Zamknij

Wielkie pieniądze, ambicje, ale i krwawe interwencje. Kto przejął Newcastle?

22.10.2021 18:36
Newcastle kto i dlaczego przejal klub Premier League
fot. AP/Associated Press/East News

Muhammad ibn Salman, nowy zarządca Newcastle, ma gigantyczne możliwości finansowe i jeszcze większe pragnienie, by wynieść swój klub na szczyt. Ma także na sumieniu zlecenie morderstwa i przeprowadzenie zbrodniczych interwencji, w których zginęły setki cywilów. Zanim te tragiczne historie zostaną przesłonięte przez kwoty, które Salman wyda na transfery, przypominamy, jak doszło do tego, że Newcastle stało się własnością Arabii Saudyjskiej.

  • Na początku października Newcastle zostało wykupione za 300 milionów funtów przez trzy fundusze, z których dwa są bezpośrednio związane z Arabią Saudyjską
  • Za zakupem 129-letniego klubu stoi Muhammad ibn Salman, były minister obrony narodowej Saudów i obecny koronowany książę tego kraju
  • To właśnie ibn Salman był – jak donosi raport CIA – odpowiedzialny za zlecenie morderstwa dziennikarza Dżamala Chaszodżdżiego, czystki polityczne, a także krwawą interwencję w Jemenie
  • O tym, jak doszło do tego, że Newcastle przeszło w ręce Saudyjczyków opowiada Mieszko Rajkiewicz, doktorant UW i ekspert ds. polityzacji sportu w Instytucie Nowej Europy

Kim są nowi właściciele Newcastle? 
Klub przejęły trzy fundusze: Saudyjski Fundusz Inwestycyjny, PCP Capiral Partners i RB Sports&Media. Jeden fundusz – RB - posiada 10 procent, to dwaj bracia. Oni w zeszłym roku byli na liście najbogatszych Brytyjczyków na 2 miejscu. Pozostałe są związane bezpośrednio z Arabią Saudyjską. Za to pani Amanda Staveley, która jest medialną twarzą nowego Newcastle, w 2008 roku doprowadziła do przejęcia Manchesteru City i części banku Barclays przez szejka Mansoura. Barclays był wieloletnim sponsorem Premier League, więc ten układ się zazębia. Staveley pochodzi z zamożnej rodziny brytyjskiej. Ma bardzo rozległą sieć kontaktów w Dubaju, bo tam mieszkała przez wiele lat. Więc po pierwsze – w 2008 roku pomogła przejąć City bratu króla ZEA, czyli szejkowi Mansourowi. A po drugie – pomogła temu samemu człowiekowi przejąć część banku Barclays. Teraz pomogła porozumieć się Premier League, Mike’owi Ashley’owi i funduszom Arabii Saudyjskiej. O ile Staveley przy przejęciu City przez szejka Mansoura zgarnęła solidną prowizję – ok. 30 milionów funtów – o tyle w przypadku Newcastle zapowiada się, że będzie uczestniczyła w codziennych pracach klubu. To może oznaczać próbę odciążenia wizerunkowego Muhammada Ibn Salmana. On będzie właścicielem, a Amanda Staveley zostanie twarzą klubu w Wielkiej Brytanii, np. za 10 procent udziałów w klubie. Wydaje się, że ona jest obecnie w Newcastle po to, by łagodzić wizerunek klubu, przeprowadzić jego transformację po zmianie właścicieli, a także żeby pokazać, że klub nie jest w całości arabski, bo 20 procent dalej mają Brytyjczycy. Najprawdopodobniej jednak Newcastle czeka niebawem droga przejścia w 100 procentach w ręce Saudów.

