Ireneusz Mazur: Koronawirus wywoła problemy w polskich klubach [WYWIAD]

18.03.2020 16:20
Irenenusz Mazur o wpływie koronawirusa na polską siatkówkę
fot. MICHAL KLAG/REPORTER

- Możemy spodziewać się problemów kilku klubów, które nie są sponsorowane przez spółki Skarbu Państwa. Ta dramatyczna sytuacja na pewno uderzy we wszystkich, ale szczególnie odczują ją wspierani przez prywatnych sponsorów. Nie wiadomo jak z tego wybrną i czy przetrwają ten okres – powiedział w rozmowie z RadioZET.pl, Ireneusz Mazur.

Chcesz być na bieżąco? Śledź Radio ZET - SPORT na Facebooku

Maciej Walasek, RadioZET.pl: Koronawirus paraliżuje sport, w tym siatkówkę. Władze polskiej ligi odwołały wszystkie rozgrywki, a siatkarze muszą siedzieć w domach i odnaleźć się w tej wyjątkowej sytuacji.

Ireneusz Mazur: - Myślę, że szefowie PLS zareagowali szybko i wywiązali się ze swojego obowiązku we właściwym czasie. Na pewno dla całego sportu, nie tylko dla siatkówki jest to bardzo trudny moment. Niewykluczone, że cały ten okres będzie miały wpływ nawet na kolejny sezon.

Kluby nie mają gdzie trenować, martwią się o sponsorów, a zawodnicy boją się o wypłaty. Czy pandemia koronawirusa może okazać się zabójcza dla samych zespołów?

- Sytuacja jest dramatyczna dla nas wszystkich: dla ludzi funkcjonujących na co dzień i dla sportowców. Znaczna część tego problemu obciąża kluby. To one dźwigają obowiązek finansowy utrzymywania siatkarzy, administracji klubowej i całej reszty. Mecze nie są rozgrywane, dlatego umowy, które zostały podpisane z telewizją, która transmituje spotkania na pewno będą renegocjowane. Trzeba będzie obliczyć straty i różnice, jakie powstały przed podpisaniem zobowiązań i sprawdzić, jakie teraz mamy możliwości. To wszystko działa na zasadzie naczyń połączonych. W którymś momencie między PLS a kontraktami sponsorskim i telewizyjnymi nastąpi renegocjacja umów. Możliwe, że nie odbędzie się kilkanaście meczów, które miały zostać rozegrane.

Po odwieszeniu rozgrywek dla niektórych klubów będzie to być albo nie być.

- Siatkarze nie trenują i nie wszystkie kluby dysponują halą na wyłączność. Warunki dla wszystkich nie będą równe. Trzeba ocenić czy rozgrywki zakończyć w aktualnym stanie, czy będzie można je dokończyć. Chociaż czy zespoły będą na to przygotowane? Na tę chwilę mamy sporo niewiadomych i nie jesteśmy w stanie przewidzieć wielu rzeczy. Ciężar spoczywa na klubach. Prawdopodobnie niektóre kontrakty ze sponsorami mogą być renegocjowane. Możemy spodziewać się problemów kilku klubów, które nie są sponsorowane przez spółki Skarbu Państwa. Ta dramatyczna sytuacja na pewno uderzy we wszystkich, ale szczególnie odczują ją wspierani przez prywatnych sponsorów. Nie wiadomo jak z tego wybrną i jak będzie wyglądać kondycja takich klubów i czy przetrwają one ten okres czasu.

Na razie siatkarze czekają na wznowienie treningów. Jednak po odwieszeniu rozgrywek nikt z nich od razu nie wejdzie na boisko.

- Oczywiście, że tak. To jest żywy organizm. W momencie, kiedy zawodnik jest wytrenowany, ale przestaje ćwiczyć, jego część parametrów wydolnościowych, siłowych i technicznych drastycznie spada. W domu można wykonywać niektóre rzeczy, ale to nie jest piłka nożna, gdzie piłkarze są wyposażani przez swoje zespoły w sprzęty, odżywki, dzięki którym mogą się przygotowywać. Widzimy na nagraniach w sieci, jak niektórzy posiadają własny sprzęt w domach, gdzie wtedy dużo łatwiej jest utrzymać podstawowe parametry wydolnościowe. Ale siatkówka nie jest krezusem, żeby móc zapewnić wszystkim siatkarzom takie warunki. Cała sytuacja może potrwać jeszcze przynajmniej minimum miesiąc, a w domu można wykonać jedynie podstawowe elementy treningowe. Jak długa jest przerwa od treningu, tak mniej więcej ten sam okres czasu potrzeba poświęcić, aby dojść do pełnej formy sportowej. Musimy przygotować się na to, że nie będzie to ta sama dyspozycja, którą zawodnicy prezentowali przed zawieszeniem ligi.

Przejdźmy do samych rozgrywek: zakończyła się faza zasadnicza Ligi Siatkówki Kobiet i tu pojawił się pomysł zakończenia sezonu na podstawie tabeli. Ale co z PlusLigą, w której zostały do rozegrania jeszcze trzy kolejki?

