Zamknij

Dumanowski i Guziak: "Milik pasuje do każdej ligi i każdego zespołu" [WYWIAD]

30.06.2020 21:51
Piotr Dumanowski i Dominik Guziak
fot. Materiały prasowe

– Krzysztof Piątek może nie był tak dobry, jak my go ocenialiśmy, ale też nie był tak słaby, jak pisano o nim podczas pobytu w Mediolanie – mówi Piotr Dumanowski. – Moim zdaniem Arkadiusz Milik do ligi angielskiej by pasował, ale to oznacza, że pasuje do każdego zespołu z każdej ligi – ocenia Dominik Guziak. Dziennikarze Eleven Sports wydali właśnie książkę "W krainie piłkarskich bogów. O Polakach w Serie A".

  • Chcąc zaistnieć w Italii, musisz przyswoić ich mentalność - to jedna z recept na sukces w Serie A. Z drugiej strony, włoski piłkarz za granicą to kolorowy ptak, papuga zamknięta w klatce, z małymi wyjątkami.
  • Krzysztof Piątek: co poszło nie tak w Mediolanie, dlaczego od początku nie dostał numeru '9', czy wróci do Włoch i zagra w Fiorentinie?
  • Arkadiusz Milik: Napoli chce go sprzedać, ale nie do Juventusu. Te drużyny nie pałają do siebie miłością i wzmacnianie głównego rywala, do tego z Północy, nie leży w interesie ekipy spod Wezuwiusza.
  • Jerzy Brzęczek być może nie wiem, na jakiej pozycji w Sampdorii gra Karol Linetty i nie wie, jakie ta pozycja przyniosłaby korzyści w reprezentacji Polski.

Spotkaliśmy się na dwa dni przed oficjalną premierą książki (1 lipca), na jednym z warszawskich placów, który kilka godzin później najbardziej ucierpiał wskutek wywołanych przez Rafała Trzaskowskiego (a jakże) ulew nad Warszawą. Dominik, w nieco włoskim stylu, postanowił zwiedzić przy okazji część miasta i pojechał w inne miejsce. Z opóźnieniem, ale dotarł (na pewno zorientujecie się, w którym momencie), niemniej początkowo honory czynił osamotniony Piotr.

Premiera książki "W krainie piłkarskich bogów. O Polakach w Serie A" była jednak pretekstem do spotkania. W rozmowie poruszyliśmy wiele tematów, o których panowie piszą, ale nie mogło zabraknąć spraw bieżących: czy Arkadiusz Milik trafi do Juventusu, czy Krzysztof Piątek wróci do Włoch, czy Karol Linetty znajdzie miejsce w kadrze, czy Sebastian Walukiewicz wkrótce będzie stanowił trzon kadry u boku Jana Bednarka i którzy z polskich piłkarzy najwięcej znaczą dla swoich zespołów. Zapraszam do lektury.

***

Krzysztof Sobczak: To nie jest tylko opowieść o piłce nożnej, może nawet przede wszystkim nie jest o piłce, ale bardziej o Italii, Włochach, ich mentalności. W niektórych momentach to pewnego rodzaju przewodnik po kraju, po którym oprowadzają nas polscy piłkarze z Serie A.

Piotr Dumanowski: Trochę tak. Zależało nam na tym, żeby nie skupiać się na piłkarzach czy konkretnych meczach, bo to można znaleźć w Wikipedii, a ci, co śledzą Serie A i tak wiedzą, jak radzą sobie Polacy w tej lidze. Chcieliśmy oddać klimat kraju, który żyje futbolem.

W Polsce piłkarz jest zwykłym człowiekiem, nie stawia się go ponad społeczeństwem, wręcz jest częściej wyśmiewany, szczególnie w ekstraklasie – zarzuca mu się, że za dużo zarabia, a wyników nie ma, zawodzi w reprezentacji, za mało pieniędzy przeznacza na pomoc charytatywną.

Chcieliśmy też pokazać kraj, którego osią jest piłka nożna, bo dla Włochów futbol jest czymś, co wyznacza rytm dnia, przewija się w codziennych rozmowach, każdy rodzi się, żyje i umiera jako interista, milanistwa, juventini itd. Skupiliśmy się na ludziach, kibicach, bo według statystyk 3/4 Włochów mocno interesuje się piłką, a wszyscy sprawdzają wyniki. Próbowaliśmy oddać to, jak żyje się Polakom we Włoszech – jaka jest włoska mentalność, wady, zalety, sposób życia i jak w tym kraju odnajduje się piłkarz-obcokrajowiec.

Zagłębiając się w tę książkę dotarło do mnie, że w przypadku, gdyby tego sezonu nie dokończono z powodu pandemii koronawirusa, w Italii mógłby się zrodzić jakiś "przewrót marcowy".

PD.: No tak, bo dla Włochów piłka nożna jest niezwykle ważna. Obawy o to, że nie uda się dokończyć sezonu, wzrosły po tym, jak Francja zdecydowała się przerwać rozgrywki i przyznać tytuł mistrza kraju PSG. W Italii i w Hiszpanii sytuacja związana z pandemią była podobna, ale tak naprawdę nikomu nie mieściło się w głowie, by odebrać im piłkę.

Matteo Renzi, były premier i burmistrz Florencji, konieczność wznowienia rozgrywek próbował tłumaczyć względami ekonomicznymi. Wyznał, że "musimy przywrócić futbol, bo on generuje ogromne przychody dla kraju". Potem poważne dzienniki, takie jak "La Repubblica" czy "Corriere dello Sport", zaczęły to weryfikować i okazało się, że wcale tak nie jest. O ile turystyka generuje ok. 13 procent PKB, to piłka stanowi mniej więcej 0,2-1 procent. „Ważność” futbolu w Italii wcale nie polega na jej gospodarczym znaczeniu, ale społecznym.

Jest jedna statystyka, która naprawdę robi wrażenie. Ok. 20 procent wszystkich chłopców pomiędzy 6. a 16. rokiem życia gra w piłkę, i to w strukturach, czyli trenuje w klubach, gra w ligach weekendowych. Każdy w rodzinie ma syna, wnuka, który rozgrywa swoje spotkanie i gdyby zabrano im futbol amatorski, znacznie gorzej by to znieśli niż zakończenie sezonu Serie A.

