Zamknij

Znany skoczek był bliski śmierci: "Przestałem oddychać na dwie minuty"

07.04.2022 17:23
Jonathan Learoyd
fot. imago/Manuel Geisser/EAST NEWS

Jonathan Learoyd był nadzieją francuskich skoków narciarskich, w 2017 roku wywalczył trzy srebrne medale olimpijskiego festiwalu młodzieży Europy, ale niespełna trzy lata później zniknął i nie do końca było jasne, co się stało. Dopiero w środę 21-latek przyznał, że przeżył osobisty dramat.

Jonathan Learoyd po sukcesach w olimpijskim festiwalu młodzieży Europy w Erzurum w 2017 roku otrzymał szansę debiutu w konkursach Pucharu Świata w skokach narciarskich. Po raz pierwszy pojawił się w Engelbergu, a już w swoim trzecim starcie zdobył premierowe dwa "oczka" do klasyfikacji generalnej cyklu, ale także Turnieju Czterech Skoczni w Oberstdorfie. Później punktował jeszcze w Oslo (25. miejsce). W tej samej edycji triumfował w zawodach Pucharu Kontynentalnego w Engelbergu i pojechał na zimowe igrzyska olimpijskie w Pjongczangu.

W dwóch kolejnych sezonach częściej rywalizował jednak w PK, a nie w PŚ. Jego talent nie rozwinął się tak, jak oczekiwano, a po sezonie 2019/2020 całkowicie zniknął. Dopiero w środę okazało się, co tak naprawdę działo się z młodym Francuzem. 21-latek miał problemy zdrowotne i był bliski śmierci.

Jonathan Learoyd na Instagramie o koszmarze

"Po dwóch latach krwi, potu i łez cieszę się, że znów mogę skakać na nartach" - zdradził po występie w mistrzostwach Francji na Instagramie. "Minęły prawie dwa lata, odkąd przestałam oddychać na 2 minuty w szpitalnym łóżku. Mam szczęście, że tu jestem - przeszedłem piekło z kolanami i ogólnym stanem zdrowia, przytyłem 20 kg, a potem znowu je straciłem" - opisywał.

Learoyd wyznał, że to był trudny okres i gdyby nie bliscy, byłoby jeszcze gorzej. "W końcu widzę światełko w tunelu. Jestem gotowy na 100 procent, by wrócić do skoków narciarskich" - zakończył.

Kryształową Kulę za zwycięstwo w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata w sezonie 2021/2022 zdobył Japończyk Ryoyu Kobayashi. Francuzi nie punktowali.

RadioZET.pl/Instagram/se.pl