Biorąc pod uwagę ogromny kapitał, którym dysponuje Arabia Saudyjska nasuwa się pytanie: dlaczego wybrano akurat Newcastle, czyli drużynę spoza czołówki, która w ostatnich latach nie odniosła żadnych sukcesów?
Mówiąc wprost – myślę, że nie mieli dużego wyboru. Bardzo chcieli klub z Premier League. W lidze hiszpańskiej czy niemieckiej kluby są bardzo trudne do przejęcia ze względu na strukturę właścicielską, a liga angielska daje możliwość zainwestowania kupcom z zewnątrz. Można by pytać, czy Saudowie chcieliby kupić Arsenal czy Manchester United. Wątpię, że sam Muhammad ibn Salman brał pod uwagę taki wybór. Można na to spojrzeć od drugiej strony. Gdy Abramovich przejmował Chelsea, Zjednoczone Emiraty Arabskie kupowały Manchester City, a Katar PSG, to te kluby już coś znaczyły, były markami. Ostatni sukces Newcastle to 1927 rok. Myślę, że tutaj zadziałała wielka ambicja Muhammada ibn Salmana. On chce zrobić z tego klubu potęgę. Jeśli to się uda, będzie to znaczyło więcej, niż np. sukcesy PSG w Ligue 1. Co do Newcastle – Manchester jest miastem „zajętym”, Londyn też, a Newcastle jest samo, bez większego rywala w bezpośredniej okolicy.

Da się porównać zakupy City i PSG z inwestycją Arabii w Newcastle? Jeśli tak, jakie są podobieństwa?
Można je porównać. Podobieństwa są takie, że kraj, który jest relatywnie bogaty i ma stałe źródło finansowania oraz wpływów do własnego budżetu z tytułu ropy czy wydobycia gazu potrzebuje w jakiś sposób nawiązać relacje biznesowe z Europą Zachodnią. To obszar, gdzie społeczeństwo jest dosyć mocno zainteresowane piłką jako taką – choć w Anglii to już praktycznie religia – albo w ogóle sportem. W kwestii Kataru – w ich przypadku zakup PSG to próba inwestycji i zbudowania nie tylko klubu sportowego, który odnosi sukcesy, ale też firmy, która dobrze funkcjonuje w ramach branży sportowej. To samo widzimy w przypadku Manchesteru City i City Football Group, które należy do Zjednoczonych Emiratów Arabskich i na całym świecie ma rozsiane swoje kluby. Oczywiście mówię tu w dużym skrócie – to nie ZEA, tylko podmiot biznesowe z Emiratów posiadają większość praw do tych zespołów i je prowadzą. Teraz do grona właścicieli klubów dołącza Arabia Saudyjska. Jednak Saudyjczycy nie włączają się do tej gry nagle, bo w sporcie globalnym są od dłuższego czasu. Pomysł kupna klubu na pewno od kilku lat kiełkował w głowie Muhammada ibn Salmana, koronowanego księcia Arabii Saudyjskiej i właściciela funduszu, który przejął Newcastle. Jest to relatywnie podobna sytuacja do PSG i City, bo chodzi po prostu o sportswashing, czyli wybielenie własnego wizerunku, stworzenie narracji wokół kraju i jego elit, co pozwoli na nawiązywanie pozytywnych relacji z szeroko rozumianym Zachodem. W tej sytuacji klub to jedno, ale wszystko co w tle – to drugie. Dość powiedzieć, że np. wybór Kataru na gospodarza mistrzostw świata jest związany z dużą polityką. Po tym, jak Michael Platini lobbował za MŚ w 2022 roku w Katarze okazało się, że w 2010, gdy ogłoszono ten wybór, nagle eksport w przemyśle lotniczym i militarnym z Francji do Kataru wzrósł o kilka miliardów euro. To samo w Anglii. Gdy w 2008 roku szejk Mansour (Mansour bin Zayed Al Nahyan, minister spraw prezydenckich Zjednoczonych Emiratów Arabskich) stał się właścicielem Man. City, to po paru latach Wielka Brytania dokonała wielomiliardowych kontraktów na sprzedaż sprzętu militarnego do ZEA. Prawdopodobnie bardzo podobna sytuacja rozgrywa się gdzieś w tle zakupu Newcastle. Wszystkie te trzy zakupy są podobne: chodzi o zachowywanie odpowiedniej fasady i wizerunku poprzez zakup klubu, a to co istotne dzieje się niepostrzeżenie – np. zakup ropy czy gazu na preferencyjnych stawkach. Teraz okazuje się , że Arabia Saudyjska oprócz wszystkich imprez sportowych, które organizuje musi też mieć klub piłkarski, bo - jak brutalnie czy smutno to nie brzmi – każdy oligarcha czy bogaty kraj potrzebuje swojej „zabawki” na co dzień.
Między Arabią, Katarem i ZEA rozpocznie się teraz rywalizacja na kolejnym froncie, czyli w sporcie?
Na pewno. Dla Kataru, Zjednoczonych Emiratów Arabskich i Arabii przejęcie klubów to forma sportowej i wizerunkowej wojny. Między 2017 a 2021 rokiem Katar i Arabia Saudyjska miały zerwane relacje dyplomatyczne. Oczywiście oficjalnym powodem było to, że Katar próbuje układać się politycznie z Iranem, który z kolei jest politycznym przeciwnikiem Arabii Saudyjskiej. W tle prawdopodobnie chodziło też o wojnę na prawa telewizyjne, bo to katarska telewizja beIN Sports ma monopol na pokazywanie np. Premier League czy Ligi Mistrzów na rejon Bliskiego Wschodu, a w Arabii Saudyjskiej działała piracka telewizja - beoutQ, która podkradała beIN sygnał. W związku z tym Saudowie zostali oskarżeni przez Światową Organizację Handlu o kradzież. Między innymi ze względu na tę sprawę w zeszłym roku nie wyszedł zakup Newcastle, bo abstrahując od górnolotnych, holistycznych stwierdzeń, jak kwestie wolności słowa czy prawa kobiet w Arabii, to właśnie przez nielegalne transmisje Premier League zablokowało wcześniejszą próbę zakupu. Gdy się okazało, że projekt beoutQ został zatrzymany, a beIN Sports jest transmitowany w Arabii Saudyjskiej to przejęcie Newcastle doszło do skutku. Wojna sportowa będzie symboliczna i pozwoli Arabii budować swój wizerunek. Jeśli udało się zbudować potężny klub i biznes, taki jak np. City Football Group, to niewykluczone, że futbol wejdzie też na salony w Arabii Saudyjskiej. Oczywiście wynik sportowy jest fundamentem – jeśli on jest pozytywny, to zarządca, jaki by nie był, jest skuteczny i może wprowadzać swoje wizje. Myślę, że arabscy właściciele Newcastle są na tyle rozsądni, że wiedzą iż wyniku sportowego nie osiągną w rok, tylko jest to długi proces. Widać to m.in. na przykładzie Chelsea, PSG czy City. Mam wrażenie, że Newcastle będzie trudniej, bo na rynku są już kluby budowane w podobny sposób, przez co wielu zawodników czy trenerów będzie inaczej patrzyło na taki „twór”.