Pamiętajmy także, że częścią piłkarskiego życia we Włoszech są skandale, procesy sądowe, niewyjaśnione lub niepodyktowane rzuty karne. Myślę, że gdyby tego sezonu nie dokończono, to te procesy ciągnęłyby się przez najbliższe 20 lat. Kibice w Italii nie zapominają kontrowersyjnych sytuacji czy po prostu błędów. W meczu Juventus - Inter z 1998 roku, sędzia Piero Ceccarini nie podyktował karnego za faul Iuliano na Ronaldo, a po chwili Juventus zdobył gola i sięgnął scudetto. Mimo że już dawno ten arbiter zakończył karierę, praktycznie przed każdymi kolejnymi derbami Włoch odpowiada na te same pytania i musi się tłumaczyć. Myślę, że tak byłoby w tym sezonie, bo chociaż by Lazio, które ma niewyobrażalną szansę na tytuł, pewnie jedną na 20-30 lat, sądziłoby się ze związkiem i z władzą. Benevento pewnie też, które w Serie B wykosiło konkurencję.

Wspomniałeś o kibicach. We Włoszech każdy interesuje się piłką, ale stadiony się nie zapełniają. To kwestia infrastruktury, tego, że są po prostu stare, może poza Turynem i Udine?

PD.: To jest złożona kwestia. Włosi wybudowali stadiony na mundial Italia '90 i... tym się zadowolili. Wtedy te obiekty robiły wrażenie, ale świat poszedł do przodu, a oni, z małymi wyjątkami, zostali z tym, co mieli trzy dekady temu.

Na pewno nie wygląda to tak imponująco, jak w Premier League czy w Bundeslidze, gdzie infrastruktura przyciąga, a ludzie po prostu wolą pójść na stadion niż spędzić dwie godziny przed telewizorem. Tam istnieje kultura kibicowania, a we Włoszech, choć można zaobserwować nieznaczną tendencję wzrostową, to ludzie zrobili się wygodni. Najlepiej oddają to wyniki oglądalności. Ostatni finał Coppa Italia Napoli - Juventus oglądało 11 milionów osób.

Poza tym Włosi są kombinatorami, to najbardziej spiracony kraj w aspekcie transmisji telewizyjnych. Według wyliczeń "CdS" - o czym też piszemy w książce - ok 5 mln Włochów z tych nielegalnych transmisji korzysta.

Dominik Guziak: Tak naprawdę chodzenie na stadiony to jest tradycja wywodząca się jeszcze z czasów, kiedy we Włoszech cała kolejna rozgrywana była w niedzielę o godz. 15. Wtedy to był rytuał. To, czy ktoś ogląda te mecze na streamach, czy przez sieć kablową, czy chodzi na stadion, to nie ma żadnego wpływu na zainteresowanie futbolem.

Dla klubów ma, bo jednak bez kibiców na stadionach, bez sprzedaży biletów, karnetów, finansowo tracą.

DG.: Tak, to na pewno, ale w tej sytuacji, jeśli będzie zielone światło dla kibiców, żeby mogli wrócić na trybuny to myślę, że powrót do stanu sprzed pandemii zajmie maksymalnie dwie kolejki.

PD.: Kiedy cała kolejka Serie B rozgrywana była w sobotę, Serie A w niedzielę, a o 18:30 był program "90º minuto” prowadzony przez zmarłego niedawno dziennikarza Paolo Valentiego, wtedy właśnie wszyscy najpierw szli na stadion, a 3,5 godziny później siadali przed telewizorem i oglądali skróty. Przez lata tak to funkcjonowało.

Piotr wspomniał o faulu Iuliano na Ronaldo, to przy okazji ostatniej kolejki - Drągowski faulował w polu karnym Caicedo w meczu Fiorentina - Lazio [sędzia podyktował jedenastkę - KS.]?

DG: Nie, absolutnie. Caicedo szukał faulu i włożył nogę między szprychy.

Ale jak to jest możliwe w erze VAR-u?

DG.: We Włoszech były już takie przypadki w tym sezonie, zaczynając praktycznie od 1. kolejki i Mertensa w meczu Fiorentina - Napoli. Niestety takie rzeczy się zdarzają. Niesmak będzie, jeśli Lazio jeszcze raz realnie włączy się do walki o scudetto, ale to też jest część piłkarstwa.

W Serie A mieliśmy wiele przypadków, kiedy VAR nie funkcjonował dobrze ze względów technologicznych, co np. w Niemczech jest nie do pomyślenia,. W Italii wielokrotnie zdarzało się, że sędzia podbiegający do monitora widział niebieską planszę i wielki napis "błąd" albo ktoś nie wiedział, jak odwinąć taśmę czy kasetę VHS, nie wiem, czego oni tam używają. Analiza VAR zabiera czasami 3-4 minuty. Inna sprawa, że kontrowersji niewynikających już z technologii w tym sezonie także było bardzo dużo.

I już są tematy do rozmów przy obiedzie.

DG.: Właśnie o to chodzi. Czy przy obiedzie, kolacji, czy w tych programach, w których potem analizują całą kolejkę. Oni potrafią się pokłócić w trakcie takiego programu, pokazują, kto jak kogo faulował. W mniejszych telewizjach, które nie mają prawa do prezentowania bramek i sytuacji spornych, po prostu trzech gości w studiu wstaje i inscenizuje całe zdarzenie - kładą się na sobie, faulują, to jest codzienność.

PD.: U nas istnieje instytucja pana Sławka, który analizuje sporne zdarzenia. To funkcjonuje, ale nie wzbudza emocji. We Włoszech takie sytuacje są analizowane w każdym programie, a kibice właśnie na tę część czekają najbardziej, bo to moment, w którym mogą się pokłócić, a oni to uwielbiają.

Ostatnio mieli takiego trzymiesięcznego bana na piłkę.

DG.: Tak, ale oni potrafią się pokłócić nawet kiedy nie ma meczów. Dla nich okno transferowe jest czymś jeszcze bardziej ekscytującym niż sezon. Te trzy ostatnie miesiące były dla nich takim mercato, bo czymś te programy trzeba było zapełnić. 80 procent tych plotek to były bajki.

Jak już jesteśmy przy transferach, mówimy o książce dotyczącej Polaków w Serie A, to płynnie przejdźmy do jednego z najgorętszych tematów ostatnich tygodni w Polsce: Milik w Juventusie - realne?

DG.: Coraz mniej wydaje się to prawdopodobne, bo Napoli ustaliło zaporową cenę za Polaka. Juventus zaczyna kręcić nosem, że to jednak nie jest piłkarz na pierwszą jedenastkę, a co najwyżej pierwszy wchodzący. 50 mln za takiego zawodnika to jednak za dużo. Ważne, żeby Maurizio Sarri był cały czas trenerem Juventusu, bo wtedy ta szansa jeszcze będzie się tliła, ale jest ona słabsza niż jeszcze 3-4 tygodnie temu.

