Zamknij
Łukasz Kaczmarek
Łukasz Kaczmarek
fot: Mateusz Birecki/REPORTER/East News

Zaczął od choroby. Skończył jako zwycięzca Ligi Mistrzów

Maciej Walasek
Maciej Walasek Redaktor Radia Zet
18.05.2022 21:42

Choroba, kontuzja, a potem zwycięstwo w siatkarskiej Lidze Mistrzów. Historia Łukasza Kaczmarka to prawdziwy rollercoaster. Pierwszy zakręt mógł na zawsze przekreślić jego szansę na robienie tego, co kocha. Po nim natychmiast pojawił się drugi, z którego wyszedł jak niejeden z czołowych kierowców wyścigowych. Teraz bierze życie za rogi i razem z Grupą Azoty ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle złotymi zgłoskami zapisuje się w polskiej i europejskiej siatkówce.

"To jest coś niesamowitego, mamy klubowego mistrza Europy. Po tylu latach! Ileż musieliśmy na to czekać!" - wykrzykiwał Tomasz Swędrowski komentator Polsatu Sport tuż po tym, jak Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle 1 maja ubiegłego roku zwyciężyła w rozgrywkach Ligi Mistrzów, pokonując w finale we włoskiej Weronie zespół Trentino 3:1.

Spotkanie zakończył Łukasz Kaczmarek, posyłając asa serwisowego, kończąc mecz w najlepszy możliwy sposób. Chwilę później kędzierzynianie rzucili się sobie w ramiona, a Nikola Grbić, który wówczas był trenerem drużyny chował twarz w rękach, próbując ukryć łzy wzruszenia. Tym samym ZAKSA została pierwszym polskim zespołem, który triumfował w siatkarskiej Lidze Mistrzów. Odniosła tym samym największy sukces w historii polskiej siatkówki od 43 lat. Przypomnijmy, że w 1978 roku Puchar Europy Mistrzów Klubowych zdobył Płomień Milowice. Jednak w 2000 roku Europejska Konfederacja Piłki Siatkowej (CEV) postanowiła zlikwidować tamtejszy format, zastępując go Ligą Mistrzów. Polscy kibice przez dwie dekady czekali na polski triumf w tych prestiżowych rozgrywkach, aż wreszcie ich cierpliwość została nagrodzona.

O ile cały zespół ZAKSY zasługuje na słowa uznania, w tej grupie znalazł się siatkarz, dla którego wygrana w Lidze Mistrzów miała wyjątkowy smak. Mowa o Łukaszu Kaczmarku. Niewiele brakowało, a mogłoby go zabraknąć w ekipie z Kędzierzyna-Koźla. A jeśli tak by się stało, to być może wciąż czekalibyśmy na zwycięstwo polskiej drużyny w LM.

Choroba i pechowa kontuzja

Aby to zrozumieć, musimy cofnąć się do listopada 2019 roku, kiedy Kaczmarek zachorował na grypę. Po wzięciu antybiotyku poczuł się dobrze, ale nie na długo. Już na początku grudnia stan jego zdrowia znacznie się pogorszył. Wszystko zaczęło się od ścisku w klatce piersiowej, przez który trafił na kardiologię. Po wykonaniu EKG i echo serca pojawiła się diagnoza - zapalenie mięśnia sercowego. Choroba dla niektórych bywa śmiertelna, a inni nie mogą po niej uprawiać sportu. Wtedy kariera Kaczmarka stanęła pod olbrzymim znakiem zapytania. Siatkarz miał mnóstwo szczęścia, że problemy zdrowotne zostały wykryte tak wcześnie, dzięki czemu szybko trafił do szpitala. Po dwóch miesiącach mógł już wracać na parkiet. Pomoc zaoferował też Vital Heynen, który w tamtym okresie prowadził polską kadrę siatkarzy.

Atakujący jest ogromnie wdzięczny nie tylko lekarzom, najbliższym, czy kolegom z boiska, ale również klubowi. Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle mimo kłopotów zdrowotnych nie zostawiła Kaczmarka na lodzie i mimo niejasnej przyszłości przedłużyła z nim kontrakt. Jak się potem okazało, siatkarz odpłacił się z nawiązką. Ale zanim do tego doszło, zaraz po powrocie przyszły nowe problemy.

To, co zrobił Łukasz Kaczmarek i jak pokonał przeciwności losu, to jest coś niesamowitego. Jak dodamy do tego powrót do wyczynowego sportu, w którym Łukasz wrócił do najwyższego poziomu europejskiego czy nawet światowego, to już w ogóle czapki z głów dla niego

Po niespełna dwóch tygodniach od powrotu na halę Kaczmarek otrzymał kolejny potężny cios od losu. Podczas treningu przed meczem z Asseco Resovią Rzeszów poślizgnął się na boiskowej naklejce, doznając urazu stopy. Znów pojawił się element szczęścia w nieszczęściu. Na świecie wybuchła pandemia koronawirusa, rozgrywki PlusLigi zostały zawieszone, a Kaczmarek mógł wrócić do pełnej sprawności.

