Legia Warszawa, trening fot. PAP/EPA

Paweł Zarzeczny przed Ajax - Legia: Jak polowanie bez dubeltówki

Nie mam kur... broni! Nie mam kur... broni! - krzyczał w "Psach" młody Lubaszenko, zresztą były piłkarz Legii. I tak samo na dzisiejszą akcję Amsterdam wybrali się jego młodsi koledzy. Bez Radovicia i Jędrzejczyka, dwóch najlepszych. Na własne absolutnie życzenie.

To znaczy Rado, zgodnie z legijną tradycją, usiądzie znów na trybunie - dwa lata temu klub wolał go sprzedać do Chin i nie chciał ryzykować kontuzji, teraz Mireczek nałapał głupich kartek. Czy sam nie jest głupi, eliminując się z meczu sezonu? To jak nie przyjść na własny ślub!

Lubimy się, niedawno powiedział mi, że spróbuje odkupić dawną ucieczkę, czyli zwyczajnie zdradę, a robi - jak to piłkarz - na odwrót. Po wypłatę - jak to piłkarz znowu - na pewno się jednak zgłosi. Dziwne to towarzystwo. Kiedyś byłem kierownikiem kadry oldbojów, takiej z Deyną, Lato, Gadochą, Tomaszewskim itd. I o kasę pytali codziennie, przy śniadaniu, obiedzie i kolacji, wstyd było tego słuchać. Jak małe dzieci - tylko wódka i dziewczyny w głowie. Z całej tej przygody zapamiętałem jedno zdarzenie... muzyczne. Musiał pyta Deynę: Kaziu, a jak właściwie pisze się twoje nazwisko? Przez y czy przez j? Kaziu na to: pisz jak Presley!

Wracam do dzisiejszej gry. Jędrzejczyk wykluczony, bo w pucharach wystąpił już w tej edycji w innym klubie. To po co go w ogóle kupowano? Za kilka milionów? To przecież wielokrotnie więcej, niż nagroda za ewentualne przejście Ajaksa.

Gdyby głupi wiedział, że jest głupi, to by był mądry. I to tyle o Legii przed jej najważniejszym meczem. Wybrała się na polowanie bez dubeltówki, ze składem papy i desek. No, ale nie takie mecze wygrywaliśmy!

Na to bym jednak przesadnie nie stawiał.

Paweł Zarzeczny