PD.: I też pytanie, czy przyjdzie oferta z zagranicy. Nie oszukujmy się, Juventus nie jest klubem lubianym w Neapolu i de Laurentiis zapiera się jak może, by piłkarzy tam nie oddawać. Ostatnim był Fabio Quagliarella, bo za Higuaina Juventus wpłacił po prostu klauzulę odstępnego i wtedy właściciel nie miał już nic do gadania. Teraz też jest takie przeświadczenie, że Milika chcą sprzedać, ale za granicę, żeby nie wzmacniać konkurencji na rynku lokalnym.

Dwie legendy Juventusu przedłużyły umowy z klubem

Włosi często się zapierają i chcą sprzedać piłkarza wszędzie, tylko nie do Juventusu czy Napoli. Stawiają piłkarzom warunek, że mogą odejść, ale poza ligę. Dlatego myślę, że Milik będzie wypychany w kierunku Hiszpanii, pod warunkiem, że Atletico wyłoży takie pieniądze i awansuje do Ligi Mistrzów. Tam jest ciasno, a jeśli „Rojiblancos” nie dostaną się do Champions League, budżet spadnie z pół miliarda do 300 milionów euro. Wydanie 1/6 tej kwoty na Milika, solidnego napastnika, ale niegwarantującego 20-25 bramek w sezonie, byłoby mało realne. Ja bym się nie zdziwił, jakby po dobrej końcówce sezonu, a Milik już ją ma, bo to on wykonał decydującego karnego w finale Pucharu Włoch, dogadał się jeszcze z Napoli, tego nie można wykluczyć.

DG.: Akurat to nie jest ten przypadek, ale w Italii często stosuję się klauzulę: "cena na Włochy, cena na zagranicę", bo wzmacnianie lokalnych rywali, zwłaszcza na linii Północ – Południe, to jest coś, co się niezwykle rzadko zdarza, a jeżeli już to dochodzi do wielkich skandali. Dla klubów włoskich cena jest wyższa o 15-20 procent.

A kierunek angielski? Tottenham i Arsenal - poza tym, że mają klasowych napastników jak Harry Kane czy Pierre-Emerick Aubameyang - mogą mieć problemy z grą w pucharach, ale już Manchester United może się dostać do Ligi Mistrzów, a klasycznej dziewiątki nie ma, bo takową na pewno nie są Rashford czy Martial.

DG.: Milik jest wszechstronną dziewiątką: potrafi znaleźć się poza polem karnym, przyjąć piłkę tyłem do bramki, zagrać na boki, dobrze gra w powietrzu i uderza z rzutów wolnych, więc moim zdaniem do ligi angielskiej by pasował, ale to oznacza, że pasuje do każdego zespołu z każdej ligi. Nie jest takim "starym" typem napastnika, lisem pola karnego, tylko graczem, którego można trochę „poprzesuwać” na boisku i znaleźć mu kilka pozycji. Pewnie głównym czynnikiem będą finanse, a dla Anglików nie są one przeszkodą i jeśli tylko będą naprawdę chcieli Milika, pewnie po niego sięgną i nie będą liczyć każdego funta.

Gdyby nie pandemia, bodaj dziś [29.06] zaczynałaby się faza pucharowa Euro 2020. Turniej będzie jednak za rok i w takich okolicznościach zmiana klubu, pewnie na lepszy, wiąże się ze sporym ryzykiem. Pamiętamy przecież Grzegorza Krychowiaka, który po Euro 2016 zmienił Sevillę na PSG, nie grał i na moment stracił miejsce w kadrze. On jednak miał ten 2-letni bufor, by się odbudować, zmienić jeszcze raz klub, Milik tego czasu będzie miał znacznie mniej w przypadku niepowodzenia.

DG.: Zmiana otoczenia to jest zawsze ryzyko. Zwłaszcza w przypadku zmiany ligi - Milik grał w Niemczech i w Holandii, ale w Hiszpanii i Anglii nie, więc trzeba zakładać, że będzie potrzebował kilku miesięcy na aklimatyzację, przyzwyczajenie się do innych wymogów, rygorów, a przede wszystkim do innych obciążeń. Po dwóch bardzo ciężkich kontuzjach, w Napoli mógł liczyć na rotację, bo w ofensywie byli Mertens, Insigne, Llorente. W Manchesterze United ta rotacja też pewnie będzie, ale moim zdaniem obciążenia będą dużo większe.

Pisaliście o tej włoskiej mentalności i przypadku Ciro Immobile, który kompletnie przepadł w Borussii Dortmund, potem w Sevilli, a Serie A „zjada na śniadanie”. W drugą stronę te „niewypały” też niekiedy działają, bo Hiszpanie raczej nie podbijają Półwyspu Apenińskiego, nawet Gaizka Mendieta nie poradził sobie w Lazio, Niemcy akurat nieźle się sprawdzali, np. Klose czy Bierhoff, ale z Anglikami znów miałbym problem.

PD.: Liam Brady w Juventusie, ale to lata '70. Niemcy, szczególnie w latach '90, bardzo dobrze czuli się w Serie A. Rudi Voeller, Juergen Kohler, Andreas Brehme, Juergen Klinsmann, Lothar Matthaeus, Stefan Effenberg stanowili o sile zespołów, kiedy ta liga była najmocniejsza w Europie.

Wydaje mi się, że włoski piłkarz jadący za granicę wie, że nie będzie miał tego, co ma w Italii: nie będzie takiej swobody, luzu, papierosa w szatni, wina przed meczem.

Włosi mają przeświadczenie, że żyją w najpiękniejszym kraju na świecie, więc taki Ciro Immobile, który dojrzewał nad Adriatykiem, w barwach Pescary strzelał masę bramek, mieszkał w Turynie i jest typowym Włochem lubiącym się pobawić, przenosząc się do Zagłębia Ruhry musiał przeżyć szok kulturowy, ale też jeśli chodzi o podejście do życia. Mówił o tym Paweł Dawidowicz, że tam trenuje się na gwiazdek, je na gwiazdek i nie ma tego, co Włoch musi mieć: kontaktu z drugim człowiekiem, wyjść zespołowych. W Italii normalne jest to, że raz w tygodniu cała drużyna wychodzi na kolację, a potem nawet na lekkim kacu przychodzi się na trening, trener o tym wie, bo najczęściej pije z piłkarzami. Dlatego tak trudno Immobile było odnaleźć się w Niemczech.

Większą zagadką jest dla mnie to, że nie poradził sobie w Sevilli, bo jednak Andaluzji znacznie bliżej do Italii.

Przeszkodą jest też bariera językowa. Nawet jak się trafi do szatni na Południu, to wiele osób mówi w dialekcie, inni tylko po włosku, a w takich warunkach trudno się asymilować. W Sampdorii nasi zawodnicy mieli o to łatwiej, bo tam jest wielu obcokrajowców.

