Zamknij

Polska - Meksyk: "Laga na Robercika" to nie mit [ANALIZA]

23.11.2022 13:30

Jeden celny strzał, laga na Robercika, absolutny brak ataku pozycyjnego i nieumiejętność wykorzystania własnych atutów - tak wyglądał mecz Polska - Meksyk na otwarcie MŚ 2022 w Katarze. W takich przypadkach zwykło się mówić, że wynik był lepszy niż gra. Jak z naszej perspektywy wyglądało to spotkanie? Oto analiza.

Robert Lewandowski
fot. PAP/EPA

- My tak będziemy grać, bo ta gra przynosi nam efekty. Nie oczekujcie od nas pięknego futbolu, bo to w naszym przypadku nie działa. Ten sposób gry: odpowiednia defensywa, przesuwanie, walka, zaangażowanie i pół sytuacje, które sobie stworzymy i wykorzystamy, nam odpowiada i tak chcemy wygrywać spotkania - mówił Grzegorz Krychowiak po wyszarpanym zwycięstwie w ostatnim sparingu przed mundialem z Chile (1:0). Jego słowa znalazły przełożenie na premierowe starcie MŚ 2022 z Meksykiem. Nie można powiedzieć, że to była porywająca, efektowna gra, ale niestety nie była też efektywna. Sytuacji - i to nie pół, a doskonałej - nie udało się zamienić na gola.

Jest takie powiedzenie: jak coś jest głupie, a działa, to nie jest głupie. Możemy je sparafrazować i odnieść do kapitana reprezentacji Polski: jak coś jest skuteczne, a działa, to nie potrzeba tego zmieniać. Tymczasem Robert Lewandowski zrezygnował z charakterystycznego sposobu wykonywania rzutów karnych, uderzył w pierwszym tempie i przegrał pojedynek z Guillermo Ochoą. To była ta okazja, którą trzeba było zamienić na gola. Mimo tej znakomitej sytuacji to nie biało-czerwoni mieli pecha, że nie wygrali. Mieli wręcz szczęście, że nie przegrali, bo to Meksyk był drużyną lepszą w wielu aspektach.

Michniewicz zaskoczył wyjściowym składem

- Odkąd jestem trenerem, wykorzystywaliśmy, że nasi obrońcy grali w formacji z trzema obrońcami w klubie. Dziś mamy więcej skrzydłowych, więc możemy skorzystać z drugiego rozwiązania - tłumaczył selekcjoner Czesław Michniewicz na konferencji prasowej przed spotkaniem z Meksykiem. Już wtedy zasugerował, że reprezentacja Polski może rozpocząć mundial w Katarze w ustawieniu z czterema, a nie z trzema defensorami. Oprócz rosnącej dyspozycji skrzydłowych na taki obrót spraw z pewnością miała wpływ sytuacja Jana Bednarka, który po transferze z Southampton do Aston Villi w zasadzie nie podnosi się z ławki rezerwowych.

Wobec tego Michniewicz zdecydował się na ustawienie 1-4-1-4-1. Partnerem Kamila Glika został Jakub Kiwior, po bokach biegali Matty Cash i Bartosz Bereszyński, który znowu został ustawiony na nienaturalnej dla siebie lewej obronie. Jedynym defensywnym pomocnikiem był Grzegorz Krychowiak. To było jedno z dwóch zaskoczeń, gdyż wcześniej wiele wskazywało na to, że obok pomocnika Al-Shabab pojawi się Krystian Bielik. On jednak wszedł na murawę dopiero po przerwie.

Drugą niespodzianką była obecność w podstawowym zestawieniu Jakuba Kamińskiego. Skrzydłowy VfL Wolfsburg zaprezentował się dobrze w konfrontacji z Chile, odgrywa coraz większą rolę w klubie i to właśnie on najbardziej skorzystał na ostatnim miesiącu - od powołania szerokiej kadry do inauguracji MŚ 2022.

Z przodu mieliśmy kilku kreatywnych graczy, z Piotrem Zielińskim, Sebastianem Szymańskim i Nicolą Zalewskim, którzy mieli wspierać jedynego napastnika Roberta Lewandowskiego. Jak mogliśmy się przekonać w trakcie meczu, wszyscy bardziej skupili się jednak na defensywie, niż na kreowaniu okazji bramkowych snajperowi Barcelony.

Czterech, w porywach sześciu obrońców

Wiadomo było, że to lepiej wyszkoleni, uwielbiający przetrzymywać piłkę Meksykanie będą posiadali w tym spotkaniu inicjatywę. Podopieczni Czesława Michniewicza mieli grać brzydko, ale szczelnie w obronie, agresywnie w doskoku i starać się odbierać piłki w środkowej strefie, by stąd wyprowadzać kontry. O ile w obronie było przyzwoicie, choć momentami nerwowo, to tego drugiego elementu w zasadzie nie zaobserwowaliśmy przez pełne 90 minut.

Wracając do linii defensywy. Jakub Kiwior, lepszy z tej pary w wyprowadzaniu piłki, natomiast posiadający znacznie mniejsze doświadczenie od rozgrywającego setne spotkanie w barwach narodowych Kamila Glika, już na starcie zaliczył stratę, która mogła zakończyć się utratą gola. Jako ostatni stoper przegapił moment do zagrania długiej piłki i dał się zaskoczyć Hirvingowi Lozano. Później grał już dość pewnie, wspierany przez najlepszego z tej czwórki Bereszyńskiego. Po drugiej stronie Matty Cash w zasadzie zrezygnował z ofensywnych wypadów i większą część meczu spędził przed własną szesnastką.

