Wina Brzęczka, czyli zwolnijmy trenera, bo tak najłatwiej [KOMENTARZ]

15.10.2018 12:34
Jerzy Brzęczek
fot. Andrzej Iwanczuk/REPORTER/EastNews

"Brzęczek do dymisji", "trzeba zwolnić selekcjonera", "jaki trener, taka gra" - takie hasła wraz z gwizdami żegnały w niedzielę selekcjonera piłkarskiej reprezentacji Polski po porażce z Włochami. I to było (jest) jeszcze bardziej żenujące niż postawa biało-czerwonych.

Zagłosuj

Czy Jerzy Brzęczek powinien zostać zwolniony?

Liczba głosów:

Chcesz być na bieżąco? Śledź Radio ZET - SPORT na Facebook

Może przypomnę, bo niektórzy chyba zapomnieli, że od kilkudziesięciu lat Polska nie jest potęgą w piłce nożnej, a ćwierćfinał Euro 2016 trzeba było traktować raczej w kategorii - miłego, ale jednak - wypadku przy pracy, niż czegoś stałego. Dobitnie pokazały to mistrzostwa świata i ostatnie miesiące pracy Adama Nawałki, który próbował mieszać w czymś, co nieźle funkcjonowało. Z drugiej strony zaś, nie dokonał żadnych korekt w przygotowaniach, a monotonia i rutyna w żadnej sferze życia, prywatnego czy zawodowego, nie są dobre.

Trudniejsze początki Brzęczka

Zauważmy, że Brzęczek startował z innego poziomu niż niemal wszyscy pozostali selekcjonerzy. Liga Narodów sprawiła, że były opiekun Wisły Płock od razu musiał rozgrywać mecze o stawkę z bardzo silnymi rywalami i nie miał tak łagodnego wejścia w nowe buty jak Beenhakker, Fornalik, Nawałka czy Smuda, który przez kilka lat rozgrywał tylko mecze towarzyskie. Zresztą, Nawałka został wygwizdany w inauguracyjnym meczu ze Słowacją, a na pierwsze zwycięstwo czekał trzy mecze. Wtedy rywalem nie były jednak ani Portugalia, ani Włochy, ani nawet Austria, ale grająca w krajowym składzie - tak jak i reprezentacja Polski - Norwegia. Potem przydarzyło się kolejne efektowne zwycięstwo 1:0 z inną potęgą, Mołdawią.

Sześć sparingów (bilans 2-2-2) posłużyło Nawałce do wyselekcjonowania względnie stabilnej grupy, która dopiero od eliminacji Euro 2016 zaczęła regularnie wygrywać. Tyle samo spotkań do kwalifikacji Euro 2020 rozegra kadra Jerzego Brzęczka, z tą różnicą, że cztery z nich o punkty. Kiedy miał sprawdzać, testować i eksperymentować, jak nie teraz? W dwóch meczach towarzyskich z Irlandią i Czechami? Bądźmy poważni.

Wina trenera? Też, ale spójrzmy na piłkarzy

No właśnie. Brak powołania na pierwsze zgrupowanie Kamila Grosickiego wywołał oburzenie wśród części kibiców. Ten sam "Grosik" potrzebował jednak dwóch miesięcy, aby wrócić do... treningów, a kolejnych kilku tygodni, aby zacząć wreszcie grać w klubie. W międzyczasie zaliczył następny nieudany transfer, a nawet dwa jednego dnia i poskarżył się na konieczność biegania oraz obniżkę pensji po spadku jego drużyny do niższej klasy rozgrywkowej. Mimo problemów Grosicki należał do najlepszych zawodników starć z Portugalią i z Włochami, ale w obu wchodził na podmęczonego rywala, bo na więcej minut nie był przygotowany.

