Ekstraklasa: Korona nie wykorzystała gry w przewadze, remis we Wrocławiu

Krzysztof Sobczak
16.12.2018 17:30
Śląsk - Korona
fot. PAP

W meczu 19. kolejki Lotto Ekstraklasy walczący o utrzymanie Śląsk Wrocław zremisował na własnym stadionie z Koroną Kielce 1:1. Gospodarze przez blisko 40 minut grali w osłabieniu po czerwonej kartce dla Djordje Cotry.

Chcesz być na bieżąco? Śledź Radio ZET - SPORT na Facebooku

Lepiej spotkanie rozpoczęli goście, którzy jako pierwsi zagrozili bramce rywali. Najpierw z dystansu strzelił Marcin Cebula, a kilka chwil później z pola karnego spudłował włoski Elia Soriano.

Wrocławianie odpowiedzieli stałym fragmentem gry, po którym byli bliscy zdobycia gola. Po dośrodkowaniu Matthias Hamrol tak piąstkował, że piłka trafiła pod nogi Łotysza Igorsa Tarasovsa, który zdecydował się od razu na uderzenie i pomylił się o centymetry.

Zobacz także

Od tego momentu obraz spotkania się zmienił. Gra się wyrównała i toczyła głównie w środkowej strefie. Sytuacji bramkowych było niewiele, ale za to nie brakowało walki i ostrych starć. Z czasem zaczęła zarysowywać się przewaga gospodarzy, którzy po przejęciu piłki potrafili szybciej wymienić kilka podań i przedostać się w pole karne przyjezdnych.

Po jednej z takich szybkich akcji Arkadiusz Piech zagrał na lewe skrzydło do Roberta Picha. Słowak odważnie wbiegł w pole karne i mocnym strzałem z lewej nogi pod poprzeczkę nie dał szans bramkarzowi gości.

Gol sprawił, że kolejny raz sytuacja na boisku się zmieniła. Korona zaczęła grać agresywniej i gra przesunęła się bliżej pola karnego miejscowych. Kilka razy w polu karnym wrocławian zrobiło się gorąco, ale to oni zdobyli drugiego gola.

Po stałym fragmencie gry do siatki z bliska trafił Piech. Korona ustawiła już piłkę na środku boiska, ale sędzia wstrzymał wznowienie gry i pokazał, że nasłuchuje arbitrów odpowiadających za weryfikację wideo. Przerwa trwała dosyć długo i w końcu Paweł Raczkowski nie uznał gola, odgwizdując pozycję spaloną jednego z graczy Śląska.

Korona rzuciła się do ataku i jeszcze przed przerwą mogła doprowadzić do remisu. Po dośrodkowaniu z lewej strony głową strzelił Soriano, ale Jakuba Słowika uratowała poprzeczka.

Śląsk - Korona. Czerwona kartka Cotry

Druga połowa rozpoczęła się od czerwonej kartki, którą ukarany został Cotra. Początkowo obrońca Śląska ujrzał żółtą kartką za atak łokciem na Mateja Pucko, ale po analizie VAR arbiter zmienił decyzję i usunął zawodnika gospodarzy z boiska.

Od tego momentu zarysowała się przewaga Korony, ale na boisku było więcej walki, fauli i przerw w grze niż sytuacji bramkowych. Kielczanie naciskali i już po 10 minutach gry w przewadze doprowadzili do remisu. Po rzucie wolnym w polu karnym Śląska piłka trafiła do Michaela Gardawskiego, który z bliska trafił do siatki.

Gol niewiele zmienił – Korona w przewadze nadal nacierała, a gospodarze odgryzali się kontratakami i stałymi fragmentami. Przyjezdni nie mieli jednak pomysłu na sforsowania dobrze dysponowanej defensywy Śląska. Poza strzałem Jakuba Żubrowskiego nie zmusili Słowika do wysiłku.

W doliczonym czasie gry zwycięskiego gola mógł za to zdobyć Śląsk. W zamieszaniu w polu karnym piłka odbiła się od Michała Chrapka i kiedy wydawało się, że wpadnie do siatki trafiła w poprzeczkę. To był ostatni ciekawy akcent w niedzielnym meczu, w którym gospodarzy poprowadził po raz pierwszy Paweł Barylski. Do końca rundy ten szkoleniowiec zastąpił zwolnionego Tadeusza Pawłowskiego.

Śląsk Wrocław - Korona Kielce 1:1

Bramki: Robert Pich (27.) - Michael Gardawski (64.)

RadioZET.pl/PAP/KS