Hejterem być. W obronie Weroniki Nowakowskiej (i innych olimpijczyków)

19.02.2018 10:45
Weronika Nowakowska
fot. PAWEL RELIKOWSKI / POLSKA PRESS / EASTNEWS

Doszedłem do wniosku, że hejter ma piekielnie trudną pracę. Musi siedzieć cały dzień przed kompem i pluć na innych ludzi ze świadomością, że ci, których obraża, osiągnęli znacznie więcej od niego. I jeszcze nikt mu za to nie płaci...

"Ty j***a suko, wstyd przynosisz Polsce", "Ty p******a szmato, po co tam pojechałaś?" - między innymi takie wiadomości otrzymała Weronika Nowakowska, która w biathlonowych konkurencjach w ZIO w Pjongczangu zajęła kolejno 34. (na 87 zawodniczek), 30. (na 60 zawodniczek) i 21. (na 87 zawodniczek) miejsce. Pod wpływem tych kalumnii nagrała filmik, w którym rzuciła m.in.: "w d**** byliście, g**** widzieliście". Wcześniej jednak przeprosiła kibiców za nieudane występy i sama oceniła swoją dyspozycję na igrzyskach jako "beznadziejną".

Za tę wypowiedź wylało się na nią kolejne wiadro pomyj. Bo reprezentantka Polski, bo jej nie wypada, bo nie potrafi przyjąć krytyki, bo za nasze pieniądze, bo kiedy na nią plują, powinna poprosić o więcej. Ja natomiast uważam, że bardzo dobrze zrobiła, bo krytykować też trzeba umieć, a tu ewidentnie granica dobrego smaku została przekroczona.

Pewności nie mam, ale zakładam, że urażeni jej słowami poczuli się ci sami ludzie, którzy wcześniej twierdzili, że olimpijczycy pojechali na igrzyska na wycieczkę i kompromitują nie tylko siebie, ale cały kraj. A jak wiadomo, w kraju samych patriotów taka postawa nie przejdzie... Obrażać możemy my, ale nie nas.

Internetowy kibol

Jesteśmy bardzo dziwnym narodem, bo w jednej chwili potrafimy sportowca kochać i nienawidzić. Czasami zmienia się to na przestrzeni lat, w zależności od sukcesów. Problem w tym, że o medalach szybko zapominamy, a do śmierci pamiętamy o tym, co złe.

Weronika Nowakowska jest dwukrotną medalistką mistrzostw świata w Kontiolahti (2015). Igrzyska w Pjongczangu jej nie wyszły, ale to chyba jeszcze nie jest powód, aby pisać, że "niczego w życiu nie osiągnęła, a marudzi, żali się i obraża kibiców"? Żaden sportowiec nie potrzebuje fanów, którzy są z nim tylko w dobie sukcesów. Hejter to zupełnie inna kategoria, to taki internetowy kibol, który własną frustrację i kompleksy wyładowuje na innych. Smutne i żałosne.

ZOBACZ TAKŻE: Nowakowska zawaliła sztafetę? To uproszczenie

Jesteśmy dziwni z jeszcze jednego powodu. Przyglądałem się całej tej dyskusji z pewnym przerażeniem - według wielu z nas, brak medalu oznacza brak walki. Idąc tym tokiem rozumowania, trzeba by w każdej konkurencji dopuszczać do startu tylko trzech zawodników, bo po co inni, skoro i tak nie mają szans? To by oznaczało, że w sporcie nie powinno być miejsca na niespodzianki (powiedzcie to m.in. snowboardzistce i alpejce Ester Ledeckiej lub "naszemu" Zbigniewowi Bródce).

"Oddaj kasę"

"Pojechałaś tam za naszą kasę, więc teraz wypadałoby ją oddać" - można wyczytać w komentarzach pod wypowiedziami Nowakowskiej.

Kolejny absurd. Równie dobrze rodzice hejterów mogliby domagać się od nich zwrotu kosztów wychowania i wyedukowania (choć akurat z tą edukacją w tym przypadku bym nie przesadzał). To jest pewna inwestycja, a nigdy nie ma pewności, że koszty się zwrócą...

Zimowa posucha

Na koniec kilka faktów. W sportach zimowych nigdy nie byliśmy potęgą, mieliśmy tylko, albo aż, wybitne jednostki. Od czasu Wojciecha Fortuny, który zdobył złoty medal na igrzyskach w Sapporo, przez 30 kolejnych lat żaden z naszych sportowców nie stawał na podium najważniejszej imprezy czterolecia. Zmieniło się to dopiero wtedy, gdy pojawili się Justyna Kowalczyk i Adam Małysz.

Pewną anomalią, powtórzę, anomalią, a nie normą, były igrzyska w Soczi 2014. Wtedy przytrafiły nam się przemiłe niespodzianki, jak chociażby złote medale Zbigniewa Bródki czy Kamila Stocha, który wcale nie jechał do Rosji w roli faworyta. Polska zdobyła wówczas sześć medali, tyle samo co w Vancouver, ale w tamtym przypadku trzeba zwrócić uwagę na fakt, że połowę z nich zdobyła Kowalczyk, a dwa Małysz.

Koniec z poprawnością

Ja Weronikę doskonale rozumiem. Z hejterami trzeba rozmawiać ich językiem, czyli prostackim i wulgarnym, w innym przypadku nie skumają. Oczywiście, zacietrzewieni w swojej nienawiści przypuszczą kolejny atak, ale w końcu im się znudzi i wtedy pozostaną sami ze swoją dumą, że kiedyś kogoś zdołali opluć.

Między krytyką a krytykanctwem jest cienka granica. Ta pierwsza, jeśli jest konstruktywna, jest w porządku, bo pełni rolę pewnego drogowskazu do samodoskonalenia się; druga zaś demotywuje, dołuje, dobija i sprawia, że wszystkiego się odechciewa. I to pomimo faktu, że krytykanctwem zajmują się głównie ci, na którym zdaniu najmniej powinno nam zależeć.

Weronice Nowakowskiej i całej polskiej kadrze olimpijskiej życzę... nieprzejmowania się hejterami. I oczywiście sukcesów!

PS. Stawiam colę wszystkim tym, którzy wskażą mi profesjonalnego sportowca, który nie chce wygrywać.

źródło: sport.pl

Krzysztof Sobczak