Zamknij

Naciski na siatkarki ws. Strajku Kobiet. Ryszard Czarnecki zabrał głos

12.11.2020 16:13
Ryszard Czarnecki
fot. Tomasz Kudala/REPORTER/EastNews

Ryszard Czarnecki, wiceprezes Polskiego Związku Piłki Siatkowej, przekonuje, że nic nie wie o naciskach na siatkarki, które opowiedziały się po stronie Strajku Kobiet. O tym, że jest to realny problem, poinformowała w mediach społecznościowych Joanna Wołosz, a potwierdziły to inne zawodniczki. Całe środowisko zaprzecza, by takie praktyki miały miejsce.

"Siatkarki mają milczeć ws. Strajku Kobiet? »Wiem, że są naciski w lidze«" - taki tekst opublikowaliśmy na naszej stronie 7 listopada i był on następstwem wpisu Joanny Wołosz, a także rozmów z kilkoma siatkarkami, które chciały pozostać anonimowe. Z ich relacji wynikało, że w TAURON Lidze pojawiają się naciski, by zawodniczki nie wypowiadały się na temat Strajku Kobiet. Miało to również dotyczyć zakazu występowania z czerwonymi błyskawicami namalowanymi na ich ciałach [symbol Strajku Kobiet - red.] czy zabierania głosu w tej sprawie w prywatnych social mediach.

"Niestety dostałyśmy informacje, że to, co robimy, nie podoba się ludziom w lidze" - mówiła jedna z siatkarek. - Zostałam zapytana na drugi dzień po meczu, czy to prawda, że dostaniemy karę za to, że zagrałyśmy z błyskawicami. Wtedy nie wiedziałam, że ktoś może mieć problem z tym, że protestujemy. Podobno poszła informacja do wszystkich klubów, że będą po prostu wyciągane konsekwencje, jeżeli któryś zespół będzie grać z tym znakiem. Domyślam się, że władza chciała nas postraszyć, bo jakim prawem mogą nam zakazać malowania na naszych ciałach? - dodała.

Od kogo miały pochodzić te naciski? Tego nie wie, ale bardzo podobne opinie otrzymaliśmy również z innych źródeł.

Ryszard Czarnecki o naciskach w lidze siatkarek ws. Strajku Kobiet

Polska Liga Siatkówki, sponsor tytularny firma TAURON, kluby oraz Polski Związek Piłki Siatkowej przekonują [o czym więcej w powyższym linku - red], że żadnych nacisków nie ma, a regulamin rozgrywek nie zabrania siatkarkom zabierania głosu w kwestiach politycznych i światopoglądowych. Zawodniczki nie mogą być pociągane z tego tytułu do odpowiedzialności, nie powinny im grozić żadne konsekwencje. Stanowiska wszystkich stron oraz samych zainteresowanych są rozbieżne, co oznacza, że ktoś nie mówi całej prawdy.

O opinię WP Sportowe Fakty poprosiły europosła Prawa i Sprawiedliwości oraz wiceprezesa PZPS-u, Ryszarda Czarneckiego. Działacz również zaprzeczył, by cokolwiek wiedział o tej sprawie, a wpisu Joanny Wołosz, jednej z liderek reprezentacji Polski, nie czytał.

"To jest kwestia ligi, a nie PZPS. Jednak nie słyszałem o tym. Skupiam się przede wszystkim na aspektach sportowych" - skwitował Czarnecki. "Samą siatkarkę bardzo lubię i trzymam za nią kciuki, bo jest jedną z najlepszych rozgrywających na świecie, jeśli nie najlepszą. Jest bardzo potrzebna reprezentacji Polski - dodał.

My również poprosiliśmy Ryszarda Czarneckiego o komentarz. Oto co udało nam się uzyskać. "Nie przenoszę polityki do sportu. Patrzę na grę zawodniczek i zawodników, zwłaszcza reprezentantów Polski, ale nigdy nie pytam o ich poglądy i zapatrywania, i nie zamierzam pytać. W sprawach szczegółowych proszę pytać PLS, bo to nie są kompetencje PZPS" - napisał wiceprezes siatkarskiej centrali w Polsce.

Strajk Kobiet - protest przeciwko orzeczeniu TK

Nie jest tajemnicą, że protesty organizowane przez Strajk Kobiet w związku z orzeczeniem Trybunału Konstytucyjnego pod przewodnictwem Julii Przyłębskiej, który 22 października uznał aborcję embriopatologiczną (z powodu ciężkich wad płodu) za niezgodną z konstytucją, nie są na rękę rządzącej większości. Przedstawiciele władzy, z wicepremierem Jarosławem Kaczyńskim, premierem Mateuszem Morawieckim, ministrem obrony narodowej Mariuszem Błaszczakiem czy szefem resortu edukacji Przemysławem Czarnkiem na czele wielokrotnie pogardliwie wypowiadali się na temat protestujących kobiet (i wspierających ich mężczyzn) i twierdzili, że należy karać uczestników tych manifestacji, a także osoby wspierające działania Strajku Kobiet.

Niewykluczone, że naciski na siatkarki wcale nie pochodzą od władzy, lecz od sponsorów, którzy obawiają się utraty zysków.

RadioZET.pl/WP Sportowe Fakty