Weronika Nowakowska zawaliła sztafetę? To uproszczenie, droga na skróty

22.02.2018 18:49
Weronika Nowakowska
fot. PAP/EPA

Po trzech zmianach polskie biathlonistki miały jak na tacy podany złoty medal olimpijski, ale na czwartej, na której biegła Weronika Nowakowska, spadły na 7. pozycję. Mogło być pięknie, zaskakująco, a skończyło się... tak jak powinno.

Chcesz być na bieżąco? Śledź Radio ZET - SPORT na Facebooku

Biało-czerwone ruszały do tego biegu z numerem 8., co oznaczało, że w tym sezonie były klasycznym średniakiem w stawce, której przewodzić miały Niemki, Francuzki, Szwedki, Norweżki i Włoszki. Sztafeta ułożyła się jednak tak, że po trzech zmianach była realna szansa na jedną z największych sensacji w historii polskiego olimpizmu. Niestety nie udało się, za co cięgi zbiera teraz Weronika Nowakowska...

Zobacz także

Sztafeta to loteria

Każda drużyna ma swoją taktykę, w której czuje się najlepiej. Włoszki na dwóch pierwszych zmianach postawiły na najlepsze Lisę Vittozzi i Dorotheę Wierer, a ich słabsze koleżanki miały bronić pozycji. Szwedki zdecydowały się na klasyczne ustawienie "od najgorszej do najlepszej", natomiast w zespole słowackim najmocniejsza Kuzmina biegła jako druga. Jeszcze inaczej wybrał polski trener - zacząć miała najlepsza na tych igrzyskach Monika Hojnisz, a kończyć liderka tej ekipy (biorąc pod uwagę tegoroczny sezon) Weronika Nowakowska.

Czwartkowa sztafeta była jednak bardzo loteryjna ze względu na warunki atmosferyczne - na początku sypał śnieg, a potem wzmógł się wiatr i zaczął kręcić. Idealnie pokazała to zmiana Wierer - Włoszka ruszyła na trasę jako pierwsza, po premierowej wizycie na strzelnicy wypadła z pierwszej dziesiątki, a po drugiej... znów była liderką. Podobna historia spotkała Krystynę Guzik na trzeciej zmianie. Ogromne problemy miały inne kandydatki do medali - Norweżki i Niemki, które cały czas plasowały się w połowie stawki.

Nowakowska winna?

Zwykle - pomijając w zasadzie jedynie Włoszki i Słowaczki - na ostatnią zmianę wystawia się najmocniejszą zawodniczkę. Efekt? Nowakowska biegła z medalistkami olimpijskimi - Darią Domraczewą, Hanną Oeberg, Anais Bescond, Laurą Dahlmeier i Marte Olsbu. Obroniła się przed Niemką, ale niestety uciekły jej pozostałe zawodniczki, a także Fiałkowa i Cadurish.

Obwinianie Weroniki za taki, a nie inny finisz jest jednak drogą na skróty i uproszczeniem, na które ja się nie zgadzam. Nowakowska zanotowała lepszy czas i lepsze strzelanie niż Krystyna Guzik, która jako jedyna w naszej drużynie biegała karną rundę, a mimo to na swojej zmianie wyprowadziła biało-czerwone na prowadzenie, najszybsza z kolei była Monika Hojnisz, która przyzwoicie strzelała, ale jednak wpadła na metę jako siódma. Sztafeta to konkurencja zespołowa i tak należy ją traktować.

To pokazuje, że nie wszystko da się tak łatwo wyjaśnić. Czynników takiego, a nie innego obrotu spraw było wiele, a główne dwa: słabsza forma biegowa od rywalek oraz dłuższe wizyty na strzelnicy. Polki bardzo długo celowały, a mimo to nie ustrzegły się błędów. Wszystkie.

Jedyna odważna

- Z ostatnią zmianą jest tak, że nikt jej nie chce brać. Ja podjęłam się tego zadania, ale zawiodłam samą siebie i koleżanki i teraz muszę to wziąć na klatę - przyznała Weronika Nowakowska. Po ostatnich wydarzeniach to jej należy się największy szacunek. Krystyna Guzik nie chciała rozmawiać z mediami, bo "robią wszystko, by im zaszkodzić", a Nowakowska stanęła odważnie przed kamerami i opowiedziała o tym, co działo się na trasie. I nie tylko na trasie...

- To miały być radosne igrzyska, a były najsmutniejsze, na jakich byłam. W żadnym stopniu nie jest mi żal, że już się kończą - powiedziała przed kamerami TVP.

Można oczywiście gdybać, czy wystawianie rozbitej psychicznie zawodniczki niewybrednymi komentarzami na jej temat było dobrym pomysłem. Trener polskiej kadry zapewnia jednak, że niczego by nie zmienił.

- Powiedziałem jej, że jestem dumny i przeprosiłem, że to ja na nią nałożyłem taki ciężar - przyznał Tobias Torgersen.

- O co wszyscy zrobili aż taką burzę? To był błąd, że to nagrała. Ale sposób, w jaki to zostało podchwycone i przedstawione mnie zadziwił. Ona to bardzo przeżyła, cierpiała. Chcę, żeby to wszyscy wiedzieli. Straciła mnóstwo energii. Oczywiście, powinna być ostrożniejsza z mediami społecznościowymi i te głosy by wtedy do niej nie dotarły. Ale jak można takie rzeczy pisać do sportowca tylko dlatego, że start mu się nie udał? - grzmiał Norweg.

Hejt nie pomógł

Weronika Nowakowska doskonale zdaje sobie sprawę, że na igrzyska przyjechała bez formy i nie ucieka od odpowiedzialności. Słusznie ją za to krytykujemy (zresztą, sama też to robi), to nie podlega dyskusji. Dyspozycji nie dało się już wyszlifować na samej imprezie. Błędem było jednak to, że zaczęła czytać komentarze po nieudanych startach. Gdyby były one dobre, wtedy byłoby to zrozumiałe, że chce jeszcze dodatkowo się nakręcić na kolejne dni rywalizacji. W tym przypadku tylko ją to zdołowało i dobiło.

Uważam jednak, że wina leży po obu stronach. Nowakowska nie powinna czytać, "kibice" nie powinni pisać takich rzeczy i personalnie wyzywać zawodniczki tylko dlatego, że nie zdobyła medalu. To na pewno jej nie pomogło. Teraz możemy tylko gdybać, czy z "czystą głową" zdołałaby utrzymać pierwszą pozycję, czy nie, ale w takim przypadku zamiast ją krytykować, wypadałoby samemu uderzyć się w piersi. Profesjonalny sportowiec też jest tylko człowiekiem, ma uczucia i nawet jeśli powinien umieć radzić sobie z presją, to nie jest to równoznaczne z przejściem do porządku dziennego nad obelgami.

Ze względu na to, jak ten bieg się ułożył, można być rozczarowanym i zawiedzionym, nawet wściekłym, ale przed startem wszyscy braliby 7. pozycję w ciemno. To i tak jest lepszy wynik niż ta sama drużyna osiągnęła w Soczi - wtedy było to 9. miejsce.

PS. Tak po ludzku, jest mi bardzo przykro, że ta piękna, choć trudna kariera dwukrotnej medalistki mistrzostw świata w Kontiolahti kończy się w takiej atmosferze.

źródło: TVP Sport, PAP, sport.pl

Krzysztof Sobczak