Co wspólnego z zakupem Newcastle ma projekt Arabii Saudyjskiej, czyli Vision 2030?
Ogólnie ujmując, ten projekt jest próbą przejścia Arabii Saudyjskiej na zieloną energię. W tym momencie 100 procent energii w tym kraju pochodzi z ropy i gazu. Saudowie postawili sobie bardzo ambitny cel, by do 2030 połowę czerpać już z odnawialnych źródeł. Innym wątkiem projektu Vision 2030 jest też projekt miasta The Line – futurystycznego, bez komunikacji samochodowej. Połączy ono wybrzeże Morza Czerwonego z północno-zachodnią częścią Arabii Saudyjskiej. Jest to miasto rozciągnięte na ponad 170 kilometrów, z supernowoczesną koleją bazującą na technologii Hyperloop. Pozwoli ona dostać się w 20 minut z jednego końca miasta na drugi. To wszystko ma na celu zdywersyfikowanie wpływów do budżetu, bo kiedyś ropa i gaz się skończą. Są różne szacunki: obecnie uważa się że Arabia posiada drugie co do potencjału złoża ropy na świecie – po Wenezueli. Natomiast w kwestii dostępności i wydobycia jest liderem. Obecnie Saudowie są też mocno uzależnieni od ceny baryłki ropy. Wszystko to sprawia, że kraj musi się przetransformować, a twarzą tych zmian jest koronowany książę Muhammad ibn Salman. Abstrahując od wszystkiego, co o nim się mówi, stworzył on bardzo ambitny plan. Wracając do Vision 2030 – jedną z części tego projektu będzie rozwój sportu. Saudyjczycy dumnie prezentują kolejne dane dotyczące realizacji tego planu. Zakładają kolejne związki sportowe i profesjonalizują dyscypliny, m.in. ostatnio założyli związek hokeja na lodzie. To pokazuje, że zależy im na rozwoju wszystkich sportów. Abstrahując od samej piłki: w październiku w Arabii, a dokładnie Dżuddzie, odbył się turniej piłki ręcznej IHF Men’s Super Globe, gdzie brały udział m.in. Barcelona czy S.C. Magdeburg. Jest to turniej przypominający format klubowych mistrzostw świata. W tym samym mieście od 2021 roku odbywa się wyścig Formuły 1. Do tego Arabia była gospodarzem walki Antonego Joshuy z Andym Ruizem Jr. Perłą wizerunkową sportu w Arabii ma być Newcastle. Mnóstwo ma się u nich dziać, a przecież wiele projektów nie weszło w życie. Raporty mówią, że Saudyjczycy zaproponowali Lionelowi Messiemu i Cristiano Ronaldo kontrakt, który uczyniłby ich twarzami projektu Visit Saudi Arabia. To jednak nie doszło do skutku. Cały ten projekt Vision 2030 bardzo mocno łączy się ze sportem, a w obecnych czasach sukces w sporcie jest związany z sukcesem w biznesie. Arabia wszystkiego nie wyprodukuje sama, a przez sport może wyrobić sobie kontakty w Europie Zachodniej, czy Azji. Jeśli Saudowie pokażą, że są zdolnymi zarządcami, to dzięki kontaktom uzyskanym dzięki m.in. piłce będą mogli realizować wizję 2030 i wtedy okaże się, czy ten plan zmiany kraju będzie skuteczny. Nie uda się to bez zmian społecznych i tu, co by nie mówić, Muhammad ibn Salman przez swój plan próbuje je przeprowadzać.

