Mistrzowska feta Legii nie odbędzie się w Poznaniu fot. SZYMON STARNAWSKI /POLSKA PRESS /EASTNEWS

Poznań klęka przed kibolem. Kompromitacja Ekstraklasy [KOMENTARZ]

16.05.2018

Do niedawna znaliśmy cztery władze: ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą, które zapisane są w konstytucji, oraz media. Okazuje się jednak, że jest jeszcze jedna, która występuje z pozycji siły - kibole. To nie PZPN, nie władze ekstraklasy rządzą dziś polską piłką, a właśnie chuligani, którzy dyktują, co wolno, a czego nie.

Chcesz być na bieżąco? Śledź Radio ZET - SPORT na Facebooku

We wtorek Ekstraklasa S.A., po konsultacjach z klubami, podjęła decyzję, by w przypadku zdobycia mistrzowskiego tytułu przez Legię Warszawa - na stadionie Lecha - przenieść fetę z Poznania do stolicy. Tłumaczono to względami bezpieczeństwa, bo obawiano się zamieszek po sukcesie przyjezdnych. Z taką propozycją wyszły władze "Kolejorza" w obawie przed własnymi "kibicami".

Inaczej rzecz ujmując: Lech Poznań złożył pokłon kibolom, klęknął, ucałował ich dłonie, a następnie z dumą rzucił w eter: "zrobimy dla Was wszystko, a skoro Wy nie chcecie oglądać mistrzowskiej fety Legii na swoim stadionie, to my Wam to zapewnimy". Podziękowań nie usłyszeli, ale spodziewam się, że otrzymają je w formie odpowiedniej oprawy na niedzielny mecz.

Co ciekawe, władze Ekstraklasy S.A. w trosce o obawy poznaniaków przyklasnęły temu pomysłowi. Wiadomo, nikt nie chce kłopotów, a wściekły kibol to jeszcze gorszy sort kibola niż zwykły kibol.

Ekstraklapa

Stare słowiańskie przysłowie głosi, że strach ma wielkie oczy, a jak powszechnie wiadomo, śliwa pod okiem czyni to oko jeszcze większym. Taki zestaw doprowadził Lecha i Ekstraklasę do wniosków, że lepiej dmuchać na zimne, zamiast potem przykładać zimne okłady, leczyć kaca i płacić odszkodowanie. OK, tylko że brak możliwości zapewnienia bezpieczeństwa uczestnikom imprezy masowej wystawia organizatorowi, w tym przypadku meczu, jak najgorsze świadectwo i świadczy nie tyle o przezorności, co zwykłym tchórzostwie i niekompetencji.

Jeśli więc klub nie potrafi zapanować nad własnymi chuliganami, to może powinien zamknąć stadion i rozgrywać swoje mecze bez udziału prawdziwych i tych bardziej kłopotliwych kibiców? Jedni pocierpią, że nie mogą zobaczyć swojej drużyny na żywo, inni, że skomplikowano im plan neutralizacji fanów rywali i wszyscy będą niezadowoleni. Skoro nie można wszystkich zadowolić, to przynajmniej jest szansa wszystkim zrobić źle. Absurd? Owszem, ale na pewno nie większy od tego, co zaproponowały Lech i Ekstraklasa.

Jest jednak jeszcze jedna strona, nomen omen, medalu...

Feta w Białymstoku i Poznaniu...

Takie rozwiązanie może nawet zda egzamin, jeśli Legia rzeczywiście zapewni sobie tytuł w Poznaniu. A co, jeśli nie? Wyobrażam sobie taki scenariusz: Legia przegrywa, a w Białymstoku Jagiellonia pokonuje Wisłę Płock i zostaje mistrzem Polski. Wówczas feta, zgodnie z tradycją, odbywa się na stadionie złotego medalisty, a w Poznaniu... Fani "Kolejorza" świętują brak tytułu dla wroga, czym tylko wkurzają fanów gości. I burdy gotowe.

...albo w Warszawie

Bardziej prawdopodobna jest jednak opcja z tytułem dla Legii. Wtedy stołeczna drużyna nie otrzyma pucharu i medali na stadionie Lecha, a jak najszybciej uda się w podróż do Warszawy. I fajnie, tylko w całej tej zabawie zapomniano o kibicach Legii, którzy wybiorą się do Poznania. Oni będą musieli stanąć na głowie, by zdążyć na celebrę, bo inaczej mogą wyrobić się tylko na sprzątanie.

Reasumując, moim zdaniem całemu zamieszaniu winne są Legia i Jagiellonia, a Lech ma czyste rączki. Gdyby jedni bądź drudzy nie grali porównywalnie i nie ścigali się do ostatniej kolejki o to, kto na finiszu okaże się lepszy, wszystko byłoby już "pozamiatane" i nie byłoby żadnego problemu z organizacją mistrzowskiej fety. A tak zrodziły się kłopoty, które wystawiają na śmieszność całą naszą i tak niezbyt poważną ligową piłkę. 

Można się oczywiście z tego śmiać, aczkolwiek mamy jednak więcej powodów do rozpaczy. Żenujące, że w kraju w środku Europy trzeba uciekać się do takich numerów tylko dlatego, że jedna grupa "kibiców" nie potrafi uszanować kibiców i sukcesów rywala.

PS. Swoją drogą, to jednak dość pokrętna logika, bo jak rozumiem jeśli kibole Lecha nie zobaczą na żywo wiwatujących piłkarzy i kibiców Legii to zapomną, że puchar już czeka w Warszawie, bynajmniej nie na graczy "Kolejorza"?

PS2. Uwaga: sarkazm! A serio: Decyzja ESA jest kompletnie niezrozumiała, a Lech, jako gospodarz, powinien zrobić wszystko, by nie dopuścić do takiej sytuacji, w której ktoś będzie bał się o swoje bezpieczeństwo.

Krzysztof Sobczak