Polki zakończyły Ligę Narodów na 8. miejscu fot. PAP

Liga Narodów siatkarek: Nadzieja na lepszy czas. Co wiemy o Polkach?

15.06.2018

Reprezentacja Polski siatkarek na 8. miejscu i z dodatnim bilansem spotkań zakończyła zmagania w fazie interkontynentalnej pierwszej edycji Ligi Narodów. Biało-czerwone nie zagrają w Final Six, ale z nawiązką wykonały postawione przed nimi zadanie utrzymania w elicie. Co wiemy po tym turnieju?

Chcesz być na bieżąco? Śledź Radio ZET - SPORT na Facebooku

Cel na tę Ligę Narodów był jasny: utrzymanie. Nikt się jednak nie spodziewał, że młoda polska drużyna pozbawiona większych gwiazd będzie w stanie pokonać liderki światowego rankingu i aktualne mistrzynie olimpijskie Chinki, rozbić zawsze groźną Rosję, ograć Włochy i jak równy z równym walczyć z mistrzem Europy Serbią. To bardzo wartościowe wyniki, które mają zaprocentować podczas przyszłorocznego czempionatu Starego Kontynentu.

Polki brylowały w statystykach

Reprezentantki Polski zdominowały aż trzy klasyfikacje: najlepiej punktującą zawodniczką fazy interkontynentalnej została Malwina Smarzek, która drugą w zestawieniu Dominikankę Brayelin Elisabeth Martinez wyprzedziła o...111 punktów (361 do 250), najlepiej blokującą była kapitan biało-czerwonych Agnieszka Kąkolewska (53), a najlepiej zagrywającą nasza rozgrywająca Marlena Pleśnierowicz (24).

Smarzek atakowała ze skutecznością na poziomie 44,35 procent, co dało jej trzecie miejsce za Serbką Tijaną Bosković i Amerykanką Michelle Bartsch-Hackley. Pleśnierowicz uplasowała się na początku drugiej dziesiątki w gronie rozgrywających, natomiast Martyna Grajber zamknęła TOP 10 wśród najlepiej broniących i zajęła 14. pozycję wśród najlepiej przyjmujących.

Trzeba również wyróżnić 19-letnią libero Marię Stenzel, która pojawiła się w polskim zespole dopiero w turnieju w Wałbrzychu i otrzymała jedną z największych pochwał, jakie może otrzymać zawodniczka na jej pozycji. - Pod żadnym pozorem nie celujmy w libero - mówił trener Rosjan Wadim Pankow.

Zespół z indywidualnościami

O Malwinie Smarzek podczas tych rozgrywek napisano już bardzo wiele. Ta dziewczyna znakomicie się rozwinęła i w niektórych meczach niemal w pojedynkę ciągnęła grę całego zespołu. Atakowała ogromną liczbę razy i choć świetnie sobie radziła, to nasza gra stawała się bardzo przewidywalna. Dopiero podczas spotkań w Polsce Marlena Pleśnierowicz próbowała grać odważniej, bardziej kombinować i częściej posyłała piłki do lewoskrzydłowych oraz środkowych. W tym ostatnim elemencie jest najwięcej do poprawy, bo bardzo często brakowało odpowiedniego tempa.

Ale nie tylko Malwinie należą się ciepłe słowa, bo tak po prawdzie każda z zawodniczek na nie zasłużyła. Osobiście wyróżniłby jednak nową przyjmującą Chemika Police.

Martyna Grajber odgrywa na boisku bardzo podobną rolę, jaką przypisywano Ani Werblińskiej czy wcześniej Milenie Rosner. Niższa z pary przyjmujących odpowiada w pierwszej kolejności za dobre dogranie piłki do rozgrywającej i krycie tej nieco gorszej w tym elemencie gry koleżanki, potem obronę, a dopiero później za zdobywanie punktów. Oczywiście Werblińska była (jest) bardzo ofensywną zawodniczką i potrafiła ciągnąć grę całego zespołu, ale Grajber - mając w drużynie Malwinę Smarzek - nie musi odgrywać roli liderki. To taka "mrówka" pracująca dla całej ekipy.

23-latka miewała oczywiście słabsze występy, ale zdecydowanie więcej było tych pozytywnych. Zaimponowała przede wszystkim w starciu z Rosją, kiedy niemiłosiernie obijała blok wyższych rywalek i była nie do złamania zarówno w obronie, jak i w przyjęciu.

Mało zmian, ale jest w tym pomysł

Nawrocki rzadko decydował się na dłuższe zmiany, ale - jak przekonuje - jest to jego świadomy wybór. - Koniec z eksperymentami, teraz muszę ogrywać podstawową szóstkę - ucina szkoleniowiec. Mimo to w kilku spotkaniach rezerwowe odegrały pierwszoplanowe role..

Wystarczy przypomnieć starcie Polska - Belgia, kiedy pojawienie się Julii Nowickiej i Julii Twardowskiej całkowicie odmieniło przebieg gry. Krótkie, ale zwykle pozytywne zmiany dawały także Martyna Łukasik i Monika Bociek.

Nadzieja na przyszłość

- Dużo było dobrych meczów w naszym wykonaniu, ale myślę, że spotkanie z Rosją było najlepsze. Dlatego, że poza jednym momentem, gdzieś w drugim secie, mało popełnialiśmy własnych błędów, a bardzo dobrze graliśmy zagrywką i konsekwentnie na bloku. Ciężko będzie powtórzyć takie spotkanie, bo wiele czynników się zeszło, że tak się zaprezentowaliśmy. W sumie dziewczyny w całych rozgrywkach spisały się nie na duży plus, ale na duży hasztag - ocenił po ostatnim, niestety przegranym meczu z Dominikaną Jacek Nawrocki.

Polki na mistrzostwa świata się nie wybierają, ale we wrześniu czeka je jeszcze prestiżowy turniej w Montreaux z udziałem m.in. Brazylii, Holandii, Chin czy Rosji. To kolejne doświadczenie, które tak na dobrą sprawę ma zaprocentować za rok, kiedy po Lidze Narodów przyjdzie czas na mistrzostwa Europy. To tam ta drużyna ma potwierdzić, że zmierza w dobrym kierunku i praca Nawrockiego przynosi efekty.

Trzymamy kciuki, aby 10 lat po ostatnim medalu Polek na ME te dziewczyny ponownie dały nam trochę radości.

źródło: PAP

Krzysztof Sobczak