Słuchaj
Mateusz Ptaszyński, Marcin Sońta
Aga Kołodziejska
Damian Michałowski, Ewelina Pacyna
Marcin Łukasik
Justyna Dżbik
Redakcja Radia ZET
Sprawdź co graliśmy

Teraz gramy

Adam Nawałka i Jerzy Brzęczek fot. Andrzej Iwanczuk/REPORTER / Rafal Oleksiewicz/REPORTER / EastNews

Reprezentacja Polski wraca tam, skąd przyszła. Podsumowanie 2018 roku [KOMENTARZ]

21.11.2018

Trzynaście meczów, tylko trzy zwycięstwa, dwóch selekcjonerów i spadek o 14 pozycji w rankingu FIFA [7. miejsce w styczniu, 21. w październiku - przyp. KS.] - tak w liczbach wyglądał ten rok w wykonaniu reprezentacji Polski. Statystyki jednak nie w pełni oddają to, co działo się w tej drużynie.

Chcesz być na bieżąco? Śledź Radio ZET - SPORT na Facebooku

- To był zły rok - ocenił prezes Polskiego Związku Piłki Nożnej Zbigniew Boniek. A co, jeśli to nie ten rok był zły, tylko lata 2014-2016 za bardzo nas rozpieściły? Może to wtedy graliśmy ponad stan, a ranking FIFA oszukiwał nas, że już należymy do światowej czołówki? Może ta grupa ludzi swoje maksimum osiągnęła na Euro 2016, a potem - z jednej strony popadła w samozachwyt, z drugiej uznała, że skoro teraz się nie udało, to już się nigdy nie uda?

Od razu odpowiem na te pytania: i tak, i nie, bo w piłce oczywiście można przegrywać mecze, ale nie powinno się tego robić w takim stylu, jak z Senegalem. Ba, w futbolu przydarzają się nawet wstydliwe zwycięstwa, jak to z Japonią, kiedy w końcówce obie drużyny jedyną grę, jaką prowadziły, to w durnia z kibicami.

Krajobraz przed (i w trakcie) burzą

Ten rok, dość naturalnie, można podzielić na dwa okresy: sprzed i po mundialu. W pierwszym półroczu chuchaliśmy i dmuchaliśmy na reprezentację, tłumaczyliśmy, że nieudane mecze towarzyskie i testy przed główną imprezą nie mogą wyglądać za dobrze, pompowaliśmy balon, który... pękł w Rosji z taką siłą, że "ściął głowę" Adamowi Nawałce.

Swoją drogą, te sprawdziany przed mistrzostwami świata były całkiem miarodajne. Biało-czerwoni wygrali z Koreą Południową, a potem ograli inną azjatycką ekipę, Japonię; przegrali z Nigerią, by na mundialu ulec innej afrykańskiej reprezentacji, Senegalowi; tylko mecz z Chile wypadł średnio wiarygodnie, bo remis 2:2 nijak nie przełożył się na rezultat starcia z Kolumbią. Bęcki 3:0 i można się pakować, tak to wyglądało.

Nie chcę wracać do raportu Adama Nawałki, bo wszyscy wiemy, jak było. Były selekcjoner chyba za bardzo wziął sobie do serca słowa trenera reprezentacji Danii Age Hareide, który ocenił, że Polska jest jednowymiarowa i łatwa do odczytania. Selekcjoner zaczął więc mieszać, sprawdzać, kombinować - nie tylko w ustawieniu, ale także w metodach i jednostkach treningowych oraz w personaliach, także ze względu na kontuzję Kamila Glika. To z kolei obróciło się przeciwko niemu i rozstroiło nieźle funkcjonujący kolektyw.

Krajobraz po burzy

Jerzy Brzęczek przejął kadrę rozczarowaną, która straciła zaufanie kibiców, a która od razu musiała rozgrywać mecze o punkty Ligi Narodów z bardzo mocnymi rywalami: mistrzem Europy Portugalią oraz podrażnioną brakiem awansu na mundialu, odmłodzoną i głodną rehabilitacji Italią. Prowadzona przez niego drużyna rozegrała sześć spotkań [cztery w LN i dwa towarzyskie - przyp. KS.], ani jednego nie wygrała, a najlepiej zaprezentowała się w pierwszym i ostatnim meczu - obu wyjazdowych, w Bolonii i Guimaraes. Oba zakończyły się remisami 1:1.

Nie mam pretensji do Brzęczka o próby eksperymentowania. Gdyby tego nie robił, naraziłby się na opinie, że nie ma żadnego oryginalnego pomysłu na poskładanie tej drużyny. Nie bał się, zaryzykował i teraz jest krytykowany za to, że próbował coś zrobić, nauczyć piłkarzy systemu, w którym nie potrafią się poruszać. W końcu jednak przyznał się do błędu, co także jest sztuką, nie każdy jest do tego skłonny i wycofał się ze swojego pierwotnego planu.

Nie mam do niego pretensji o personalia, chociaż nie wszystkie rozumiem. Nominalni lewi obrońcy przyjeżdżają na kadrę jak na wycieczkę, a gdy przychodzi do ustalania składu, na tamtej stronie gra prawonożny Jędrzejczyk lub Bereszyński. Bednarek ma więcej meczów w kadrze niż w klubie, Błaszczykowski w ogóle nie mieści się na ławce rezerwowych Wolfsburga, nie ma żadnego pomysłu na wykorzystanie w tej drużynie Krzysztofa Piątka. To jednak wybory trenera i to on musi się z nich tłumaczyć.

Jeśli mam jakieś pretensje do Brzęczka, to o ten ostatni mecz z Portugalią. Wiem, że wynik nas satysfakcjonował, ale przy grze w przewadze jednego zawodnika, remisie i szansach na ogranie mistrzów Europy na ich terenie wprowadzanie defensywnych zawodników kosztem ofensywnych (Góralski za Klicha, Szymański za Zielińskiego) jest dla mnie, sorry, kwintesencją braku ambicji. Uratowaliśmy pierwszy koszyk w losowaniu grup eliminacyjnych Euro 2020, ale możemy trafić m.in. na Niemców. Wtedy rechot w kraju będzie tak głośny, że usłyszą go w Portugalii.

Liga Narodów i sparingi były dla Jerzego Brzęczka poligonem doświadczalnym, miejscem, gdzie może eksperymentować i sprawdzać. W marcu ruszą eliminacje i to wtedy jego kadra ma prezentować się już tak, jak wszyscy byśmy chcieli. Trener przekonuje, że zobaczymy inną drużynę, inaczej i lepiej grającą, ale na razie możemy mu tylko wierzyć na słowo, a po tym co zobaczyliśmy, trudno o optymizm.

Pamiętam jednak, że Adam Nawałka zaczynał podobnie: słabe mecze towarzyskie, znakomite eliminacje i turniej Euro 2016. Zaczynał z ósmej dziesiątki rankingu FIFA, skończył w pierwszej piątce. Brzęczkowi życzę tego samego.

Krzysztof Sobczak