K2: Odcięli Urubce internet! Nie chcieli, by wysyłał do mediów krytyczne informacje

Andreas Nicolaides
27.02.2018 13:03
Wyprawa na K2
fot. Facebook/Polski Himalaizm Zimowy 2016-2020 im. Artura Hajzera

Krzysztof Wielicki potwierdził, że w bazie na K2 odciął Denisowi Urubce dostęp do internetu, bo nie chciał, aby ten wysyłał krytyczne informacje do mediów. Zaprzeczył jednak, jakoby nie pozwalał mu kontaktować się z rodziną.

Wyprawa K2. Wielicki odciął Urubce internet

- Pojawiające się w sieci informacje, że nie pozwoliłem po powrocie z samotnego wyjścia Denisa na użycie wifi jest prawdą, gdyż Denis w czasie wyprawy wysyłał do różnych mediów krytyczne informacje o naszej wyprawie i o jej uczestnikach i nie widziałem powodu by korzystając z naszego serwisu kontynuował swoje subiektywne opinie. Nieprawdą natomiast jest, że uniemożliwiłem Denisowi kontakt z Rodzina i najbliższymi. Otrzymał możliwość połączeń telefonicznych (za darmo) z której skorzystał. Osobiście powiadomiłem o powrocie Denisa do bazy Jego Żonę Olgę. Otrzymuje pełną pomoc organizatora w zejściu do Skardu, opiekę naszego Agenta oraz wszystkie bilety lotnicze w drodze powrotnej - czytamy w oświadczeniu opublikowanym na stronie Polski Himalaizm Zimowy 2016-2020 im. Artura Hajzera.

Zrzut ekranu 2018-02-27 o 12.54.00

Zobacz także

Denis Urubko w poniedziałek rozmawiał m.in. z dziennikarzami TVN 24. - Myślę, że nie muszę nikogo przepraszać. Oni też nie są aniołami. Wielicki pozwolił mi wejść do obozu trzeciego, a później kazał mi wrócić z powodów, których nie rozumiem. To nie jest sytuacja, żeby mówić "przepraszam". Mnie nikt nie przeprosił za ich błędy. Moje zdanie pozostaje takie samo - powiedział na antenie.

Urubko samodzielnie zaatakował szczyt K2

Samodzielną wspinaczkę rozpoczął w sobotę, bez uzgodnienia swoich planów z innymi uczestnikami. Jak tłumaczył, dla niego zima kończy się 28 lutego, dlatego nie chciał dłużej czekać.

- To była moja szansa, żeby coś zrobić, a nie siedzieć cały czas w bazie. Jestem zadowolony, że podjąłem się ataku szczytowego. Gdybym tego nie zrobił, byłbym wściekły. Nie zdobyłem szczytu, to było zbyt duże ryzyko. Warunki były bardzo złe: mnóstwo śniegu, zerowa widoczność. Powrót był jedyną słuszną decyzją. Teraz mogę skupić się na innych przedsięwzięciach, przygotować się do wspinaczki w innym miejscu - mówił na antenie TVN 24.

Po nieudanym ataku, 45-letni Urubko, urodzony w rosyjskim Niewinnomyssku i posiadający polskie obywatelstwo, zrezygnował z dalszego udziału w wyprawie.

RadioZET.pl/AN