Saudyjski książę kazał „uciszyć” Dżamala Chaszodżdżiego? Są dowody

Jak na zakup zasłużonego klubu w najsilniejszej lidze na świecie zareagowała opinia publiczna, biorąc pod uwagę m.in. podejście Arabii Saudyjskiej do praw człowieka, czy współudział właściciela klubu w morderstwie Dżamala Chaszodżdżiego?
Ten zakup komentowano bardzo szeroko. Każda szanująca się gazeta i serwis w Wielkiej Brytanii wypuściły kilkanaście artykułów na ten temat, do tego wywiady, analizy itd.. Trzeba spojrzeć na reakcję fanów. Oni oczywiście są ludźmi, do których docierają te informacje o Arabii, ale są jednocześnie zdegustowani latami fatalnych rządów Mike’a Ashleya. Dla nich na pierwszy rzut oka informacja o tym, że ktoś przejmuje klub, jest dobra. Natomiast potem dadzą upust swoim reakcjom. Fani innych klubów, np. na Twitterze czy na stronach internetowych pokazują, że są zdegustowani tym, kto przejmuje ten klub. Myślę, że to, co martwi opinię publiczną, to fakt iż Premier League i ogólnie piłka stała się polem rywalizacji finansowo – politycznej i to wśród osób, które są powszechnie uważane za kontrowersyjne. Ta bajka o futbolu jako sporcie dla ludu już się skończyła, a marzenia ludzi zostały podeptane. Osobiście uważam, że w dłuższej perspektywie będzie to ze szkodą dla całej dyscypliny. Już teraz są raporty ECA, które mówią, że 40 procent osób w wieku 16-24 w ogóle nie interesuje się piłką. Do tych ludzi docierają informacje dot. właścicieli klubów, w tym np. o morderstwie dziennikarza Chaszodżdżiego, za które bezpośrednio odpowiada ibn Salman. Do tych osób, które tracą zainteresowanie piłką, nie będzie docierało to że Newcastle fajnie gra, czy wygrywa Premier League, bo ich nie interesuje piłka, tylko fakty. One w tym momencie są takie, że Muhammad ibn Salman ma dużo za uszami. Wspomnieliśmy o jego pomysłach, które są ambitne, ale on do ich realizacji używa bardzo kontrowersyjnych metod. Opinia publiczna jest zawiedziona. Ludzie niewiele oczekują od tego biznesu, a oglądają piłkę tylko dlatego, że ją kochają. Sprawa jest o tyle oczywista, że w zeszłym roku, gdy Arabia chciała wykupić Newcastle, a Premier League zablokowała tę inwestycję, Muhammad ibn Salman wysłał sms-a do Borisa Johnsona, w którym napisał iż ma nadzieję, że błędna decyzja o zablokowaniu transakcji zostanie zrewidowana. To mówi wiele o potrzebie Arabii – następca tronu pisze sms-a do premiera Wielkiej Brytanii. O ile w 2008 czy 2010 roku klimat wokół przejęcia klubów był inny, to obecnie poprawność polityczna czy świadomość błędów popełnianych przez polityków jest na zupełnie innym poziomie niż wcześniej.