DG.: Co ciekawe, nawet ci Włosi, którzy poradzili sobie za granicą, np. Luca Toni, który dawał radę w Bayernie, to i tak zostawił po sobie bodaj dwa miliony niespłaconych podatków, więc nawet jak na boisku idzie dobrze, coś zawsze musi być nie tak.

Cristiano Ronaldo zaskoczył fryzurą. Tego kibice się nie spodziewali

Włoch wyjeżdżający do zagranicznej ligi to często kolorowy ptak, taka papuga zamknięta w klatce, albo mocna osobowość typu Gianfranco Zola lub Gianluca Vialli, którzy poradzili sobie na Wyspach. To są jednak wyjątki, dużo więcej z nich po prostu sobie nie radziło z różnych względów: językowych, kulturowych. Problematyczne było też podejście do pracy - Włosi bez względu na profesję zachowują się tak samo: idą do pracy na 10, ale zaczynają o 12, bo papieros, kawa, rozmowa są ważniejsze w tym momencie. Potem pracują godzinę i znowu przerwa.

PD.: Dlatego drugą nacją w Serie A są Argentyńczycy - patrząc na tytuły króla strzelców, liczbę scudetto itp.

DG.: To są często ludzie pochodzenia włoskiego. Nawet Messi, co jest udokumentowane, to nazwisko pochodzenia włoskiego. Mauro Camoranesi też był Argentyńczykiem grającym w Juventusie i kadrze Italii. Również Brazylijczycy, jak Thiago Motta, grali w reprezentacji Włoch. Trzeba po prostu działać i myśleć podobnie jak oni, żeby się u nich odnaleźć, a Polacy mam wrażenie mają umiejętność asymilacji w różnych kulturach. Nam to zajmuje bardzo mało czasu, bo mamy taką naturę karną – wyjeżdżamy i wiemy, że trzeba pracować, żeby się utrzymać. Potrafimy zakasać rękawy, nauczyć się języka itd..

PD.: Piłkarzom przechodzącym do Włoch polecamy naszą książkę, bo mogą się dowiedzieć, co ich czeka w tym kraju, w tej lidze i z czym będą musieli się mierzyć. Tam też piłkarze potrafią ciężko pracować i na treningach dają z siebie wszystko, a to co my odbieramy jako brak profesjonalizmu, czyli np. spędzanie ostatnich chwil przed zajęciami z papierosem czy na rozmowach z kolegami, tam oznacza po prostu luz. Włosi pozwalają sobie na dużo przed treningiem, ale już na nim harują. Zawodnik skupiony tylko na pracy, sukcesie, może czuć się tam dziwnie.

Podejrzewam, że Włoch wyjeżdżający do obcego kraju nie uczy się obcego języka, bo uważa, że jego jest najpiękniejszy.

DG.: Możliwe, ale jeszcze bardziej prawdopodobne jest to, że mu się po prostu nie chce. Pamiętamy konferencje prasowe Giovanniego Trapattoniego, który w Bayernie wściekły krzyczał na dziennikarzy po niemiecku, tylko to był taki niemiecki "Kali jeść, Kali pić". Myślę, że to jest najwyższy poziom nauki języka obcego przez włoskiego piłkarza czy trenera.

PD.: Jak włoscy trenerzy podbijali Premier League, to konferencje Conte czy Mazzariego były wyśmiewane, bo to był bardzo prosty angielski.

Jakiś czas temu w "La Gazzetta dello Sport" ukazał się wywiad z nauczycielką języka angielskiego Carlo Ancelottiego i Waltera Mazzariego. Ona jest Włoszką mieszkającą w Londynie. Opowiadała, jak Ancelotti przychodził na lekcję – z butelką wina, ravioli i urządzał biesiadę. Ujmował ją jego charakter, ale kompletnie zapominali, po co się spotkali.

Rozmowę zacząłem od tego, że świetnie się bawiłem czytając tę książkę, ale niektóre historie zawarte w tej książce są wręcz nieprawdopodobne. Nie chcę zbyt wiele zdradzać, ale delfin w basenie, prześmieszne perypetie Szczęsnego z Ramseyem i absolutny hit, majtki Manolasa.

DG.: To są właśnie te zabobony. Manolas jako Grek przyswoił włoską mentalność. Te majtki czy np. wypicie grappy przed meczem przez Dario Huebnera, pozwalały im lepiej czuć się na boisku.

Do tego jeszcze Radja Nainggolan, który nie szczędzi sobie używek.

DG.: To fakt, bo kiedy Luciano Spaletti w Romie zakazał mu biesiadowania, balowania, spożywania zbyt dużej ilości trunków i zamknął go w ośrodku treningowym na tydzień, to Belg był kompletnie innym piłkarzem. Nie był w stanie nawet w połowie wejść na ten poziom, który prezentował wtedy, kiedy balował.

PD.: To samo dotyczy Arturo Vidala, o którym w swojej biografii pisał Giorgio Chiellini. To są właśnie charaktery na ligę włoską. Możesz sobie pozwolić na wiele, jeżeli na boisku dajesz z siebie wszystko. Jeśli nawet imprezowałeś do piątej rano, a potem jak Vidal biegasz najwięcej ze wszystkich na treningu to ok, jesteś wariatem, masz monstrualny organizm i nikomu to nie przeszkadza. We Włoszech liczy się boisko.

O tym m.in. opowiadał nam Bartosz Salamon jak byliśmy w Ferrarze. Obok siedział i pił winko Sergio Floccari, a za dwa dni SPAL grało derby regionu z Bologną i nikt nie robił afery. Jeżeli on wyjdzie i dobrze zagra - Floccari jest legendą włoskiej piłki, taką mniejszego kalibru, ale jest znany wszędzie i ma status "bombera" - to kibic nigdy mu nie powie: "chłopie, co Ty robisz, za dwa dni masz derby".

Mam wrażenie, że kiedy piłkarze trafiają do Serie A, to wielu z nich tę "włoskość" przyjmuje. Nie widzę graczy, którzy stają się bardziej niemieccy, angielscy, może dotyczy do Hiszpanii, bo to podobnie „miły” styl życia: zdrowa kuchnia, lampka wina jeszcze nikogo nie zabiła, papieros relaksuje, a siedzenie w knajpach do północy nikomu nie przeszkadza. Najlepiej oddają to gesty piłkarzy – wszyscy znamy to, jak piłkarze składają palce i wymachują przed sobą, najczęściej w kierunku sędziego lub rywala. W innych krajach, kulturach, tego nie ma.

Zdarzają się jednak przypadki, takie jak Krzysztof Piątek, który otwarcie przyznał, że dla niego wyjście o 22 do restauracji było nie do zaakceptowania, bo on o tej porze kładzie się już spać.