- Przez złamaną piątą kość śródstopia, znów wypadłem z obiegu treningowego, tym razem na dwa miesiące. Byłoby o wiele gorzej i odczuwałbym większy ból, gdybym musiał stać z boku i nie mógł pomagać zespołowi w walce o mistrzostwo Polski. Nie chciałbym powiedzieć, że dobrze, że tak potoczyły się sprawy z ligą, ale dla mnie, dla mojej głowy na pewno jest lepiej, jak teraz wszyscy siedzą w domach. Z pewnością to był najbardziej pechowy sezon w moim życiu. Mam nadzieję, że już wyczerpałem limit nieszczęść - mówił w wywiadzie dla naszego portalu w marcu 2020 roku.

Łukasz Kaczmarek (w środku) podczas meczu z Jastrzębskim Węglem, 30 marca 2022 r.
fot. Tomasz Kudala/REPORTER/East News

- Niesamowicie cenię każdego człowieka, który mimo wielu cierpień potrafi wygrać z chorobą, a wiemy, że to wcale nie jest takie proste. Wydaje mi się, że to, co zrobił Łukasz Kaczmarek i jak pokonał przeciwności losu, to jest coś niesamowitego. Jak dodamy do tego powrót do wyczynowego sportu, w którym Łukasz wrócił do najwyższego poziomu europejskiego czy nawet światowego, to już w ogóle czapki z głów dla niego. Życzę mu, aby jego kariera się rozwijała tak, jak się rozwija i oby po jego walce z chorobą nie było już żadnego śladu – przyznał Maciej Jarosz, ekspert Polsatu Sport.

W sezonie 2020/21 ZAKSA znów mogła rywalizować w Lidze Mistrzów. Dla niedzielnych kibiców europejskie zmagania mogą być porównywalne z piłkarską Ligą Mistrzów, która może być warta więcej od mistrzowskiego tytułu danego kraju. Jednak siatkarska LM znacząco różni się od rozgrywek w futbolu.

Prestiż ważniejszy od pieniędzy?

- Przede wszystkim różnica wynika z kwestii finansowych. W piłce nożnej za wygranie Ligi Mistrzów, czy nawet awansowanie do poszczególnych etapów, zespoły dostają niewyobrażalnie duże pieniądze. W siatkówce tego nie ma. O ile wygranie Ligi Mistrzów jest wielkim wyczynem, tak tytuł mistrza Polski czy Włoch jest bardzo ważny i może ważniejszy dla każdej z drużyn. Niemniej jednak zwycięstwo czy sam udział w finale LM to nagroda za to wszystko, co zrobiło się do tej pory i jest to bardzo prestiżowe – dodał trzykrotny wicemistrz Europy w siatkówce.

Jeśli przyjrzymy się finansom, to rzeczywiście między piłką nożną a siatkówką jest ogromna przepaść. Za zeszłoroczny triumf w Lidze Mistrzów Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle otrzymała 500 tysięcy euro, czyli ponad 2 mln zł. Z kolei drugie Trentino mogło liczyć na połowę tej sumy, czyli 250 tysięcy euro. Kluby, które odpadły w półfinale zainkasowały 125 tysięcy.

Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że te nagrody finansowe są odpowiednie. Jednak jak spojrzymy na zarobki ubiegłorocznego triumfatora piłkarskiej Ligi Mistrzów, Chelsea Londyn, można dostać zawrotu głowy. Drużyna "The Blues" po pokonaniu w finale Manchesteru City 1:0 za samo zwycięstwo w rozgrywkach otrzymała... aż 16 mln funtów. Natomiast ich rywale zainkasowali "tylko" o trzy miliony funtów mniej. Dodatkowo Chelsea i City zarabiały za zwycięstwa i awanse na poprzednich etapach. Za samą fazę grupową Manchester otrzymał 50 mln funtów, a Chelsea niewiele mniej. Jak zaznacza nasz rozmówca - Maciej Jarosz, mimo tak ogromnej dysproporcji siatkarska Liga Mistrzów cieszy się dużym zainteresowaniem wśród kibiców.

Finał tegorocznej siatkarskiej Ligi Mistrzów - ZAKSA kontra Trentino - odbędzie się 22 maja o godz. 21.

- Poza różnicą finansową, zainteresowanie jest olbrzymie. Jeśli by się nad tym zastanowić, to siatkarska Liga Mistrzów nie jest prestiżowa jedynie dla czołowych zespołów. Również jest ważnym turniejem dla mniejszych drużyn, dla których istotne jest znalezienie się na arenie międzynarodowej. Poza tym, że same kluby mogą się w ten sposób pokazać szerszej publiczności, jest to doskonała możliwość dla poszczególnych siatkarzy, co może stać się dla nich przepustką do gry w lepszych klubach. Nie wiem, czy zmiana wysokości nagród w Lidze Mistrzów, zwiększyłaby zainteresowanie. Bardziej doceniłoby to samych zawodników i kluby, w których występują – tłumaczy ekspert Polsatu Sport.

