Kryzys Resovii: Czy na sali jest lekarz? [KOMENTARZ]

04.02.2020 12:16
Asseco Resovia Rzeszów
fot. PAP

Asseco Resovia Rzeszów jest w głębokim kryzysie, a ostatni mecz przeciwko BKS Viśle Bydgoszcz potwierdził fanom z Podpromia, że w tej chwili nie mogą liczyć na jakąkolwiek poprawę.

Chcesz być na bieżąco? Śledź Radio ZET - SPORT na Facebooku

18 meczów: 6 zwycięstw i aż 12 porażek – tak wygląda aktualny bilans Asseco Resovii Rzeszów w sezonie 2019/20 PlusLigi. Wydawało się, że po dwóch rozczarowujących sezonach, klub wreszcie wróci do ścisłej czołówki i będzie walczył z najlepszymi. Przejęcie sterów prezesa przez Krzysztofa Ignaczaka miało być pierwszym, wyraźnym impulsem powrotu na właściwe tory. Do tego doszło zatrudnienie Piotra Gruszki w roli trenera i na samych zawodnikach kończąc. W maju rzeszowski klub ogłosił dwa hitowe transfery w postaci Zbigniewa Bartmana i Nicolasa Marechala. Bombowa informacja okazała się prawdziwym niewypałem. Później zakontraktowano też Nicholasa Hoaga i Tomasa Rousseauxa, a na rozegraniu pojawił się Marcin Komenda.

I właśnie tego ostatniego szkoda mi najbardziej. W ubiegłym roku podczas Ligi Narodów, Komenda pokazał się ze znakomitej strony, gdzie swoją grą zyskał sobie ogromną sympatię wśród najlepszych kibiców na świecie, ale i szacunek siatkarzy na parkiecie. Swoją postawą sprawił, że Fabian Drzyzga i Grzegorz Łomacz zaczęli oglądać się za siebie. Teraz 23-latek jest cieniem siatkarza sprzed roku.

Patrząc na ruchy transferowe, czyli ściąganie zawodników będących po 30-tce nijak ma się z budową drużyny na lata. Nie zdziwiłbym się, gdyby poirytowani kibice Resovii zaczęli mówić, że zatrudnianie niektórych z nich było zwykłym „kolesiostwem” dającym nieźle zarobić za nazwisko. Niestety, ale one nie grają. Chociaż ekipa z Podkarpacia dość dobrze się zapowiadała, okazała się tylko papierowym tygrysem. Jednak patrząc na to, co obecnie prezentowane jest na boisku, bardziej wypada nazywać ich tygryskiem z Kubusia Puchatka, który wokół siebie robi wielki szum, a i tak z tego wszystkiego pozostaje tylko śmiech na sali.

Asseco Resovia Rzeszów: Kryzys, który nie zaczął się w tym sezonie

Jeśli już przy stylu jesteśmy, to w Rzeszowie nie ma drużyny. Są indywidualności. Wydaje się, że każdy przyjechał do Rzeszowa spełniać swoje cele, nie myśląc o zespole. Wiele osób może się z tym nie zgodzić, mówić, że jest inaczej. Ok, ale tak to wygląda. Szalejący Bartman w ataku w pamiętnym ćwierćfinale ze Skrą to już historia. Z całym szacunkiem do Piotra Gruszki, ale Krzysztof Ignaczak powinien zwolnić go zdecydowanie wcześniej. Tymczasem nastąpiło przebudzenie na półmetku sezonu, gdzie sprawa wydaje się być całkowicie przegrana. Może  prezes Resovii wierzył, że w drużynie coś drgnie, coś się zmieni, ale jednak na sentymenty nie można sobie pozwolić w profesjonalnym sporcie, a tym bardziej w lidze mistrzów świata.

Mimo to kryzys Resovii nie zaczął się w tym sezonie. Początek końca rozpoczął się po sezonie 2015/16, gdzie zespół z Podpromia wywalczył wicemistrzostwo Polski i zajął czwarte miejsce w Lidze Mistrzów. Co prawda rok później była jeszcze czwarta lokata w PlusLidze, ale potem nastąpił kompletny zjazd, którego apogeum oglądamy dziś. Aż ciężko uwierzyć, że Resovia miała w swoich szeregach takich siatkarzy jak: Śliwka, Kędzierski, Huber. W tej chwili ci zawodnicy w mniejszym lub większym stopniu stanowią o sile innych drużyn.

Jest mi po ludzku przykro, że taki klub jak Asseco Resovia Rzeszów boryka się z takimi problemami, gdzie jeszcze kilka lat temu polscy kibice trzymali za nich kciuki w europejskich pucharach. Wojciech Serafin, który zastąpił na stanowisku szkoleniowca Piotra Gruszkę został rzucony na głęboką wodę. Czy znajdzie receptę na uleczenie Resovii z wirusa niemocy? Tego nie wie nikt. Jedno jest pewne: trzeba zakończyć tę farsę nieudolnych gadek, że „trzeba walczyć” i „tak dalej być nie może”. Przyszedł czas na zdecydowane ruchy, których ten zespół potrzebuje jak ryba wody.

RadioZET.pl