Co można obecnie powiedzieć o tym, jaką pozycję zajmuje Arabia Saudyjska na Bliskim Wschodzie? Jaki jest układ sił w tym rejonie i jaką rolę w walce o wpływy pełni sport?
To bardzo ciekawy region, abstrahując od tego jakim kapitałem dysponują. Obserwując to wszystko przez pryzmat sportu widać że piłka nożna stała się kolejnym polem do rywalizacji. Jak wspomniałem, relacje między tymi wszystkimi krajami : Katarem, Arabią i ZEA są skomplikowane, ale nie na ostrzu noża, nie ma widma konfliktu, bo on nie jest nikomu na rękę. Tutaj przykład: w 2015 roku, gdy Muhammad Bin Salman został mianowany ministrem obrony narodowej Arabii to przeprowadził bardzo agresywną interwencję w Jemenie, podczas której zginęło 12 tys. cywili. Ta sytuacja pokazała, że konflikty zbrojne nie są w interesie tych krajów, bo wojna kosztuje. Kraje się zbroją, wydają na armię. Katar kupuje od Francuzów, Arabia i ZEA od Wielkiej Brytanii, wszyscy handlują z Chinami odnośnie wydobycia ropy. Trudno do określenia tej sytuacji nie użyć wyświechtanego stwierdzenia – wojna hybrydowa. Arabia Saudyjska dąży w całym regionie do objęcia dominującej pozycji. Mówimy tu o regionie Bliskiego Wschodu, gdzie mamy takie istotne kraje jak Izrael (wytrych włożony przez Amerykanów w ten rejon), Iran, Irak, Arabia Saudyjska, Katar czy ZEA. Istotne są także inne kraje ze świata muzułmańskiego, na które główni aktorzy Bliskiego Wschodu próbują oddziaływać czyli kraje Afryki Północnej. Rejon jest o tyle ciekawy, że kraje mają ogromny kapitał na realizację swoich interesów, a sport stał się jednym z narzędzi. Jest on jednak na tyle ważny, że ZEA, Arabia i Katar stoczą bój o to, kto okaże się skuteczniejszy w zarządzaniu.