Jeśli popatrzymy w przeszłość, to sytuacja i tak jest dużo bardziej korzystniejsza dla drużyn. Warto przypomnieć, że blisko 10 lat temu premie za wygranie siatkarskiej Ligi Mistrzów brzmiały jak dobry żart. W 2013 roku triumfator rozgrywek Lokomotiw Nowosybirsk otrzymał… 50 tys. euro. Wówczas dla zespołów, u których premie porównywalne były za rozgrywki krajowe i tak dalej opłacało się występowanie w Lidze Mistrzów, która sama w sobie poprzez mecze wyjazdowe stanowiła dodatkowe koszty, których nie rekompensowało końcowe zwycięstwo. Poza wspominanym prestiżem, kluby upatrywały szanse na pozyskanie nowych sponsorów, które zasiliłyby ich budżet.

Wróćmy jednak do ZAKSY i historycznego sezonu 2020/21. Warto wspomnieć o innym symbolicznym momencie dla Łukasza Kaczmarka. W ćwierćfinale kędzierzynianie trafili na naszpikowaną gwiazdami Cucine Lube Civitanovą. O awansie zdecydował złoty set (rozgrywany do 15 punktów). Wówczas awans dla ZAKSY przypieczętował Kaczmarek, który na zagrywce" ustrzelił" Osmanego Juantorenę. Kubańczyk z włoskim paszportem jest idolem atakującego. W 2010 roku, kiedy Juantorena wystąpił w Final Four Ligi Mistrzów w Łodzi, Łukasz Kaczmarek razem z kolegami ze szkoły wybrał się na trening, aby z bliska podziwiać siatkarskiego mistrza. Na koniec on rzucił w jego kierunku tajpa, którego Łukasz trzymał przez pół roku jako pamiątkę.

Łukasz Kaczmarek na treningu Trentino w łódzkiej Atlas Arenie w 2010 roku
fot. Marcin Szczechowicz

Po awansie do półfinału ZAKSA pokonała Zenit Kazań i stanęła przed olbrzymią szansą w finale. 1 maja 2021 roku ZAKSA w Weronie spełniła siatkarski sen, pokonując Trentino Volley 3:1 i jako pierwszy polski klub zwyciężyła w Lidze Mistrzów. Kaczmarek padł głową na parkiet, podobnie jak Nikola Grbić. Serb znany z mimiki Janne Ahonena czy Kimiego Raikkonena, długo nie wstawał z parkietu, zalewając się łzami. Ta historia znów może się powtórzyć.

- Dla mnie jak i dla większości drużyny był to też pierwszy taki finał w karierze, więc towarzyszyły nam spore emocje. To było niesamowite wydarzenie, zwłaszcza kiedy dowiedzieliśmy się, ilu Polaków trzyma za nas kciuki. Wiedzieliśmy, że cała Polska na nas liczy i nie chcieliśmy nikogo zawieść. Inaczej wraca się ze złotym, a inaczej ze srebrnym medalem. Cieszymy się, że spełniliśmy swoje marzenia i marzenia całej Polski - opowiadał w rozmowie z naszym portalem Kaczmarek po triumfie w Lidze Mistrzów.

W tym sezonie ZAKSA tym razem pod wodzą Gheorghe Cretu także awansowała do finału i może ponownie zapisać się w historii polskiej siatkówki, zostając pierwszym klubem z nad Wisły, który obronił tytuł najlepszej klubowej drużyny Europy. Historia bardzo szybko zatoczyła koło, bo ich przeciwnikiem ponownie będzie włoskie Trentino.

- ZAKSĘ stać na to, aby po raz drugi z rzędu wygrać Ligę Mistrzów. Jednak w finale spotkają się dwa zespoły grające niezwykle porównywalnym stylem. Mam tu na myśli znakomitą organizację gry blok-obrona i taką cierpliwość w graniu, która jest widoczna po jednej i drugiej stronie. Z meczów Trentino, jakie miałem okazję komentować, mogę powiedzieć, że ich najsłabszym elementem jest gra na trzech przyjmujących bez nominalnego atakującego. Tę pozycję zastępuje przyjmujący Daniele Lavia i on często ma problemy. Mimo wszystko to będzie bardzo wyrównany mecz. Chciałbym, żeby ZAKSA wygrała, ale szanse oceniam 50 na 50 - uważa Maciej Jarosz.

Maciej Walasek
Maciej Walasek

Absolwent dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Łódzkim. Sportem pasjonuje się od dziecka. Od lat śledzący wydarzenia ze świata piłki nożnej, siatkówki, Formuły 1 i skoków narciarskich. Gdy tylko ma okazję, dzieli się sportowymi wydarzeniami z każdym, kogo napotka na swojej drodze. Uparcie wierzy w sukces polskich piłkarzy na mundialu i tytuł mistrza świata F1 dla Roberta Kubicy. Kiedy okazało się, że na karierę sportowca jest już za późno, postanowił, że zamiast medali, będzie dostarczał kibicom samych dobrych wiadomości o sukcesach polskich zawodników na sport.radiozet.pl.

Prywatnie miłośnik aktywnego spędzania wolnego czasu, podróży i dobrej muzyki.

Twitter: @maciej_walasek

E-mail: maciej.walasek@radiozet.pl