Zamieszanie wokół Vitala Heynena. Prezes nie wiedział, a powiedział... [KOMENTARZ]

15.07.2019 15:48
Vital Heynen wyjechał przed meczem brąz LN
fot. FIVB

"Nie wiem, nie znam się, nie orientuję się, zarobiony jestem" - cytat z komedii Barei "Brunet wieczorową porą" idealnie oddaje sytuację, w jakiej znalazł się prezes Polskiego Związku Piłki Siatkowej Jacek Kasprzyk. W niedzielę, bez porozumienia z szefem federacji, Vital Heynen opuścił drużynę narodową walczącą o brązowy medal Ligi Narodów. Przynajmniej tako rzecze prezes...

Chcesz być na bieżąco? Śledź Radio ZET - SPORT na Facebooku

Zobacz także

I tak powstał kwas... Ale nie dlatego, że Belg wyjechał, chociaż trochę też, lecz z powodu medialnej wypowiedzi. No bo jeżeli prezes poważnego, dużego związku sportowego państwa mistrzów świata publicznie mówi, że o planowanym wyjeździe trenera reprezentacji mistrzów świata, nawet grającej w tzw. "rezerwowym", odmłodzonym zestawie, wiedzieli jego współpracownicy, tj. menedżer kadry oraz dyrektor szkolenia i sportu, bo to z nimi Belg miał rozmawiać, a on nie, to coś tu jest nie halo. Może się mylę, ale wydaje mi się, że prezes jest pierwszą osobą, która powinna dowiadywać się o takich sprawach.

I teraz nie wiadomo, czy Heynen nie rozmawia z szefem związku, czy trener uznał, że to nie leży w gestii prezesa, czy współpracownicy prezesa zapomnieli o tym donieść swojemu przełożonemu, a może Heynen po prostu zwiał, olewając dyrektora i menedżera. Tę ostatnią opcję raczej bym wykluczył, bo żaden szkoleniowiec nie działa na szkodę własnej drużyny. To by go skreślało z tego zawodu.

Tę kwestię muszą wyjaśnić sobie dwie zainteresowane sprawy, tzn. Vital Heynen i Jacek Kasprzyk, nie ma sensu bawić się w domysły. Na razie wiemy tylko tyle, ile w telewizyjnym przekazie na żywo powiedział prezes.

Vital Heynen wie, co robi

Naprawdę trudno doszukiwać się złej woli ze strony trenera. On jest w tej kampanii reprezentacyjnej w bardzo trudnym położeniu - nie tylko siatkarzy czeka bardzo długi, wyczerpujący sezon, ale także cały sztab trenerski, który odpowiednio musi szafować siłami swoich podopiecznych oraz swoimi. Przeloty z Europy do Azji, potem znów do Europy i dalej do Ameryki Północnej, też sporo energii kosztują. Bynajmniej nie chodzi o to, by popadać ze skrajności w skrajność i dziękować szkoleniowcowi, że w ogóle poleciał do Chicago, ale też nie widzę najmniejszego sensu, by domagać się jego zwolnienia, bo opuścił drużynę przed meczem o medal.

Jasne, rozumiem, że miejsce trenera reprezentacji jest tam, gdzie ta reprezentacja rozgrywa mecze o stawkę, a nie tam, gdzie trenuje. Problem w tym, że brak sukcesu w Lidze Narodów - a przecież już sam awans do Final Six był wielkim sukcesem - kibice czy władze federacji byliby w stanie wybaczyć, ewentualny brak awansu na igrzyska olimpijskie będzie klęską, która najpewniej zakończy przygodę Heynena z biało-czerwonymi. On musiał dzielić tę kadrę na tzw. "A" i "B", by "nie zajechać" liderów, a co za tym idzie, musiał też odpowiednio gospodarować swoim czasem pomiędzy obie grupy. Nadmienię w tym miejscu, że kadra "B" zaprezentowała się tak, że nazywanie ją rezerwową jest obrazą dla tych graczy.

Osobną kwestią jest oczywiście samopoczucie "osieroconych" siatkarzy. Być może wkurzyli się na trenera, być może potraktowali to jak brak szacunku, a być może uznali, że... tak trzeba? Cel uświęca środki, a zdaniem trenera 24 godziny, które dzieliły jego powrót od powrotu brązowych medalistów Ligi Narodów, zrobią różnicę. Tego nie sposób na razie ocenić. Najważniejsze, że ta grupa zawodników bez szkoleniowca, z Kubą Bednarukiem, zagrała tak, jak wcześniej, jakby nic się nie stało.

Powtórzę: nie doszukiwałbym się działania na szkodę drużyny trenera, który całym sobą chce dla niej jak najlepiej. Żółte i czerwone kartki nie biorą się z tego, że fajnie się poawanturować, ale z absolutnego poświęcenia dla tego zespołu.

Vital Heynen: Co powiedział Krzysztof Wanio?

Tak skrajne opinie jak ta wygłoszona w studiu Polsatu Sport przez Krzysztofa Wanio są tyleż odważne, co zbyt emocjonalne, by nie powiedzieć po prostu głupie. Doszukiwanie się sabotażu w meczu z Rosją, opowiadanie, że specjalnie tak prowadził zespół, aby przegrać i wracać wcześniej, domaganie się oddania jego medalu "pierwszemu spotkanemu na lotnisku dziecku", zakrawa o obłęd.

Jeszcze wczoraj też byłem wściekły na trenera. Nie uważam, by trzeba było porzucać zespół przed meczem o medal; zwłaszcza po tym, co ci zawodnicy pokazali we wcześniejszych spotkaniach zasługiwali na trochę inne potraktowanie. Potem dotarło jednak do mnie, że to przecież trener jest fachowcem, on odpowiada za wyniki - nie przede mną, dziennikarzami czy kibicami, ale przed władzami związku, który go zatrudnia. Heynen jest szalony, ale nie jest głupi i wie, co robi. A robi wszystko, by, co mniej istotne, bez obrzydzenia spojrzeć w lustro i, co bardziej istotne, z Tokio przywieźć złoty medal olimpijski.

Na koniec. Podzielam słowa Vitala Heynena: po tej Lidze Narodów więcej powinniśmy mówić o siatkarzach, niż o trenerze. Nie mam jednak złudzeń, że ten temat będzie miał swoja kontynuację, powróci na pewno przy pierwszym niepowodzeniu (oby takiego nie było!). Ja uważam go za zamknięty.

Krzysztof Sobczak