Zamknij

Żona Kamila Stocha żartuje z Kingi Rusin. "Dziękuję za inspirację"

12.02.2020 11:25
Ewa Bilan-Stoch
fot. MAREK DYBAS/REPORTER/EAST NEWS

Ewa Bilan-Stoch zamieściła na swoim profilu na Instagramie kolejna porcję zdjęć z pobytu w Afryce. Tym razem zwróciła uwagę nie tylko fotografiami, ale tez ich opisem, w którym nawiązała do słynnej już relacji Kingi Rusin z imprezy po gali wręczenia Oskarów.

- Za inspirację dla opisu dziękuję Kindze Rusin - napisała na początku swojego wpisu żona Kamila Stocha.

W ten sposób zażartowała z relacji dziennikarki, która w podobny sposób opisywała to, co działo się na prywatnej imprezie Beyonce i Jaya Z po Oskarach. - Beyonce patrząc na mój brokatowy, świecący garnitur stwierdziła ze śmiechem, że ją przyćmiłam, z Leo DiCaprio tańczyłam przez chwile za rękę, otoczony wianuszkiem dziewczyn Bradley Cooper posyłał mi uśmiechy - pisała Rusin.

CZYTAJ WIĘCEJ: Kinga Rusin usunęła słynne zdjęcie z Adele. "To było szaleństwo"

Post Ewy Bilan-Stoch dotyczył jednak zupełnie innego tematu. Żona polskiego skoczka narciarskiego opisała swój pobyt w Afryce.

- Podczas ostatniej podróży do Afryki rozmawiałam z moją bratową o butach, a raczej ich braku u sporej części społeczeństwa, Masaj uczył mnie tradycyjnego tańca, choć nie przypuszczał, że znam kogoś, kto skacze równie wysoko. Wiem, to brzmi niewiarygodnie, ale zacznę od początku. Dwie drogi na krzyż, niezliczona ilość czegoś, co nazwalibyście barakami i około 50 tysięcy mieszkańców. Kilka lat temu pokazałam bliskim zdjęcia z Afryki, a ta kobieta była tak wyjątkowa, że teraz w 2020 r. moja bratowa, mijając tysiące twarzy nagle mówi: "to ta piękność z twojego zdjęcia!". Spotkanie z Faridah było jak znalezienie igły w stogu siana. Mając bliskich obok chciałam pomóc im zrozumieć, dlaczego tak kocham to miejsce. Miejsce, gdzie możesz zaszaleć po prostu tam będąc, ale na pewno nie możesz się wyluzować, zwłaszcza kiedy jak cień podążają za tobą ludzie z najgorszymi chorobami tego świata. Luz jest na plaży. Miejscowe dzieci, najpierw troje, potem kilkanaścioro, recytują swoje imiona, które trudno zapamiętać i uczą mnie układu choreograficznego do jakiejś zabawy, która okazuje się odpowiednikiem tego, co znam z dzieciństwa. Bawimy się do białego... wróć! do zmroku, bo kiedy robi się ciemno, na plaży nie jest bezpiecznie, a dzieci muszą jeszcze wrócić do domów w buszu. Panuje tam totalna ciemność, nikt nie robi zdjęć. W wiosce każdy chwali mój ubiór, czują dumę kiedy biała nosi afrykańskie wzory. Ja nie wiem co czuć, widząc kilkulatka w polarku w bałwanki, pożółkłe od użytkowania, kiedy temperatura przekracza 30 stopni w cieniu. Uśmiechnięci żyją tak skromnie, że rozdaję im większość moich ubrań. Proszą o szampon, tabletki przeciwbólowe, podpaski, tampony i "wszystko, co mi zostanie". Totalne szaleństwo, posyłają mi takie uśmiechy, że moja dusza płacze ze szczęścia. Prawdziwy popis daje odpowiednik kogoś, kogo znacie jako organista w kościele. Gra na puszce po nieznanym mi napoju, wypełnionej jakimś ziarnem i na pustym baniaku po oleju, w który uderza patykiem. Wszyscy ludzie śpiewają i tańczą z radości. Na dodatek Kamil Stoch pisze do mnie, że cieszy się tym razem ze mną i nie może się doczekać aż mnie zobaczy. Ot, zwykła wycieczka - czytamy we wpisie.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Żona Kamila Stocha w Afryce. Pokazała coś przerażającego [ZDJĘCIA]

RadioZET.pl/AN