Pogoda torpeduje igrzyska. Wiatr nie przeszkadza tylko... skoczkom

12.02.2018 15:18

W niedzielę i w poniedziałek odwołano konkurencje alpejskie, a także opóźniono finał snowboardowego slopstyle'u. Podobnie wietrzną pogodę mieli w sobotę skoczkowie, a jednak im organizatorzy kazali skakać. - To nie jest fair - grzmi Adam Małysz.

Pjongczang 2018 fot. AFP/EastNews
Zagłosuj

Czy druga seria powinna zostać przerwana?

Chcesz być na bieżąco? Śledź Radio ZET - SPORT na Facebooku

Największego pecha mają alpejczycy, którzy na start swojej dyscypliny muszą czekać aż do czwartku. Najpierw przełożono zjazd mężczyzn, a następnie slalom gigant pań. Problemy były także w slopstyle'u, gdzie nie odbyły się kwalifikacje, a finał został opóźniony o godzinę. W niedzielę nie było pewne, czy odbędzie się biathlonowy sprint panów, ale ostatecznie zdecydowano się rozegrać zawody. Efekt? Niespodzianki, o które w normalnych warunkach byłoby niezwykle trudno.

Wydawać by się mogło, że silny wiatr najbardziej doskwiera jednak skoczkom, ale im akurat kazano rywalizować przy bardzo zmiennych warunkach. W rezultacie Dawid Kubacki nie miał szans "odlecieć", Simon Ammann musiał pięciokrotnie schodzić i wchodzić na belkę, a konkurs trwał... dwa dni. Rozpoczął się w sobotę, a zakończył w niedzielę. Zawody były loteryjne i choć nie można powiedzieć, że medale trafiły do przypadkowych skoczków, to jednak na igrzyskach wypadałoby im stworzyć równe warunki. Co więcej, każdą konkurencję trzeba traktować tak samo, a nie jednym ułatwiać zadanie, a innych narażać na uszczerbek na zdrowiu.

Z takiego obrotu spraw niezadowolony jest m.in. Adam Małysz.

- Jeśli dyscyplinę - na którą wiatr ma wpływ, ale nie taki jak w skokach - się przekłada, a skoki się ciągnie, no to bądźmy szczerzy: to nie jest fair! Tym bardziej, że zawodnicy cztery lata trenują, czekają na jedną z najważniejszych imprez, a później rządzą przypadki, kto będzie miał lepsze warunki - przyznał dyrektor polskiej kadry w rozmowie z Polsatem Sport.

- Skoki naprawdę były dobre. Nawet Dawida. Skok, który oddał, był jednym z lepszych w tej serii, ale nie miał szansy dolecieć. Tak jak Stefanowi odjęli 18 punktów! Ja nie wiem za co! Jak te przeliczniki są robione? To niemożliwe. Widać, że on tego wiatru nie ma, nie jest w stanie odlecieć, a dostaje takim minusem - dodał były wybitny skoczek.

W sobotę, kiedy planowany jest konkurs na skoczni dużej, znów ma mocno wiać, a to oznacza kolejną loterię.

RadioZET.pl/Polsat Sport/KS

Oceń