Kamik Glik jest bez formy, co odbija się na postawie AS Monaco i reprezentacji Polski. W spotkaniu z Portugalią wyglądał przy młodszym o blisko 10 lat rezerwowym Southampton Bednarku jak zwykły przeciętniak z podwórka. Grzegorz Krychowiak szybciej porusza się między butikami niż po murawie, chociaż w Lokomotiwie jest wychwalany pod niebiosa. Nawet Lewandowski stracił gdzieś swoją skuteczność, co po części wynika z ustawienia, a po części ze słabszej dyspozycji.

Wymieniać dalej? Linetty w klubie i w reprezentacji to dwie zupełnie inne osoby, Kurzawa nie gra albo gra mało w słabym Amiens, Jędrzejczyk symuluje umiejętności gry na lewej stronie obrony, Błaszczykowski nie gra, Bereszyński potrafi się wyłączyć na kilka minut i miewa zaćmienia, które kosztują utratę goli, Zieliński umie zagrać genialnie, by za chwilę oddać piłkę rywalowi. I tak dalej.

Zaraz pewnie padnie pytanie: to po co ich powoływać? A no... z biedy, posuchy i szkoleniowego marazmu. Lepszych po prostu aktualnie nie mamy.

Trenerowi można zarzucać jedynie, że nie korzysta z tych, którzy są w rytmie meczowym i prezentują się najlepiej. Gdyby tak było, to pierwsza linia powinna by wyglądać tak: Kądzior, Piątek i Frankowski (a wtedy kibice mieliby pretensje o brak Lewandowskiego). Skrzydłowi z tego tercetu w ogóle nie pojawili się na murawie w ostatnich meczach, a napastnik Genoi zagrał tylko z Portugalią i strzelił gola. Z Włochami nie wszedł prawdopodobnie tylko dlatego, że Reca, kolejny z tych, którzy mają kłopot ze zmieszczeniem się na ławce przeciętnej Atalanty, narzekał na skurcze.

Brzęczek wycofa się z systemu 4-3-1-2

Po porażce z Italią Jerzy Brzęczek przyznał się do błędu i podkreślił, że nie zamierza na razie stawiać na system 4-3-1-2. I to jest najlepsze, co można było usłyszeć po tych czterech spotkaniach.

Bodaj żadna reprezentacja na świecie nie gra dwoma systemami. Jasne, zdarzają się korekty w trakcie meczów w zależności od wyniku, ale wyjściowe ustawienie zwykle jest podobne. Na zmianach przejechał się m.in. Adam Nawałka, który przed mundialem rozstroił całą machinę stawiając na grę z trójką obrońców, a na turnieju powrócił do standardowego systemu z czwórką z tyłu. Dobrze, że nowy selekcjoner tak szybko z tego zrezygnował.

Takie zagrywki są realne tylko w piłce klubowej, gdzie trenerzy pracują z piłkarzami na co dzień, a i tu nie są one zbyt powszechne. Reprezentacja Polski nie jest i nigdy nie będzie Juventusem, który z powodzeniem gra w trzech różnych systemach, zwykle z innymi wykonawcami i wszystko hula.

Brzęczek do dymisji?

Mam wrażenie, że pierwsze głosy domagające się dymisji Brzęczka pojawiły się w dniu jego nominacji na to stanowisko. Bo niedoświadczony, bo za młody, bo za mało osiągnął, bo wujek Błaszczykowskiego, bo coś tam. Chciano natychmiastowych zwycięstw, bez względu na to, z kim przyjdzie nam się mierzyć. Tak to nie działa.

Poczekałby więc z tak kategorycznymi osądami do meczów eliminacyjnych. Zwolnienie trenera to droga na skróty, a przyjście nowego wiąże się z kolejnymi zmianami, innymi pomysłami, zamieszaniem. Słaba forma poszczególnych graczy nie znika na kilkudniowym zgrupowaniu kadry, ale w trakcie ciężkiej pracy w klubie.

Apeluję o wylanie kubła zimnej wody na rozgrzane głowy i poczekanie na to, co się stanie. Tylko spokój może nas uratować.

TO TAKŻE MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ:

Krzysztof Sobczak