Wspomniałeś o Jemenie. To kraj, w którym od wielu lat nieprzerwanie trwa gigantyczny kryzys humanitarny, 16 milionom ludzi brakuje jedzenia, 80 procent ludności żyje poniżej progu ubóstwa, nie działa opieka medyczna, a 400 tys. dzieci jest bezpośrednio zagrożonych śmiercią głodową. Sytuacja w tym kraju idzie na konto ibn Salmana? To on sprawował funkcję ministra obrony narodowej w Arabii, gdy ta atakowała Jemen.
Na pewno idzie. Można nawiązać do jego wypowiedzi w kontekście morderstwa Chaszodżdżiego. Nie pamiętam dokładnego cytatu, ale przekaz był taki, że on bierze odpowiedzialność za tę zbrodnię, bo wydarzyła się ona na jego warcie. A niewątpliwie kryzys w Jemenie jest wywołany przez ambicję, czy wolę pokazania swojej pozycji. W 2015 roku Muhammad ibn Salman został ministrem obrony, więc atak na Jemen to jego decyzja. Arabia przeprowadzała za jego czasów bardzo agresywne naloty, wykorzystali sprzęt kupiony przez Brytyjczyków. To był początek jego kariery, bo przecież on zaczynał jako ktoś nieznany, do tego drugi w kolejce do objęcia tronu. Gdy dostał stanowisko ministra obrony narodowej miał 32 lata, czyli był najmłodszym ministrem obrony na świecie. Być może zadziałała wtedy, jak my to nazywamy, ułańska fantazja, chęć pokazania się. Myślę, że on wie, iż popełnił błąd, który będzie się za nim ciągnął, podobnie jak sytuacja z Chaszodżdżim. Obie historie są tragiczne, dramatyczne. Niestety, jak w popularnym powiedzeniu, śmierć jednej osoby to tragedia, a wielu to statystyka. Z tych dwóch historii mocniej będzie rezonowała historia Chaszodżdżiego, który według raportów CIA został zamordowany na bezpośrednie zlecenie Muhammada ibn Salmana. Nie wszystko da się wybronić zwycięstwem w Lidze Mistrzów, czy Premier League, jeśli Newcastle je wygra.

Mówiliśmy o tym, jak opinia publiczna zareagowała na kupno Newcastle. Co na to wszystko powiedziała UEFA, czy FIFA, które krytykowały kluby za powstanie Superligi, a w tej sytuacji milczą. Czy była już jakakolwiek krytyka przejęcia Newcastle przez Arabię Saudyjską?
Prawdopodobnie kto by mógł, to by skrytykował, ale nie gryzie się ręki, która cię karmi. Ibn Salman siedział koło Władimira Putina i Gianniego Infantino na otwarciu mistrzostw świata w Rosji w 2018 roku. Poza tym, Arabia ma być areną klubowych mistrzostw świata. O hipokryzji UEFA i FIFA wiele powiedziano, można tylko dokładać kolejne wątki. Żadna z organizacji nie skrytykuje tego przejęcia niezależnie od tego, kto przejmuje klub. Myślę, że będzie odwrotnie – zaczną mówić, że futbol w Arabii Saudyjskiej prowadzi do zmian społecznych, a społeczeństwo, które wiele lat żyło pod islamskim butem się liberalizuje. Nie wchodzę w kwestie religijne, ale w Arabii do niedawna kina były zamknięte, a kobiety nie mogły prowadzić aut, więc o czym my mówimy.. FIFA wie, że bez pieniędzy z Arabii, czy szerzej – z Półwyspu Arabskiego oraz Gazpromu będzie im ciężko, a „normalne” globalne marki, które nie mają za sobą kontrowersyjnych polityków, przestaną interesować się piłką. I tutaj pojawia się Superliga – ona pokazała, że UEFA jest w Europie monopolistą. Zakładam taki scenariusz, że Unia Europejska to zbada, Trybunał Sprawiedliwości UE wyda orzeczenie, w którym UEFA okaże się monopolistą, co jest zabronione na rynku europejskim i Superliga wejdzie w życie oficjalnie. Później kluby z tych rozgrywek mogą pokazać, że są odporne na pieniądze Arabii Saudyjskiej. Przykładem jest choćby to, że Messiego czy Ronaldo Saudom nie udało się kupić, a Real miał być sponsorowany przez arabski fundusz, co też nie doszło do skutku. FIFA taka odporna nie jest, bo bierze pieniądze od Gazpromu, czy Chińczyków.

