Piękne słowa żony i siostry Tomasza Mackiewicza. Jego rodzina przeżyła tragedię

Andreas Nicolaides
29.01.2018 11:02
Piękne słowa żony i siostry Tomasza Mackiewicza. Jego rodzina przeżyła tragedię
fot. Facebook/Tomasz Mackiewicz

Zaginięcie Tomasza Mackiewicza na Nanga Parbat jest wielkim dramatem dla jego rodziny. W domu czekała na niego żona i dzieci. Tragedię mocno przeżyła też siostra. Także ojciec nie mógł pogodzić się ze stratą syna.

Chcesz być na bieżąco? Śledź Radio ZET - SPORT na Facebooku

Anna Solska, żona zaginionego, na antenie TVN 24 dziękowała ekipie ratowniczej, które podjęła próbę ratowania jej męża.

- Ja wiem, że wszyscy zrobili wszystko, żeby mu pomóc. Moja wdzięczność nie ma dna - mówiła.

Zobacz także

- Ta energia, jaką Tomek generuje wśród ludzi, i jego charyzma, to jest fenomenalne, to jest nie z tego świata. On wyzwala takie pokłady solidarności, dobra i miłości, że to się nie mieści w głowie - dodała.

"Proszę wszystkich, niech przestaną oceniać"

Ogromnej wdzięczności dla ratowników nie kryła też siostra Mackiewicza. - Wielki szacunek dla nich za absolutną gotowość do narażenia swojego życia, żeby ratować Elisabeth i Tomka - przyznała Małgorzata Sulikowska.- Oczywiście serce pękło, gdy usłyszałam, że nie pójdą dalej, nie pójdą po Tomka. Ale to są takie góry i to takie, w których nie dane nam jest oceniać decyzje, bo to oni są na miejscu. Oni też nie mogą narazić się na pewną śmierć. Proszę wszystkich, niech przestaną oceniać - dodała.

"Mam niedosyt, że przerwano akcję"

O szukanie Mackiewicza do końca apelował za to jego ojciec, który nie mógł pogodzić się z decyzją o zaprzestaniu dalszych poszukiwań. - Ja wiem, czuję to, że on wciąż żyje. Tomek potrafi przeżyć przez 6 dni w jamie śnieżnej na podobnej wysokości. To twardy i bardzo uparty chłopak - mówił w rozmowie z „Newsweekiem”.

Zobacz także

- Jesteśmy ludźmi głębokiej wiary. Oddaję sprawę syna w ręce Boga, ale mam niedosyt, że przerwano akcję. Przecież w przypadku Tomka to nie jest akcja poszukiwawcza, bo wiadomo, gdzie on jest. To akcja ratunkowa. Jestem wdzięczny za dotychczasową pomoc, za włączenie się polskich władz, ale jako ojciec, a także człowiek, proszę - nie zostawiajmy Tomka samego, póki może żyć  - apelował Witold Mackiewicz.

Wzruszający telefon od wnuka

Powiedział tez o wzruszającym telefonie, jaki otrzymał od wnuka. - Dziadku, pan Bóg weźmie Tomusia na plecki i zniesie go w dół - miał powiedzieć chłopiec.

Przypomnijmy, że na Naga Parbat Mackiewicz utknął wraz z Elisabeth Revol. Francuzka była w stanie sama się poruszać i zdecydowała się na samotne zejście w dół. Pokonała ponad 1000 metrów i na wysokości około 6100 metrów spotkała polską grupę ratowników. Mackiewicza niestety nie udało się odnaleźć.

Zobacz także

RadioZET.pl/TVN 24/Newsweek/AN