DG. Ale to są wyjątki. Marco van Basten kiedyś mówił, że dla niego najmilsze są te momenty w tygodniu, kiedy może wyjść z żoną do restauracji i porozmawiać po holendersku. Wychodził o 19, a nie jak Włosi o 22 i w spokoju mógł spędzić czas ze swoją wybranką.

Jak już wywołaliście do tablicy Piątka, to może zatrzymajmy się przy nim. Co poszło nie tak w Milanie? Tłumaczenie, że to tylko przejęcie numeru '9' i jego klątwa jest dość mgliste i zbyt proste.

DG.: Może od tej '9' zaczniemy, bo to jest kolejny zabobon. W Milanie '9' jest uznawana za numer przeklęty, z którym w ostatniej dekadzie nikt sobie nie radził, żeby wspomnieć np. Fernando Torresa. I jak w to nie wierzyć?

PD.: ... czy Luisa Adriano strzelającego mnóstwo goli w barwach Szachtara Donieck. Z tych słabszych to może Lapadula, choć też to był wtedy król strzelców Serie B, czy zjeżdżający do bazy Matri.

DG.: Było to zastanawiające. Krzysztof Piątek dopiero potem dowiedział się, że to Gennaro Gattuso nie chciał dać Polakowi '9' właśnie ze względu na tę klątwę. Był w szoku. Oficjalnie mówiło się przecież, że na ten numer w Milanie trzeba sobie zasłużyć: „pograj trochę, strzel parę goli” itd. Tymczasem Piątek bez problemu dostałby tę '9', gdyby nie interwencja przesądnego Gattuso, który nie chciał zapeszać i nie chciał sprawić, by ten numer "zjadł" kolejnego napastnika, ale okazało się, że zjadł.

Pół roku później jednak dostał tę '9', czyli zasłużył.

PD.: Krzysiek pokazywał nam swoją skrzynkę na Instagramie, w której było tysiące wiadomości od kibiców Milanu, którzy pisali, by nie brał '9', bo to przeklęty numer. Zabobony we Włoszech są tak silne, że nam też trudno było w to uwierzyć.

Wracając do tego, co poszło nie tak. Myślę, że Krzysiek cały czas musiał funkcjonować w środowisku, w którym panuje chaos. Genoa jest klubem niepoukładanym, ale z niższej półki, Milan jest klubem z historycznie wysokiej półki, ale też niepoukładanym i trafił do Herthy, gdzie też jest zamieszanie i już w pierwszych trzech miesiącach miał trzech trenerów. On potrzebuje zaufania, spokojnej głowy, pracy i czasu, by pokazać swoje walory. Widać to było zaraz po transferze do Włoch, kiedy nie pojechał na mundial i od razu ruszył do nowego klubu, gdzie pod okiem Davide Ballardiniego trenował, grał w sparingach. Zaczął naukę języka, znalazł mieszkanie, nic nie zaprzątało mu głowy. Dopiero teraz, za Labbadii w Hercie, ma drugi taki okres w zagranicznej karierze. Piątek może nie był tak dobry, jak my go ocenialiśmy, ale też nie był tak słaby, jak pisano o nim podczas pobytu w Mediolanie.

DG.: Poza tym w Milanie, na początku pracy Marco Giampaolo, próbowano z niego zrobić dziewiątkę łamaną przez dziesiątkę. To jest taktycznie bardzo zaawansowany szkoleniowiec, maniak taktyki, ale przekombinował, zresztą podobnie jak z kilkoma innymi zawodnikami.

Zobacz także

Może uznał, że jak przed laty Kloppowi wyszło z "Lewym", to i z Piątkiem się uda. Lewandowski na początku swojej przygody w Borussii Dortmund częściej grał przecież jako rozgrywający ustawiony za plecami Lucasa Barriosa, a dopiero potem, przy kontuzji Paragwajczyka, wskoczył na szpicę i miejsca już nie oddał. Tu miało to zadziałać w drugą stronę.

DG.: Być może miał jakiś sznyt, pamiętał, że z kimś taki manerw mu się udał, ale nie w tym przypadku. W Hercie Labbadia spróbował tego samego i to już funkcjonuje. Może pomysł był dobry, tylko Piątek został przeładowany zadaniami taktycznymi. W Serie A piłkarze często na to narzekają. Zanim połapią się w taktyce, mija kilka tygodni, które nazywa się "zamrażarką" - musisz posiedzieć na ławce rezerwowych, wejść na kilka minut. Dotyczy to szczególnie obrońców, np. Paweł Jaroszyński, zanim zadebiutował w Chievo, pięć miesięcy musiał walczyć o swoje.

PD.: Podobnie Walukiewicz, ale inni, jak Martin Skrtel, który zrobił wielką karierę w Liverpoolu, nie poradził sobie. Po miesiącu odszedł z Atalanty. To samo przeżywa teraz Diego Godin. Jeden z najlepszych obrońców ostatnich lat ma problemy w grze z trójką środkowych defensorów.

U niego to też pewnie kwestia wieku. Całe życie grał w czwórce, był liderem w Atletico.

DG.: To jest zastanawiające, bo trójka obrońców to nie jest coś typowo włoskiego. W innych ligach takie ustawienie też występuje – jedni sobie z tym radzą, inni nie. Radzą sobie przede wszystkim ci, którzy przez 3-4 lata grają już w Serie A i kiedy przychodzi nowy trener, zmienia ustawieie, to nie ma żadnego problemu z przystosowaniem się do takiego sposobu gry. Tak jest np. w Torino za kadencji Mazzariego. Dwóch podstawowych środkowych obrońców nie narzeka, kiedy dostaną do pomocy trzeciego.

Pojawiają się w mediach spekulacje, że Krzysztof Piątek może wrócić do Włoch, tym razem do Fiorentiny. Jest coś na rzeczy?

DG.: Trudno powiedzieć, bo Fiorentina na razie ma taką dziewiątkę. Jest Vlahović, rozwojowy zawodnik o bardzo dobrych warunkach fizycznych, którego można sprzedać w perspektywie roku – dwóch lat za duże pieniądze. Oprócz tego ma jeszcze Cutrone, też młodego piłkarza, przyjdzie Kouame.

PD.: A może to jest właśnie ten plan Fiorentiny. Para Piątek - Kouame świetnie się rozumiała w Genoi.

DG.: Fiorentina na pewno nie byłaby złym wyborem, bo to jest klub o dużych planach, mający bogatego właściciela Rocco Commisso, który mówi o długofalowych planach, a nie chce mieć sukcesu natychmiast. To nie jest Hertha, gdzie daje się 100-150 mln na transfery i mówi: gramy o europejskie puchary. Commisso wie, że to musi potrwać, buduje ośrodek treningowy, inwestuje w młodych piłkarzy, poza Franckiem Ribery'm, który pełni tam rolę mentora i wzoru dla młodzieży. To jest poukładany projekt.

