Groźne upadki w Wiśle. Co ze zdrowiem skoczków? [WIDEO]

Krzysztof Sobczak
20.11.2017 11:59
Daiki Ito
fot. PAP

Inauguracyjny weekend Pucharu Świata w skokach narciarskich w Wiśle obfitował w groźne upadki. Na szczęście skoczkowie uniknęli poważniejszych kontuzji.

Chcesz być na bieżąco? Śledź Radio ZET - SPORT na Facebooku

Już podczas piątkowych treningów i kwalifikacji kilku zawodników miało problemy z lądowaniem. W tym gronie byli m.in. Peter Prevc oraz Kamil Stoch, który z trudem ustał swoją próbę. Mniej szczęścia miał Czech Vojtech Stursa.

Zobacz także

22-latek oddał bardzo krótki skok, a do tego popełnił błąd, uderzył lewą nartą w prawą i zaliczył upadek. W opuszczeniu zeskoku musieli mu pomagać ratownicy. Wszystko wyglądało bardzo groźnie i wydawało się, że Czech nabawił się poważnej kontuzji kolana. Po badaniach okazało się, że Stursa będzie musiał odpocząć dwa dni i w poniedziałek wróci do treningu.

Twarde lądowanie zaliczył także Anders Fannemel, który jeszcze w trakcie treningu nie wyhamował i z dużym impetem uderzył w bandy kończące zeskok. Norwegowi na szczęście nic się nie stało i w sobotę wraz z kolegami triumfował w konkursie drużynowym.

Kontuzja Korniłowa, zakrwawiony Ito

O największym pechu może mówić doświadczony, 31-letni Denis Korniłow. W sobotniej "drużynówce" Rosjaninowi wypięła się narta i z dużą siłą uderzył głową w zmrożony zeskok. Efekt? Złamana przegroda nosowa, podbite oko i dwutygodniowa przerwa. Korniłow opuści zawody w Ruce i powróci do rywalizacji w Niżnym Tagile.

W niedzielę bardzo podobny upadek zaliczył Daiki Ito. Japończyk opuścił zeskok z zakrwawioną twarzą, ale nie ma na razie informacji, jakoby musiał pauzować.

Konkursowy weekend stracił także Ville Larinto, który po upadku w kwalifikacjach był tak poobijany, że nie przystąpił do zawodów. Według lekarzy nic poważnego mu się nie stało.

Błędy organizatorów?

Niemal wszyscy skoczkowie skrytykowali po zawodach polskich organizatorów. Narzekali przede wszystkim na zbyt twardy zeskok, na którym pojawiały się nierówności.

- Domyślam się, że nie jest łatwo przygotować skocznię przy temperaturze +15 stopni Celsjusza, jednak po prostu całe takie zawody są nonsensowne. Matka Natura puka się pewnie w czoło. Powinniśmy być świadomi, że na pierwszym miejscu powinno być zdrowie, a nie pieniądze - pisał potem Stursa. W podobnym, choć nie w aż tak kategoryczny tonie wypowiadali się polscy zawodnicy.

- Jest nierówno i dość twardo, musiałem się ratować. To się zaczyna za linią hill–size - mówił Jakub Wolny.

Pierwszy w tym sezonie konkurs indywidualny sensacyjnie wygrał Japończyk Junshiro Kobayashi. Drugi był Kamil Stoch, a trzeci broniący Kryształowej Kuli Stefan Kraft.

RadioZET.pl/skokipolska.pl/Przegląd Sportowy/KS