- W tej chwili przewidywania mijają się z celem i nie ma co na siłę szukać rozwiązań. To będzie wynik jednej chwili. Może się okazać, że po upływie terminu wstrzymania rozgrywek, prawdopodobnie znów zostanie on przesunięty o kilka tygodni. Mieliśmy okazję oglądania paru meczów bez kibiców - to wyglądało bardzo źle, a takie obrazki zabijają sport. To musi być pełne rozwiązane, które będzie gwarantowało zdrowie dla sportowców, obsługi, mediów i kibiców. Nie jesteśmy w stanie przewidzieć, kiedy to nastąpi. Wspomniał Pan, że rozgrywki LSK się zamknęły. Tu mamy łatwiejszą sytuację, ale tylko o tyle, że mamy zamknięty pewien etap. To nie znaczy, że jest prościej, ponieważ modelowy system nie został zakończony. A tylko w nim mamy gwarancję wyłonienia mistrza Polski. Do momentu kiedy nie poznamy kolejnych decyzji, do tego czasu spekulacje nie mają racji bytu. Czekamy na wznowienie rozgrywek po przerwie i ich dokończenie.

Tuż przed naszą rozmową pojawiło się oświadczenie MKOl-u, który przekonywał, że igrzyska olimpijskie odbędą się zgodnie z planem.

- W siatkówce zakończyliśmy kwalifikacje do igrzysk, ale są takie dyscypliny w których one jeszcze się nie skończyły. A co będzie jeżeli eliminacje nie dojdą do skutku? Zakładamy, że ten czas MKOl poświęca na uspokajanie. Nie potrzeba wprowadzać nerwowego zachowania wokół terminu igrzysk. Świat sportu potrzebuje spokoju i nie można sobie pozwolić na nerwową reakcję. Organizator to jedno a uczestnicy to drugie. Cieszę się, że szefowie MKOl-u wypowiadają się w taki sposób. Jako kibic oczekuje spokoju i bezpieczeństwa. Nie zmienia to faktu, że sytuacja zdrowotna poszczególnych krajów i ludzi zdecyduje o tym, co będzie dalej. Dopóki nie nastąpi gwarancja bezpieczeństwa, to nic nie jest pewne. Takie postawienie sprawy jest rozsądne. Japończycy są przygotowani pod każdym względem i to jest świetna informacja, ale teraz naszym zadaniem jest dbanie o życie każdego z nas. Musimy być przygotowani na różne rozwiązania, a zwłaszcza na to, że igrzyska zostaną przeniesione lub w ogóle się nie odbędą. Jednak tego ostatniego w ogóle sobie nie wyobrażam, ale musimy brać taki przypadek pod uwagę.

W związku z pandemią koronawirusa FIVB podjęła decyzję o przeniesieniu Ligi Narodów, która ma odbyć się po igrzyskach. Jaki jest sens przeprowadzania turnieju, który miał przygotowywać reprezentacje do imprezy czterolecia?

- To zaskakująca decyzja, ale jednocześnie widzimy próbę ratowania imprezy sportowej. Proszę pamiętać, że taki turniej to pieniądze, sponsorzy i media. A my jako siatkówka nie jesteśmy bogatą dyscypliną na świecie. U nas w kraju siatkówka cieszy się olbrzymią popularnością, ale w Europie i świecie rożnie z tym bywa. Federacje muszą walczyć o miejsce i pozycje siatkówki. Trzeba mieć świadomość, że warunki są wyjątkowo trudne. Na tę chwilę to szukanie szansy rozegrania Ligi Narodów. Z punktu widzenia szkoleniowego ma gorszą jakość, bo po igrzyskach olimpijskich nie ma nic ważniejszego. Wobec tego Liga Narodów miała dużo większe znaczenie szkoleniowe przed igrzyskami w Tokio. Po igrzyskach schodzi na drugi czy trzeci plan. Siatkarze nie będą mieli wtedy wysokiej formy, część z nich zrezygnuje z gry w reprezentacji ze względu na odpoczynek i przygotowanie do rozgrywek ligowych. Z tego punktu widzenia, Vital Heynen, który mówi, że ten turniej straci sens ma racje, ale jest też druga strona – ekonomiczna: utrzymania na fali naszej dyscypliny. Liga Narodów, a wcześniej Liga Światowa to cudowny element, który przybliżył siatkówkę na salony dyscyplin sportowych, które wiodą prym na świecie jak: piłka nożna, koszykówka. Jesteśmy blisko, ale właśnie te rozgrywki również przybliżają nas do wielkiego świata. Nie możemy tak łatwo z tego rezygnować. To impreza komercyjna, ale jednocześnie wprowadzająca nas na salony. Rozegranie Ligi Narodów z punktu widzenia całościowego ma mniejsze znaczenie, ale wciąż je ma.

RadioZET.pl