Zamknij

Siatkarki mają milczeć ws. Strajku Kobiet? "Wiem, że są naciski w lidze"

21.11.2020 11:00
Strajk Kobiet
fot. PAP

"Docierają do mnie informacje o próbach »pacyfikowania« zawodniczek grających na polskich parkietach (...), które opowiedziały się po stronie protestujących (kobiet)" - napisała przed kilkoma dniami jedna z liderek reprezentacji Polski Joanna Wołosz. Poprosiłem Polską Ligę Siatkówki, a także część klubów o ustosunkowanie się do tych słów. Oficjalne komunikaty różnią się od tego, co usłyszałem od zawodniczek.

Strajk Kobiet jest organizatorem ogólnopolskich protestów przeciwko orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego, który w czwartek 22 października uznał aborcję embriopatologiczną (z powodu ciężkiej wady płodu) za niezgodną z konstytucją. Naruszono w ten sposób tzw. kompromis aborcyjny z 1993 roku, w którym wskazano trzy przesłanki do dokonania legalnej aborcji, a który i tak należał do jednych z najbardziej restrykcyjnych w Europie. Jeśli TK opublikuje orzeczenie w Dzienniku Ustaw (termin minął 2 listopada), legalnej aborcji w Polsce będzie można dokonać tylko wtedy, gdy do ciąży dojdzie w wyniki czynu zabronionego (gwałtu lub kazirodztwa), oraz w chwili, gdy zagrożone będzie życie bądź zdrowie matki.

Protesty przeciwko zaostrzeniu prawa aborcyjnego osiągnęły niespotykane po 1989 roku rozmiary. W miniony piątek w samej Warszawie na ulice wyszło ok. 100 tysięcy osób, a warto przypomnieć, że w kraju obowiązują obostrzenia wynikające z pandemii COVID-19. "Spacerowano", jak mówi się o manifestacjach, także w innych wielkich miastach oraz w mniejszych miejscowościach, również w tych będących tradycyjnie tzw. bastionami Prawa i Sprawiedliwości. To miejsca, w których wybory zawsze wygrywa obecna partia rządząca.

Postulaty Strajku Kobiet i wszystkich osób, które popierają tę inicjatywę, ewoluują i nie ograniczają się jedynie do aborcji - jedni chcą powrotu do kompromisu, inni liberalizacji prawa, w tym także "aborcji na żądanie" - ale już teraz otwarcie mówi się o chęci obalenia rządu. Władze, w tym m.in. wicepremier Jarosław Kaczyński czy minister obrony narodowej Mariusz Błaszczak nazywają manifestujących "przestępcami", "komunistami" i "lewakami", minister edukacji Przemysław Czarnek i minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro chcą ścigać organizatorów i uczestników protestów oraz wsadzać ich do więzień, przy jednoczesnej pobłażliwości w stosunku do kiboli, którzy atakowali "spacerowiczów" podczas piątkowego protestu w stolicy, a telewizja rządowa (TVP) prowadzi narrację, w której przeciwnicy orzeczenia TK chcą "zabijać nienarodzone dzieci".

No dobrze, ale gdzie w tym wszystkim sport, bo to on jest tu punktem wyjścia?

Strajk Kobiet: Joanna Wołosz o próbach "pacyfikowania" siatkarek

To bardzo proste - zawodniczki: piłkarki, siatkarki, tenisistki czy lekkoatletki, to przede wszystkim młode kobiety, których ten temat bezpośrednio dotyczy, które być może w niedalekiej przyszłości będą chciały założyć rodzinę, urodzić dziecko i one, podobnie jak te setki tysięcy osób na ulicach, boją się o swoją przyszłość i nie chcą żyć w kraju, który - zdaniem wielu kobiet - cofa się do średniowiecza. Jedne wspierają strajk, publikując wymowne grafiki, inne zaś bardzo jasno, często ostro, wyrażają swoją opinię w tym temacie. To nie wszystkim się podoba.

Przed kilkoma dniami Joanna Wołosz, jedna z liderek siatkarskiej reprezentacji Polski, zdradziła w swoim wpisie na Instagramie, że jej koleżanki występujące na krajowych parkietach są "pacyfikowane". Zasugerowała, że zawodniczki mają zakaz wypowiadania się w tej sprawie, zabierania głosu, a także malowania na swoich ciałach symbolu Strajku Kobiet, czerwonej błyskawicy.

"Z ogromnym niepokojem obserwuję wydarzenia w Polsce. Docierają do mnie informacje o próbach »pacyfikowania« zawodniczek grających na polskich parkietach (sponsorowane przez spółki Skarbu Państwa), które opowiedziały się po stronie protestujących... Informacje o niewygodnych i niemile widzianych symbolach na ich ramionach" - pisze Wołosz.

"Czy tego chcemy, czy nie, polityka ma wpływ na nasze życia. W sporcie była, jest i będzie, ale wywieranie odgórnego nacisku na Zawodniczki, które solidaryzują się w walce o godność i prawa kobiet, jest w moich oczach wstydem i odbieranie Nas jako KOBIETY/zawodniczki jako produkt" - tłumaczy.

