Mistrz świata w lotach atakuje FIS: Nasze kontuzje to wasza wina!

Krzysztof Sobczak
23.11.2017 11:04
Robert Kranjec
fot. Michał Łepecki / Agencja Gazeta

Były mistrz świata w lotach narciarskich Robert Kranjec w mocnych słowach skrytykował działania FIS-u, które jego zdaniem narażają skoczków na kontuzje. - Wprowadzili zmiany, a my teraz musimy z nimi walczyć, by nie wyrządzić sobie krzywdy - przyznał Słoweniec w wywiadzie dla "Przeglądu Sportowego".

Zagłosuj

Czy pretensje Kranjca są uzasadnione?

Liczba głosów:

Chcesz być na bieżąco? Śledź Radio ZET - SPORT na Facebooku

W ostatnim czasie bardzo dużo mówi się o urazach kolejnych zawodników. W pierwszej części zmagań nie zobaczymy Gregora Schlierenzauera (kontuzja kolana), a cały sezon z głowy mają Severin Freund i Kenneth Gangnes, którzy zerwali więzadła krzyżowe w kolanie. Po rocznej przerwie do rywalizacji po dokładnie takim samym urazie powraca Robert Kranjec, który w Wiśle - gdyby nie upadek Denisa Korniłowa - w ogóle nie zakwalifikowałby się do niedzielnego konkursu.

Zobacz także

Słoweniec, który w 2012 roku w Vikersund wywalczył tytuł mistrza świata w lotach narciarskich, jest świadomy, że jego forma jest daleka od optymalnej, ale jednocześnie zauważa, iż tak liczne poważne kontuzje są efektem zmian, jakie forsuje Międzynarodowa Federacja Narciarska.

- To jest problem sprzętu i chorych zmian, jakich w ostatnich latach dokonała Międzynarodowa Federacja Narciarska. Uważam, że mamy zbyt mało przylegające stroje, przez które przestaliśmy latać, a zaczęliśmy po prostu spadać. (...) Z tego powodu znacznie przyspieszyliśmy w powietrzu, a to znaczy, że przy lądowaniu musimy radzić sobie z dużo większymi obciążeniami - przyznał w rozmowie z "Przeglądem Sportowym".

- Wyobraź sobie, że w okresie przygotowawczym wykonujemy około 400–500 skoków treningowych. Pomnóż to przez stopień zwiększonego obciążenia. Nie znam dokładnych liczb, ale czują je moje kolana. Suma, która wyjdzie z takiego obliczenia, liczona byłaby pewnie w tonach dodatkowego ciężaru, który muszą przyjąć każdego roku. A my jesteśmy ludźmi, a nie robotami. I ktoś o tym chyba zapomniał - dodał.

Nie było konsultacji, tylko decyzja

Kranjec ma za złe włodarzom FIS, że nie podjęli próby rozmowy z zawodnikami, a narzucili im swoją wolę. Nie było w tej kwestii żadnych konsultacji.

- Po prostu je wprowadzili. A my teraz musimy z nimi walczyć i robić wszystko tak, by nie wyrządzić sobie krzywdy. Jest inne rozwiązanie – trenować mniej. Tylko że wtedy można zapomnieć o byciu zimą w światowej czołówce - powiedział skoczek.

36-letni Słoweniec przyznał, że po zerwaniu więzadeł nie myślał o zakończeniu kariery, ale miał czas na refleksję.

- Częściej niż nad sobą, zacząłem zastanawiać się nad tym, w którą stronę zmierzają skoki narciarskie. Coś poszło nie tak - ocenił.

W najbliższy weekend skoczkowie będą rywalizowali o punkty na skoczni w Ruce nieopodal Kuusamo. Kranjec znalazł się w kadrze Słowenii na te zawody.

RadioZET.pl/Przegląd Sportowy/KS