Bunt, konflikt, dwa konflikty. Reprezentacja siatkarek na zakręcie [KOMENTARZ]

08.11.2019 11:07
Jacek Nawrocki
fot. Andrzej Zbraniecki/East News

Trzynaście siatkarek reprezentacji Polski podpisało się pod pismem do Polskiego Związku Piłki Siatkowej, w którym sformułowały szereg zarzutów pod adresem trenera Jacka Nawrockiego. Prezes Jacek Kasprzyk zamiast gasić pożar, jeszcze bardziej go wzniecił - najpierw przedłużając kontrakt z niechcianym szkoleniowcem, a potem oskarżając dziewczyny o fałszerstwo. To wszystko zmierza do pięknej katastrofy.

Chcesz być na bieżąco? Śledź Radio ZET - SPORT na Facebooku

Początkowo wydawało się, że sprawa jest błaha, ale z każdą kolejną wypowiedzią, z każdym kolejnym oświadczeniem, docierała do nas realna skala tego konfliktu. W grach zespołowych podobne rzeczy się zdarzają i nie należy się im dziwić - nigdy nie jest tak, że każdy w równym stopniu lubi każdego, żeby wspomnieć chociażby liderów piłkarskiej reprezentacji Polski Roberta Lewandowskiego i Jakuba Błaszczykowskiego lub czołowe postaci żeńskiej reprezentacji siatkarek Annę Werblińską i Katarzynę Skowrońską-Dolatę. Nigdy też nie jest tak, że wszyscy zawodnicy mają pełne zaufanie do trenera bądź trener do zawodnika, jak np. Jose Mourinho do Ikera Casillasa, którego Portugalczyk odstawił od składu Realu Madryt i oskarżał o wynoszenie poufnych informacji do mediów. Rzadko jednak zdarza się, by niemal cała drużyna zgodnie występowała przeciwko szkoleniowcowi, ale kiedy już tak się dzieje, zwykle kończy się błyskawiczną reakcją i wyrzuceniem z pracy. Najnowszy przykład? Bayern Monachium i Niko Kovac.

Kiedy trener traci szatnię, nie ma już czego szukać w drużynie. Może oczywiście próbować ją odzyskać, rozmawiać, tłumaczyć, ale z reguły jest to misja skazana na porażkę. W takiej sytuacji znajduje się obecnie Jacek Nawrocki, który ma przeciwko sobie trzynaście zawodniczek, w tym tak kluczowe postaci jak Joanna Wołosz, jedną z najlepszych rozgrywających na świecie, wyrastającą na wielką gwiazdę kobiecej siatkówki Malwinę Smarzek-Godek czy Natalię Mędrzyk. Zresztą, nie chodzi tu o przerzucanie się nazwiskami, ale o podłoże tego konfliktu, którego moim zdaniem nie można już polubownie, bez ofiar, rozwiązać.

Od razu na myśl przychodzi mi Marco Bonitta. Włoski szkoleniowiec popadł w konflikt m.in. z ówczesną rozgrywającą Katarzyną Skorupą i jedną z czołowych postaci Anną Werblińską. Zrodził się on podczas zgrupowania w Szczyrku, a pogłębił na najważniejszej imprezie - igrzyskach olimpijskich w Pekinie. W efekcie drużyna zaprezentowała się katastrofalnie, a Bonitta nie miał już czego szukać w Polsce. Był skreślony. Co więcej, zniechęcił PZPS do wszystkich szkoleniowców obcokrajowców.

Wracając do "najnowszego" kryzysu...

Konflikt na linii siatkarki-Nawrocki i siatkarki-prezes PZPS

Nie będę opowiadał się za którąś ze stron, nie jestem w środku tej drużyny, by móc rzetelnie ocenić sytuację. Faktem jednak jest, że 13 zawodniczek solidarnie wystąpiło przeciwko trenerowi. Jeśli tę sprawę miałby rozpatrywać sąd, szkoleniowiec stałby na straconej pozycji - nawet przy wsparciu prezesa federacji. To wciąż byłoby 13:2. Tym bardziej, że Joanna Wołosz, Agnieszka Kąkolewska i jeszcze kilka innych ważnych postaci tej drużyny mówi jednym głosem i powtarza te same zarzuty. A te są poważne, od bagatelizowania zdrowia poprzez nieobecność na meczach LSK, błędy w prowadzeniu meczów, obniżanie poczucia wartości zespołu po tolerowanie romansu.

Trener Nawrocki wydał oświadczenie, którego równie dobrze mogłoby nie być. Ono nic nie wyjaśnia, nie odniósł się do żadnych zarzutów, a jedynie wyraził żal do mediów, że w ogóle zdecydowały się ujawnić tę sprawę. W ogóle nie pomyślał, że kibice mają prawo wiedzieć, co dzieje się w drużynie, która za moment ma walczyć o awans na igrzyska olimpijskie. No bo co by było, gdyby w powołanej kadrze na turniej w Apeldoorn zabrakło aż 13 siatkarek stanowiących do tej pory trzon tej ekipy? Tak się przecież może zdarzyć, nie trudno to sobie wyobrazić. Wtedy smród byłby jeszcze większy.

