Małysz vs Stoch, czyli jak z dwóch wybitnych wybrać lepszego

21.02.2018 17:34
Kamil Stoch i Adam Małysz
fot. Tomasz Jastrzebowski/Foto Olimpik/REPORTER/EastNews

Po każdym sukcesie Kamila Stocha odgrywamy tę samą pieśń - czy już jest lepszy od Adama Małysza, czy jeszcze nie. To tyleż ciekawa dyskusja, co zupełnie... jałowa i niepotrzebna.

Zagłosuj

Który ze skoczków jest lepszy?

Liczba głosów:

Chcesz być na bieżąco? Śledź Radio ZET - SPORT na Facebooku

W 40-milionowym kraju nie cierpimy na nadmiar wybitnych sportowców. Obecnie na myśl przychodzi mi tylko Robert Lewandowski, Anita Włodarczyk i mimo kilku chudszych lat Justyna Kowalczyk oraz Agnieszka Radwańska. Może jest ktoś jeszcze, o kim akurat zapomniałem, ale jestem niemal 100-procentowo pewny, że całość zamknie się na palcach obu dłoni.

Zobacz także

Zamknąć w szufladach

Jedną z naszych cech narodowych - choć pewnie w niektórych przypadkach jest to dość stereotypowe postrzeganie Polaka - jest to, że uwielbiamy szufladkować, układać wszystko w rankingi, hierarchizować i kategoryzować (wiem, my, dziennikarze, też cierpimy na tę przypadłość). Dlatego też od paru lat trwa dyskusja, czy uczeń już przerósł mistrza? Czy Kamil Stoch jest lepszy od swojego poprzednika Adama Małysza? Nigdy nie usłyszałem jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie, bo taka nie może paść.

Jeśli oceniamy dwóch sportowców, nawet uprawiających tę samą dyscyplinę, jako wybitnych czy genialnych to... dalej nic już nie ma. Nie można być bardziej wybitnym niż wybitny, tak samo jak nie można być bardziej genialnym niż genialny.

To jest trochę tak, jak rozmowa kibiców Realu Madryt i Barcelony o Cristiano Ronaldo i Lionelu Messim. Będą przerzucać się tymi samymi argumentami, co najwyżej w innej kolejności, dojdą do tych samych wniosków, a więc że obaj są genialni, nikt nikogo nie przekona, a przy tym najprawdopodobniej się pokłócą i obrażą na siebie. Po co?

Długodystansowiec kontra krótkodystansowiec

Za Stochem i Małyszem przemawiają wielkie osiągnięcia, ale tu znowu pojawia się dylemat (przynajmniej dla niektórych): czy cztery Kryształowe Kule w porównaniu z jedną są mniej ważne niż trzy złote medale olimpijskie w odniesieniu do trzech srebrnych i jednego brązowego? A może jest odwrotnie?

Osobiście wolę więc posługiwać się określeniami: Adam był długo-, a Kamil krótkodystansowcem. Mówiąc inaczej, Małysz potrafił przez bardzo długi okres utrzymywać równą formę, Stoch z kolei jak mało kto umie skoncentrować się na jednostkowym celu. Ale tu kolejne rozterki, bo może, w tym przypadku, zmieniło się po prostu podejście trenerów, a predyspozycje skoczka nie mają tu nic do "gadania"?

"Stochomanii" nie ma i nie będzie

Małyszowi nikt nigdy nie zabierze popularyzacji skoków narciarskich. To fenomen socjologiczny, którego prawdopodobnie nigdy nikomu nie uda się powtórzyć.

"Małyszomania" osiągnęła niewyobrażalne rozmiary - 14,5 miliona widzów przed tv czy 100 tysięcy na trybunach w Zakopanem mówią bardzo wiele. Kiedyś szło się "na Małysza" - tego, w pierwszych latach swojej kariery, zabawnego, nie do końca potrafiącego się wysłowić, nieśmiałego i skromnego chłopaka z Wisły - dziś nikt nie powie, że idzie "na Stocha". Jasne, Małysz był sam, a teraz mamy jednego fenomenalnego i czterech solidnych skoczków, więc trudno też nie doceniać ich klasy, ale to już zdecydowanie nie jest to samo co wtedy, gdy - nie boję się tego powiedzieć - na nowo rodziły się w Polsce skoki narciarskie.

Jeśli więc postawiono by mnie przed plutonem egzekucyjnym i kazano by wybierać między Stochem a Małyszem, powiedziałbym, że sportowo Kamil, a socjologicznie Adam. Ale w normalnych okolicznościach nigdy nie odpowiem jednoznacznie - wolę ich oceniać tak samo, jako wybitnych. Z szacunku do obu.

Krzysztof Sobczak