Mamy tam też trenera uznawanego za „strażaka”, Beppe Iachiniego, który naprawia po Montelli to, co się zepsuło. Za jego czasów gra wygląda dobrze i w tej chwili nikt nie mówi, żeby go zmienić. Pozbyto się we Florencji tego, co było jeszcze za czasów rodziny Della Valle, czyli nagłego wietrzenia szatni. Oni przez trzy lata z rzędu mieli 4. miejsce w lidze, w poprzedniej dekadzie, za Montelli i uznali, że to za mało i atakujemy mistrza, a 2.-3. miejsce do nasz cel. Nagle spadli do drugiej połówki tabeli, przekombinowali.

To samo może teraz spotkać Atalantę. Oni grają pięknie dla oka, ofensywnie, strzelają mnóstwo goli, ale tracą po 50 w sezonie. Tytuły zaś zdobywa się obroną, a nie atakiem. I to też już wiekowa drużyna.

PD.: Myślę, że Atalanta nie ma takich ambicji, żeby być mistrzem Włoch. Może w jakieś odległej perspektywie i śmiałych planach Antonio Percassiego, ale to jest zespół, który przede wszystkim chce bawić, cieszyć kibiców, to jest duma Bergamo.

Nie ma raczej obaw, że Atalanta cofnie się do tego, co było jeszcze kilka lat temu i z czym nam się kojarzyła, czyli z walką o utrzymanie albo maksymalnie o środek tabeli, z kilkoma ciekawymi piłkarzami z przodu. To już jest zbyt daleko posunięty i zbyt mądrze budowany projekt. Atalanta już teraz jest klubem, który poznała cała Europa - to, co nie udało się chociaż by Napoli. Pod wodzą Sarriego to była najładniej grająca drużyna na Starym Kontynencie, ale byli bohaterami własnego podwórka. Jak wysuwali głowę do Europy – fakt faktem mieli ciężkie losowania, bo trafili na Real w swoim najlepszym sezonie – to przepadali, Atalanta ma na razie w losowaniu więcej szczęścia, bo to i grupa, i Valencia. Potrafili to wykorzystać. Zobaczymy, jak będzie w ćwierćfinale.

To już jest drużyna doceniana, widać to po reakcji kibiców z całego świata; zespół, który chcesz oglądać, po wiesz, że oni stracą, ale też będą strzelać piękne bramki zza pola karnego, bo mają Ilicicia, Muriela, Papu Gomeza. Z drugiej strony wiesz też, że to wszystko w każdej chwili może się posypać i nawet jak prowadzą 3:0, za moment mogą remisować albo przegrywać, bo Pallomino się poślizgnie, Gosens czy Hateboer nie żdążą. To jest w tej chwili jeden z najbardziej elektryzujących zespołów w Europie.

Serie A: Gol i asysta Stępińskiego, błysk Recy w przegranym meczu z Napoli [WIDEO]

Rację masz, że to są piłkarze wiekowi, więc ten projekt może niedługo potrzebować zmian. Ta era wkrótce się skończy, gdyż Ilicić, Gomez, Muriel, nawet Zapata, choć ja twierdzę, że on najlepsze lata ma jeszcze przed sobą, zakończą kariery. Musimy jednak powiedzieć, że Atalanta znacząco poprawia swoje dochody. To jest jedyny obok Napoli klub we Włoszech, który ma bilanse na plus, czyli zarabia więcej niż wydaje. W Neapolu to jest mądre zarządzanie de Laurentiisa, który mówi, że mógłby się zadłużyć i w takich okolicznościach sięgnąć po scudetto oraz grać w półfinale LM, ale nie chce tego robić. Atalanta z kolei szuka piłkarzy tanich w dobrych akademiach w Ligue 2 (Sochaux), w Holandii, w Belgii, żeby ich oszlifować.

Najlepszym przykładem jest w ostatnim okresie Gosens. Wyciągnęli go za 3 mln euro z Heraclesa Almelo, teraz wart jest pewnie 30 mln i wiedząc, że on odejdzie, już znaleźli dla niego zmiennika – Czyborrę. Do tego jest jeszcze Reca, który może wrócić ze SPAL i to on może za kilka lat zostać sprzedany z wielkim zyskiem dla klubu. To jest moim zdaniem ta nadzieja, że to nie jest efemeryda.

DG.: Ten sposób zarządzania możemy zestawić z Parmą, która pojawiła się nagle w latach '90.

Awansowała do pucharów, grała o mistrzostwo, ale prowadziła odmienną politykę. Miała bogatego sponsora, firmę Parmalat, która oczywiście zbankrutowała na początku XXI wieku, a dziury łatano sprowadzając piłkarzy równie drogich jak ci, którzy odchodzili. Przyszli Thuram, Cannavaro, Buffon, spirala długów rosła, a puchary „odjechały” i nie było skąd ich spłacać. Atalanta miała długowalowy plan, rozłożono to na cztery lata, ale nagle przyszły puchary, przybyło pieniędzy i zamiast je wydać na gwiazdy, zainwestowano w akademię, stadion i ośrodek treningowy.

PD.: Atalanta wygrywa też rozgrywki Primavery i Giovanili (do lat 19), a zatem ma zaplecze w postaci młodych zdolnych piłkarzy, którzy często są sprzedawani. W tym sezonie Atalanta już zarobiła ok. 60-80 mln i to na kim: Kulusevskim, który nie zrobił nic dla tego klubu, bo był wypożyczony do Parmy (35 mln do Juventusu), Ibanezie, który poszedł do Romy za kilkanaście milionów i wchodzącym z ławki Musie Barrowie.

Młody piłkarz z Atalanty to już jest znaczek jakości i trzeba za niego sporo zapłacić; w przeciwieństwie do młodych piłkarzy z Polski, którzy są znacznie tańsi, a których tak samo można ogrywać w innych klubach, na wypożyczeniach i w drużynach młodzieżowych.

Zaczęliście już trochę ten temat. SPAL najpewniej pożegna się z Serie A, a tam mamy dwóch reprezentantów Polski. Co z Arkadiuszem Recą - czy wróci do Atalanty i czy ma tam szansę na grę i z Thiago Cionkiem, piłkarzem już doświadczonym zarówno na poziomie Serie A, jak i Serie B?

PD.: Cionek wyrobił sobie dobrą markę w Serie A, chociaż zaczynał przecież od występującej w niższej klasie rozgrywkowej Modeny, i powinien pozostać w elicie. Myślę, że sięgnie po niego któryś z beniaminków.

