego posiadaczką.

- Prawie trzy lata.

- Tak. Ja czuję ten głód i chęć powrotu do oktagonu, ale jeszcze daje sobie czas, by wejść z mocnym przytupem. W tym roku stoczę jedną lub dwie walki. Chciałabym, by był to sierpień, ale jeśli będzie to miesiąc później, nic się nie stanie.

Rozmawiał Andreas Nicolaides.