Jasne, być może szkoleniowiec nie chciał publicznie "brać brudów". Z jednej strony, mógłby w ten sposób pogorszyć sytuację, z drugiej można by wysnuć wnioski, że "tylko winny się tłumaczy". Gdyby w ten sposób rozpatrywać to oświadczenie, to faktycznie było ono dobre, dyplomatyczne. Tyle tylko, że nie ma ono żadnej wartości merytorycznej, bo to, że sezon był długi, trudny, wiedzą nawet średnio zorientowani fani siatkówki.

Najdziwniejsza jest w tym wszystkim jednak postawa prezesa Polskiego Związku Piłki Siatkowej Jacka Kasprzyka. Jego zadaniem jest między innymi gaszenie pożarów w drużynie narodowej, występowanie w roli mediatora, a nie zaognianie sytuacji i publiczne oskarżanie zawodniczek o oszustwo. Jeżeli prawdą jest, że szef federacji poddał w wątpliwość autentyczność podpisów pod pismem, które wystosowały do niego siatkarki - Joanna Wołosz, która wraz z Malwiną Smarzek-Godek zaniosły pismo do związku, mówi wprost, że prezes zarzucił im fałszerstwo - to się po prostu ośmiesza. W moich oczach to go dyskwalifikuje jako prezesa PZPS.

Efekt jest taki, że siatkarki nie chcą trenera, trener obwinia za całe zamieszanie... media, a prezes PZPS jednoznacznie poparł trenera i nastawił przeciwko sobie zawodniczki. Teraz mamy nie jeden, a dwa konflikty: na linii siatkarki-trener i na linii siatkarki-prezes. Magia.

Trener Nawrocki ma teraz kilka możliwości, ale wszystkie wydają się... słabe: rozmawiać z zawodniczkami w celu wyjaśnienia wszelkich niesnasek, na co według mnie jest już za późno; udawanie, że nic się nie dzieje i nakłonienie zawodniczek, by zacisnęły zęby dla dobra jednego celu, jakim jest awans na igrzyska, co tylko pogłębiałoby zapewne frustrację w drużynie i zżerało ją od środka; wymiana praktycznie całej kadry, z wyłączeniem Magdaleny Stysiak i Marii Stenzel, które pisma nie podpisały, ale w takim układzie zespół z pewnością straci na jakości i trzeba będzie budować go od podstaw; podać się do dymisji, co jest rozwiązaniem najlepszym, ale też najmniej realnym.

Stysiak i Stenzel faworyzowane?

Muszę w tym odnieść się do pojawiających się w niektórych mediach doniesień, że podłożem konfliktu jest faworyzowanie Magdaleny Stysiak i Marii Stenzel. Nawet w tej sprawie zawodniczki mówią jednym głosem: nie ma między nami żadnego problemu. Poza tym w mojej opinii Stenzel - po Wołosz i Smarzek - była najlepszą polską zawodniczką w minionym już sezonie reprezentacyjnym. Stysiak grała nierówno, ale w wielu momentach potrafiła wziąć na siebie odpowiedzialność liderki, to ona w największym stopniu odciążała i była w stanie długimi fragmentami zastąpić Malwinę Smarzek. Do ich formy, a co za tym idzie miejsca w kadrze, nie można mieć żadnych zastrzeżeń.

Jeśli zaś faworyzowaniem nazwiemy fakt, iż trener Nawrocki więcej czasu poświęcał 18- i 20-latce niż 26-, 30-latkom, to będzie to raczej plus dla szkoleniowca, a nie zarzut. Wprowadzanie młodych zawodniczek jest jednym z podstawowych zadań opiekuna kadry, a tu - sądząc po wypowiedziach Stysiak - wszystko funkcjonowało bardzo dobrze.

Quo vadis kadro siatkarek?

Krótko: w takiej atmosferze, w tej sytuacji, niestety donikąd, a już na pewno nie na igrzyska olimpijskie w Tokio. Zwykle jestem optymistą, ale nie w tym przypadku. Konflikt w drużynie nigdy nie jest pożądany, a prawie zawsze prowadzi do katastrofy. Nie można trenerowi Nawrockiemu odmówić warsztatu - osiągał sukcesy z "męską" Skrą Bełchatów, a żeńską kadrę wyciągnął z bagna i zaprowadził do 5. miejsca Ligi Narodów oraz 4. pozycji w mistrzostwach Europy. W tej pracy równie ważne są jednak relacje interpersonalne, a tu coś najwyraźniej nie działa. Po pięciu latach ta formuła się już po prostu wypaliła i związek, zamiast twardo stać za trenerem, powinien to widzieć i przynajmniej spróbować zrozumieć zawodniczki. Zamiast tego są wzajemne pretensje.

Bynajmniej nie chodzi o to, by spełniać kaprysy siatkarek o zagranicznym trenerze (takie sugestie też się pojawiają), nie może być też tak, żeby to one wybierały szkoleniowca, ale by rzetelnie ocenić, co będzie dla tej drużyny najlepsze. Jeżeli zawodniczki twierdzą, że stać je na więcej, że powinny grać lepiej, a nie widzą takiej możliwości z tym trenerem, może warto wziąć to pod uwagę?

Na razie powtórzę: twarde obstawianie przy swoim wszystkich stron konfliktu to droga donikąd.

Krzysztof Sobczak