Nie wierzę, by on miał odchodzić z Włoch albo żeby miał wylądować w Serie B, bo co by się nie działo, on zawsze gra i to bez względu na to, czy z czwórką obrońców, czy z trójką. Był już środowym obrońcą, prawym, nawet na wahadle zdażyło mu się zagrać, co biorąc pod uwagę jego szybkość, a raczej jej brak, wydawało nam się niemożliwe. A kto wywalczył rzut karny w meczu Lazio - SPAL? Właśnie Cionek po takim dość dynamicznym wejściu w szesnastkę. Myślę więc, że on się w Serie A utrzyma, ale będzie to beniaminek, na pewno dolna połówka tabeli.

Jeśli chodzi o Recę to tutaj trudniej typować, przynajmniej jeśli chodzi o jego grę w Atalancie, bo to już są wysokie progi i klub, który za moment będzie rywalizował o półfinał Ligi Mistrzów. To jeszcze nie jest poziom byłego zawodnika Wisły Płock. Jest tam mała furtka, jeżeli odejdzie Gosens, a Polak zaimponuje na treningach, ale jak mam być szczery to nie sądzę.

Biorąc pod uwagę to, jak grał w pierwszej części sezonu czy nawet w ostatnim meczu z Napoli to myślę, że wiele klubów po niego chętnie sięgnie. Jest już postacią znaną, już były plotki przed przejściem do SPAL o Hellasie. Wydaje mi się, że w klubie ze środka tabeli powinien się znaleźć.

Atalanta dalej będzie w niego inwestować czy po prostu sprzeda?

DG.: Myślę, że raczej go wypożyczą z takim założeniem, by sprzedać po kolejnym, może po jeszcze następnym dobrym sezonie z większym zyskiem.

PD.: No tak, bo jeśli Reca zagra dobry sezon w drużynie ze środka tabeli, to będzie wart kilkanaście milionów euro. To jest może nie jakaś super intratna lokata dla Atalanty, ale na pewno za mniej niż go kupili nie sprzedadzą. Obecnie jest to kwota ok. 10 milionów, więc dla klubu z Bergamo to już jest sytuacja komfortowa. Nie sądzę, by Reca godził się na pozycję numer dwa na wahadle. Jeśli miałby być rezerwowym, to poszuka innego klubu.

Tym bardziej, że Euro dopiero za rok.

DG.: Tak. I też Jerzy Brzęczek na niego stawia, więc ograny piłkarz w Serie A będzie tylko zyskiem dla kadry.

We Włoszech wiele klubów posiada zawodników tylko po to, by ich wypożyczać. Np. w Interze jest Samuele Longo, który gra w sparingach "Nerazzurrich" tylko po to, by pokazać, że jest zdrowy i natychmiast jest oddawany na pół roku lub rok. Facet ma 28 lat, a był już w 12 klubach, we wszystkich na wypożyczeniu.

Trochę jak Tomek Kupisz, co pół roku czy rok nowy klub.

PD.: To akurat specyfika Serie B. Tam się podpisuje kontrkaty tylko na rok, bo 15 klubów martwi się, że spadnie, a reszta walczy o awans.

Co jest nie tak z Karolem Linettym? W Sampdorii jest pierwszym wyborem, często gra z opaską kapitana, a w kadrze nie istnieje.

DG.: Sami tak do końca tego nie rozumiemy.

PD.: Ja bym zaczął od tego, o czym pisał Dominik w naszej książce, czyli od słownika piłkarskiego we Włoszech: od liczby pozycji. Być może w polskiej myśli szkoleniowej nie ma pozycji, na której można by Karola Linettego wykorzystać.

DG.: A może Jerzy Brzęczek nie wie, na jakiej pozycji w klubie gra Karol Linetty i co ta pozycja by przyniosła w reprezentacji Polski.

PD.: Trudno przeformatowywać cały zespół pod jednego piłkarza.

Ale to nie tylko Brzęczek, bo wcześniej Nawałka też nie wiedział, co z nim zrobić.

DG.: Nawałka go powoływał, ale nie wykorzystywał na turniejach, a w eliminacjach rzadko, natomiast Brzęczek już kompletnie z niego zrezygnował. Poszliśmy jeszcze krok dalej.

PD.: Zieliński też nie gra na takiej pozycji jak w Napoli, ale to większy talent i jemu szuka się miejsca na boisku. W reprezentacji była próba zagrania tak jak Sampdoria, w Lidze Narodów, jednak wtedy na boisku mieliśmy Szymańskiego i Góralskiego, piłkarzy niefunkcjonalnych. W ustawieniu z trequartistą potrzeba piłkarzy, którzy dużo biegają, mają łatwość operowania piłką, a to mają Zieliński czy Linetty.

Myślę, że były pomocnik Lecha będzie piłkarzem niespełnionym w kadrze, a spełnionym za granicą, bo w Sampdorii był w jedenastce dekady, dostał opaskę kapitańską, a to świadczy o jego pozycji z klubie. Jego zespół ma w tej chwili słabszy okres, ale to nadal średniak mocnej europejskiej ligi. Jakby chciał odejść, to tylko do lepszego klubu typu Fiorentina, Torino (też słabszy sezon), a nie do beniaminka czy drużyny, która szura po dnie. On ma już taką markę, że jeszcze spokojnie przez 5-8 lat może grać na dobrym poziomie w Serie A, a w kadrze będzie jak Krzysztof Warzycha.

DG.: Warzysze też szukano złych pozycji, a Linettemu już się w ogóle nie szuka. Być może jest to świetny piłkarz, ale tylko w tym jednym miejscu na boisku.

Ale w kadrze w tym miejscu na boisku, czy podobnym, u boku Krychowiaka, gra Klich, który w Leeds też ustawiany jest zupełnie inaczej. On - w moim odczuciu - jest rozgrywającym, naturalnym zmiennikiem Zielińskiego, a nie facetem od czarnej roboty w środku pola, "szóstką" czy nawet "ósemką".

PD.: I też nie przekonuje. Mam wrażenie, że jest pierwszym piłkarzem do odstrzału, jeżeli będzie lepsza alternatywa, a tą jest pewnie Bielik. Nie wróżę Klichowi pierwszego składu na Euro 2020.

DG.: Linetty to rocznik '95, więc myślę, że jeszcze przyjdzie czas dla Karola.

PD.: On jest pięć lat młodszy od Krychowiaka, a rywalizowanie z nim, piłkarzem, który dla tej kadry znaczy "wszystko", w jakiej formie by nie był, nie jest łatwe.