"Nasza praca nie oznacza, że jesteśmy mniej obywatelami niż inni, że jesteśmy mniej ludźmi, że nie mamy głosu. Wręcz przeciwnie, powinnyśmy tego głosu używać jak najczęściej, zwłaszcza w tak słusznej sprawie!" - wyjaśnia.

Komentarze PZPS, PLS i klubów do słów Joanny Wołosz

W "Regulaminie Profesjonalnego Współzawodnictwa w Piłce Siatkowej" w Polsce nie ma ani słowa o zakazie prezentowania swoich poglądów politycznych czy zabierania głosu w sprawach światopoglądowych. Wynika z tego, że zawodniczkom nie powinny grozić żadne konsekwencje za np. grę z czerwonymi błyskawicami na ramionach. Taką też uzyskałem odpowiedź od rzecznika Polskiej Ligi Siatkówki, Kamila Składowskiego.

"Jako Polska Liga Siatkówki nie mamy w swoim regulaminie (...) żadnych zapisów, które (poza sprawami czysto dyscyplinarnymi czy też nieodpowiednimi zachowaniami podczas rozgrywanych meczów – tj. m.in. zachowania agresywne czy wulgarne) weryfikowałyby poglądy społeczne czy polityczne siatkarzy i siatkarek uczestniczących w zarządzanych przez nas rozgrywkach. W związku z powyższym nigdy nie zajmowaliśmy się takimi tematami w rozumieniu przepisów regulaminu" - napisał mi rzecznik.

Dodał ponadto, że "PLS nie angażowała się, nie angażuje się obecnie i nie będzie angażować się w inicjatywy o charakterze politycznym".

Prośbę o komentarz do słów rozgrywającej reprezentacji Polski przesłałem również do sponsora ligi, spółki Skarbu Państwa, firmy Tauron. W odpowiedzi uzyskałem jedynie informację, że "adresatem zarzutów stawianych w poście Pani Joanny Wołosz nie jest TAURON Polska Energia".

Podobne maile rozesłałem do większości klubów występujących w najwyższej klasie rozgrywkowej. Nie wszystkie ustosunkowały się do mojej prośby, a otrzymane przeze mnie komentarze są bardzo powściągliwe i sprowadzają się do tego, że żadna z drużyn nie naciska na zawodniczki w kwestii ich poglądów. Wynika z tego, że mogą swobodnie wyrażać swoje zdanie, popierać Strajk Kobiet czy występować na parkietach z błyskawicami.

"Kwestię decyzji o opowiedzeniu lub nie po stronie Strajku Kobiet Klub pozostawił każdej z zawodniczek. Jak można było zauważyć podczas wczorajszego [poniedziałkowego - KS.] meczu derbowego część z naszych siatkarek miało na ramieniu namalowaną błyskawicę. Rozumiemy, że sytuacja ta budzi w nich emocje, które chcą wyrazić w taki, a nie inny sposób" - to jedna z najbardziej klarownych deklaracji, jaką udało mi się otrzymać. Pochodzi z ŁKS-u Commercecon Łódź, od Pani Rzecznik Bianki Sawoniuk.

Zobacz także

Podobną uzyskałem z Energi MKS Kalisz. "Kwestie światopoglądowe są dla nas indywidualną sprawą każdej osoby. Klub w żaden sposób nie ingeruje w kwestie poglądów zawodniczek, podobnie jak sponsorzy nie ingerują w kwestie filozofii prowadzenia Klubu" - napisano, odnosząc się tym samym bardzo jasno do wpisu Joanny Wołosz. Nie wszyscy chcieli komentować jej słowa, ale podobnie jak inni przyznali, że zgodnie z Regulaminem nie wpływają na zawodniczki.

"Priorytetem naszej Spółki jest profesjonalna rywalizacja sportowa jak i szerzenie kultury fizycznej wśród dzieci i młodzieży i na tym się skupiamy. Wspieramy również różne akcje charytatywne i społeczne. Jesteśmy podporządkowani regulaminowi PLS, którego przestrzegamy. Co się tyczy wypowiedzi Asi Wołosz, nie zwykłem komentować prywatnych wypowiedzi w mediach społecznościowych" - to już wiadomość od prezesa Grupy Azoty Chemika Police, Pawła Frankowskiego.

Co na to Polski Związek Piłki Siatkowej? Nic, bo nic nie wie. "Nie znamy okoliczności, na podstawie których powstał wpis Joanny Wołosz" - napisał mi rzecznik federacji Janusz Uznański.

Naciski na siatkarki ws. Strajku Kobiet. Ryszard Czarnecki zabrał głos

Czekam na odpowiedź z Ministerstwa Sportu.