W to wszystko włączyli się jeszcze skrzydłowi - Zalewski oraz Kamiński. Efekt? W niektórych fragmentach biało-czerwoni nie grali ustawieniem 1-4-1-4-1, lecz 1-6-3-1, z nisko ustawionymi Zielińskim i Szymańskim, a później Bielikiem. W rezultacie nie było szansy na wyprowadzenie piłki, bo nawet utrzymanie jej z przodu przez Lewandowskiego sprawiało, że jego koledzy mieli do pokonania nie kilkanaście, lecz kilkadziesiąt metrów.

Absolutny brak ataku pozycyjnego

Polacy nawet nie starali się grać w piłkę, a przynajmniej nie w piłkę znaną z najlepszych europejskich lig, w których przecież występują. Mając w składzie lidera Napoli Zielińskiego, rewelacyjnie spisującego się w Feyenoordzie Rotterdam Szymańskiego czy kapitalnie wyszkolonego technicznie i lubującego się w dryblingach Zalewskiego nie można doprowadzić do sytuacji, że w drużynie kompletnie nie funkcjonuje atak pozycyjny. A właśnie z czymś takim mieliśmy do czynienia w trakcie rywalizacji z Meksykiem. "Laga na Robercika" - to był jedyny plan na zagrożenie bramce podopiecznych Gerarda Martino. Takich zagrań tylko Wojciech Szczęsny wykonał... 32.

- Wiedzieliśmy, że ten mecz może tak wyglądać i chcieliśmy, żeby tak wyglądał. Zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że nie będziemy grać w piłkę lepiej niż Meksyk, więc szukaliśmy okazji w kontrach - to niestety smutny obraz polskiej piłki, który przedstawił po meczu Bartosz Bereszyński. To nawet nie jest zachowawcze podejście, realne podchodzenie do swoich umiejętności, bo piłkarsko to nie rywale z Ameryki Północnej są lepsi, lecz to my pozwoliliśmy im grać tak, jak lubią.

Polacy wymienili w tym spotkaniu 322 podania, rywale 488. Oni mogli pochwalić się skutecznością na poziomie 83 procent, my tylko 71 procent i ta liczba została "nabita" przede wszystkim przez wymianę podań między obrońcami na własnej połowie. Meksykanie skończyli spotkanie z 60-procentowym posiadaniem piłki.

Najbardziej zatrważająca jest jednak statystyka strzałów. Reprezentacja Polski wykonała sześć prób, połowa z nich została zablokowana, a tylko jedna z nich okazała się celna. I było to uderzenie Lewandowskiego z rzutu karnego. Przeciwnicy aż 12 razy posyłali piłkę w kierunku Szczęsnego, cztery razy w światło bramki.

Słodko-gorzki punkt

- To punkt, który ma słodko-gorzki smak i niczego jeszcze nie przesądza. Remis w pierwszym spotkaniu turnieju nie zabiera szans ani nam, ani Meksykanom. A to jest w tym momencie najważniejsze - wyjaśniał Michniewicz.

I rzeczywiście. Reprezentacja Polski od 1986 roku nie zdobyła punktu w meczu otwarcia mundialu. Wtedy również padł remis 0:0 z Marokiem, a później biało-czerwoni zagrali w 1/8 finału. Wówczas jednak z grupy wychodziły trzy drużyny i właśnie na 3. pozycji znaleźli się nasi zawodnicy. W Katarze trzeba znaleźć się w czołowej dwójce.

Co zmienić przed Arabią?

W drugiej kolejce reprezentacja Polski zagra z Arabią Saudyjską i to z pewnością nie będzie łatwiejsze spotkanie. Miało tak być, bo po losowaniu właśnie ten rywal uznawany był za najsłabszy w grupie C. Tymczasem zawodnicy Herve Renarda na inaugurację sprawili megasensację, pokonując Argentynę 2:1. Ich sytuacja jest jasna - wygrana z biało-czerwonymi bez względu na wynik starcia "Albicelestes" z Meksykiem da im drugi w historii awans do 1/8 finału piłkarskich mistrzostw świata. Będą zatem bardzo zdeterminowani, by zwyciężyć z ekipą Michniewicza.

Nie można się tego bać, nie można się przestraszyć i grać tak defensywnie oraz bojaźliwie, jak przeciwko Meksykowi. Prawdopodobnie niezbędne będą też zmiany, gdyż Bartosz Bereszyński i Krystian Bielik narzekają na urazy, skrzydłowi zawiedli, a z przodu "Lewemu" brakowało wsparcia. Ofensywni pomocnicy nie wystarczyli, więc być może trzeba będzie sięgnąć po drugiego napastnika. Przemysław Frankowski, Michał Skóraś na skrzydłach i Arkadiusz Milik lub Karol Świderski obok kapitana? To nasza sugestia, bo przebojowość skrzydłowych, pod warunkiem, że i oni się nie "spalą", może mieć kluczowe znaczenie w rywalizacji z liderem grupy C.

- Znam siłę Arabii Saudyjskiej. Obserwowałem ich na żywo. Mówiłem dziennikarzom, że dla was poziom ich gry będzie niespodzianką, a dla mnie nie. Arabia mnie nie zaskoczyła oprócz tego, że wygrała z Argentyną. Tego się akurat nie spodziewałem, ale sposób ich gry mnie nie zaskoczył - mówił selekcjoner naszej kadry. Teraz będzie musiał znaleźć sposób, by ograć tę ekipę. Porażka nie przekreśli jeszcze szans biało-czerwonych, ale wówczas trzeba będzie liczyć na pomoc przeciwników. I jeszcze niezbędne będzie ogranie Argentyny.

loader

RadioZET.pl/PAP/TVP Sport