DG.: Zmienią się czasy, zmieni się selekcjoner, część naszych piłkarzy zakończy kariery i znajdzie się miejsce dla Karola Linettego, jesteśmy tego pewnie. Przyjdą przynajmniej 2-3 lata, cykl eliminacje plus turniej, w którym Karol nie tylko będzie w kadrze, ale zagra.

Linetty nie planuje zmiany otoczenia? Sampdoria walczy o utrzymanie, więc ryzyko spadku istnieje.

DG.: Jeżeli Sampdoria spadnie, to na pewno odejdzie, w innym przypadku raczej nie, ale nie wydaje mi się, żeby akurat ta drużyna pożegnała się z Serie A, bo Claudio Ranieri jest zbyt doświadczonym trenerem, kadra też jest zbyt mocna, żeby nagle spaść. Zdarzyło się coś takiego 10 lat temu, kiedy Sampdoria awansowała do eliminacji Ligi Mistrzów, potem Ligi Europy, i spadła w tym samym sezonie do Serie B. Odeszło kilku ważnym piłkarzy, z Pazzinim i Cassano na czele, i to się posypało.

PD.: Za tydzień będziemy wiedzieć więcej, bo grają z Lecce i ze SPAL. Jeżeli tu nie będzie czterech punktów, to myślę, że Sampdoria jest poważnym kandydatem do spadku.

Chciałem Was jeszcze zapytać o Sebastiana Walukiewicza, bo to może być taki przypadek jak Kamila Glika.

PD.: Glik był starszy jak trafił do Serie A, a Walukiewicz zadebiutował w wieku 19 lat. W tym sezonie młodszym obrońcą, który gra regularnie, jest Kumbulla z Hellasu, a ostatnio w Cagliari zagrał i zebrał dobre recenzje 18-letni Andrea Carboni.

Walukiewicz z ostatnich 11 spotkań wystąpił w sześciu, do tego dorzucił dwa mecze w Coppa Italia, więc możemy mówić o zawodniku, który gra regularnie i klub chce na niego stawiać. To sytuacja, której w ostatnich latach nie mieliśmy, bo w jego wieku Bednarek był w Górniku Łęczna, a Kamil Glik w Castilli Realu Madryt. To pokazuje, że mamy do czynienia z bardzo dużym talentem i chłopakiem o fajnym charakterze. Łukasz Wiśniowski opowiadał o sparingu kadry z młodą Legią przed Euro 2016. Walukiewicz był wtedy w stołecznej drużynie, nie odpuszczał i fizycznie próbował wchodzić odważnie.

Tak jak Zieliński jest nietypowym polskim pomocnikiem, tak Walukiewicz jest nietypowym polskim obrońcą, który dobrze się czuje z piłką przy nodze. W ostatnim meczu miał chyba najwięcej dryblingów i 3-4 świetne przerzuty. To coś, czego za zwyczaj nie widziemy w naszej kadrze.

Walukiewicz jeszcze dwa sezony powinien pograć w Cagliari i przenieść się do większego włoskiego klubu. Myślę, że dla niego "sky is the limit".

Nawet w tym debiucie z Juventusem, Cagliari dostało lanie 4:0, ale Walukiewiczowi trudno było tam coś zarzucić.

DG.: Tam Klavan wrzucił go na konia, za lekko podał i padła bramka. Są sytuacje, w których brakuje mu doświadczenia, jak chociażby z Interem, kiedy dał się przepchnąć Lautaro Martinezowi, ale to jest kwestia czasu i doświadczenia. Teraz ma 20 lat, a rozwijając się w takim tempie za kilka lat może trafić do klubu pierwszej piątki Serie A.

Walukiewicz i Bednarek to może być taka para na lata w kadrze. Obrońca Southampton też wciąż jest młody, a już doświadczony, ograny w Premier League i jego też stać na duży transfer.

On ma duże zaufanie od Ralpha Hasenhuettla i jest najregularniej grającym obrońcą "Świętych" w tym sezonie.

Jakbyście mieli sporządzić ranking Polaków, którzy najwięcej znaczą dla swoich zespołów we Włoszech, jak by wyglądała pierwsza trójka?

PD.: W pierwszej kolejności na pewno Szczęsny i Zieliński.

DG.: Ja bym paradoksalnie dał Cionka.

PD.: Skorupski, Drągowski. Ja bym to ujął tak - z pewnością wszyscy bramkarze.

DG.: Szczęsny jest postacią bardzo szanowaną w Turynie, niewiele osób docenia fakt, że on broni w jednym z pięciu największych klubów świata, jest następcą Buffona, zresztą namaszczonym przez niego. Kiedyś emocjonowaliśmy się występami Jerzego Dudka czy nawet Artura Boruca w Celtiku, a teraz mamy Szczęsnego w topowej drużynie globu. Jak przypomnę sobie występy Szczęsnego z Ajaxem czy z Valencią w Lidze Mistrzów, to przecież on bronił tam nieprawdopodobnie.

PD.: To samo dotyczy Drągowskiego. Był już na totalnym aucie, bo chciano postawić na Lafonta, praktycznie dostał już wilczy bilet i poszedł do Empoli, żeby tylko grać. Wrócił i robi furorę w Fiorentinie. Skorupski jest trochę niedeoceniany w Polsce, bo występuje w klubie ze środka tabeli niebudzącym żadnych emocji, a czyste konto zachowuje raz na kilka miesięcy, bo ma słabych obrońców przed sobą, ale on tam jest ogromnie szanowany.

Także bramkarze. Do tego Zieliński, który w tym momencie jest liderem linii pomocy Napoli i może jednak Cionek.

DG.: Ja bym dał Cionka. Wiem, że to jest tylko SPAL, klub, który walczy o utrzymanie, ale to jest moim zdaniem najsolidniejszy punkt w obronie tego zespołu. Zawodnik, który w poprzednim sezonie miał więcej asyst niż Piotr Zieliński, co jest niesamowitą statystyką. Patrząc na to, ile procentowo znaczy dla zespołu, mógłby się tutaj znaleźć.

To jest ciekawe, bo w Polsce jest to właściwie pierwszy obiekt do szydery.

PD.: Ogólnie powiedziałbym jeszcze o Linettym, bo gra, nawet od czasu do czasu, obcokrajowca z opaską kapitana we włoskim klubie to już jest coś wyjątkowego. Jest postacią dość introwertyczną, zamkniętą, nie wiem, jaki jest w szatni, bo tam nie mamy dostępu, ale jest chłopakiem poukładanym i tym, co prezentuje na boisku zyskał sobie ogromny szacunek. Już sam fakt, że ktoś taki jak Ranieri daje mu opaskę kapitana dobrze o nim świadczy.

Posłuchaj podcastu

Rozmawiał Krzysztof Sobczak