Zawodniczki o wpisie Joanny Wołosz: "To, co robimy, nie podoba się ludziom w lidze"

Wszystko jest w porządku, dopóki nie posłucha się drugiej strony. Już sam fakt, że taki wpis zamieszcza liderka kadry, występująca na co dzień w lidze włoskiej, musi budzić wątpliwości. Udało mi się jednak uzyskać potwierdzenie u kilku zawodniczek, że słowa Joanny Wołosz nie są wyssane z palca.

"Niestety dostałyśmy informacje, że to, co robimy, nie podoba się ludziom w lidze" - mówi mi jedna z nich. "Jestem wkurzona na to, co się dzieje i jest mi po prostu przykro. Przykro jest mi też, że nas sportowców się szufladkuje: »lepiej zajmijcie się sportem«. OK, tylko za tym sportowcem też jest człowiek, kobieta, która ma takie same prawa i która chce o nie walczyć" - dodaje wyraźnie rozżalona.

"Wiem, że takie naciski są w lidze. Łatwo sobie wszystko połączyć, wystarczy przejrzeć sponsorów klubów i skonfrontować to z tym, czy na meczu dziewczyny mają symbol protestu" - tłumaczy mi kolejna z zawodniczek. "Nas się postrzega, jak się chce postrzegać, ale proszę mi wierzyć, że w tej branży bycie człowiekiem jest ostatnim, czym jesteśmy" - mówi.

Jedna z siatkarek zdradziła mi, że w jej drużynie odbyła się rozmowa z prezesem na ten temat, który miał przekazać siatkarkom, że nie wszyscy w klubie są zadowoleni z ich działań.

"Wiem, że sponsorzy byli oburzeni tym, że zagrałyśmy z błyskawicami. Nie wiem dokładnie którzy i nawet mnie to nie interesuje, tylko proszę o uszanowanie naszego zdania i tego, że walczymy o nasze prawa z kobietami, które wychodzą na ulice. Usłyszałyśmy tylko tyle, że »sponsor jest bardzo niezadowolony, że mogą być wyciągnięte wnioski«" - mówi. Zresztą, osobiście miała nieprzyjemności po tym, co publikuje w swoich prywatnych profilach w mediach społecznościowych.

Na pytanie o sponsora ligi usłyszałem, że jemu "też jest nie po drodze".

Zobacz także

To jeszcze nie wszystko. Według wiedzy jednej z zawodniczek, informacje o możliwych konsekwencjach wynikających bezpośrednio z popierania Strajku Kobiet zostały rozesłane do wszystkich klubów. Nie wie, kto był ich autorem.

"Zostałam zapytana na drugi dzień po meczu, czy to prawda, że dostaniemy karę za to, że zagrałyśmy z błyskawicami. Wtedy nie wiedziałam, że ktoś może mieć problem z tym, że protestujemy. Podobno poszła informacja do wszystkich klubów, że będą po prostu wyciągane konsekwencje, jeżeli któryś zespół będzie grać z tym znakiem. Domyślam się, że władza chciała nas postraszyć, bo jakim prawem mogą nam zakazać malowania na naszych ciałach? Moje ciało, mogę namalować na nim co chcę i nikt nie może mieć do tego pretensji" - zdradza.

Jeśli zaś chodzi o sam powód protestów, wyjaśnia, że nie jest za aborcją, ale za prawem do wyboru. "Nie boję się wyrażać swojego zdania na ten temat, bo MAM DO TEGO PRAWO!!! I NIKT NIE MOŻE MI TEGO ZABRONIĆ nawet jeśli nasze poglądy się różnią. Ja mam dość tego, że żyjemy w tak zacofanej Polsce. Mam dosyć tego faszyzmu i rasizmu. Zaczynam bać się o przyszłość w tym kraju. To zmierza nie w tym kierunku, w którym powinno. Mamy XXI wiek, a cofamy się do średniowiecza" - mówi. I nie jest w tym odosobniona.

Ewentualne konsekwencje wynikałyby zatem nie z regulaminu, lecz z jakiś "zakulisowych" decyzji.

Część siatkarek wciąż występuje z symbolem Strajku Kobiet.

Protest piłkarek Medyka Konin i AZS-u UJ Kraków

Siatkarki nie są jedynymi przedstawicielkami świata sportu, które wspierają Strajk Kobiet. W sobotę piłkarki Medyka Konin i AZS-u UJ Kraków wyszły na mecz z wielkimi banerami, na których znajdowały się m.in. błyskawice. Spotkanie było transmitowane przez TVP Sport.

- Czy ktokolwiek odradzał nam wniesienie transparentów ze względu na transmisję w TVP Sport? Nie, nikt. Nie wiem, czy telewizja wiedziała o naszych planach. Po prostu chciałyśmy pokazać, że każda z nas solidaryzuje się ze strajkującymi kobietami, i zrobiłyśmy to - mówiła później kapitan drużyny z Krakowa Kinga Wilk.

Strajk Kobiet wspierają także siatkarze, m.in. legenda reprezentacji Polski Mariusz Wlazły z Trefla Gdańsk, który na przedramieniu namalował sobie błyskawicę.

Radiozet.pl/krakow.wyborcza.pl