Przypomniał mi się cytat Kazimierza Górskiego, który powiedział, że gdyby pieniądze wybiegały na boisko, to Arabia zostałaby mistrzem świata. Mam pytanie o piłkę w Arabii. Widać, że Katar już w nią inwestuje, cały piłkarski świat wie, że pracuje tam Xavi. A czy podobne inwestycje będą dokonywane w Arabii? Szejków obchodzi rozwój piłki w kraju, czy tylko zewnętrzne inwestycje?
Gdyby pieniądze tak szybko dawały skok jakościowy, to wiele krajów by inwestowało. Można przypomnieć sobie przykład Chińczyków, którzy wybudowali największy na świecie ośrodek treningowy - Evergrande Football School – a nie przełożyło się to na podniesienie poziomu. Patrząc na arabski plan Vision2030, który zakłada profesjonalizację związków, zwiększenie liczby sportowców, to jeśli Saudowie będą cierpliwi być może za ok. 50 lat Arabia będzie w czołówce rankingu FIFA. W Europie Niemcy, Holendrzy, Belgowie, Hiszpanie czy Francuzi pokazują, że da się szkolić. Patrząc na strukturę demograficzną Arabii to jest to dość młody kraj. Faktem jest, że się liberalizuje, jest coraz ciekawszym miejscem do życia. Niewykluczone, że Saudowie jeszcze mocniej będą chcieli wykorzystać ten potencjał demograficzny do rozwoju sportu. Do tego potrzeba jednak determinacji - dużo droższe dla kraju będzie postawienie akademii i systemów szkolenia niż kupno klubu. Niewykluczone jednak, że Ibn Salman chce przykryć swoim projektem starania sąsiadów. Nie mówię tu tylko o piłce, ale choćby o krykiecie, który jest bardzo popularny w Arabii i w Wielkiej Brytanii. Prawdopodobnie będą też chcieli znaczyć więcej w sportach olimpijskich. Za kilka lat będzie można oceniać te projekty. Dla Ibn Salmana nie ma ograniczeń i rozmach projektów sportowych może okazać się większy niż planowany mundial w Katarze.

Wspomnieliśmy o Katarze, Arabii Saudyjskiej, Emiratach. Które państwa w najbliższej przyszłości mogą jeszcze zacząć inwestować w piłkę?
Droga Chińczyków pokazała, że do takich projektów trzeba podchodzić ostrożnie. Te kraje, które mogłyby zainwestować w kluby powoli się kończą. Chodzi o państwa o ustabilizowanej pozycji ekonomicznej na świecie, jak np. Rosja, USA, Japonia, wspomniane wcześniej Chiny, najwięksi gracze w Europie.. Tam jest sytuacja na tyle stabilna, że nie potrzeba budować wizerunku na arenie międzynarodowej poprzez sponsoring sportowy. Na szybko szukając po mapie ciężko jest wskazać państwa, które mogą być zainteresowane takimi inwestycjami. Patrzymy na futbol, choć być może zakupy zostaną przeprowadzone w innych dyscyplinach. Jeśli chodzi o piłkę, to potencjał do takiego ruchu ma np. Oman czy Nigeria, która jednak jest niestabilna politycznie. Krajem, który mocno zaznaczy się na rynku sportowym jest Azerbejdżan. Władze tego państwa już teraz chcą inwestować – zorganizowały igrzyska europejskie, mają własny wyścig Formuły 1, gościły mecze Euro. Kolejny krok to wyższe pozycje sportowców z półwyspu Arabskiego w klasyfikacji medalowych igrzysk olimpijskich. Na te wymienione wcześniej państwa możemy patrzeć, choć przykład Chin pokazuje, że nagły zastrzyk gotówki to nie wszystko.

Mieszko Rajkiewicz - doktorant na Wydziale Nauk Politycznych i Studiów Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego. Specjalista z zakresu polityzacji i globalizacji sportu. Prowadzi badania dotyczące dyplomacji sportowej oraz znaczenia „soft power” we współczesnym sporcie.

RadioZET.pl