Paweł Zarzeczny fot. RadioZET

Paweł Zarzeczny: Lewandowski oszukuje. Jest cwaniakiem

02.03.2017

Co pański szef robi, że wygrywa? – pyta Lonnegan w „Żądle” (kiedyś to były Oscary, tu aż siedem, chyba zresztą więcej nie było), na co Hooker bezczelnie: - Oszukuje.

Przyszło mi to do głowy, kiedy Robert Lewandowski po raz kolejny strzelił gola z karnego. Ma wyższą skuteczność w tym względzie niż Leo Messi i Cristiano razem wzięci, ale na pytanie, jak on to robi – ze smutkiem odpowiadam: oszukuje.

Mnie nie cieszy jakieś takie cwaniackie wstrzymywanie biegu i czekanie, aż biedny bramkarz poleci do rogu, by kopnąć w drugi. To zwykłe cwaniactwo, niegodne kapitana reprezentacji Polski i tyle. Tak, tak, cel uświęca środki, może, ale nie dla mnie. W przeciwnym razie całe fair play można potłuc o kant…

Dziś skoczkowie walczą o medale, to niby ważniejsze niż jakieś jedenastki, ale nie potrafię na to czekać i jak sądzę nikt nie rzuca roboty tylko z tego powodu, że na rozbiegu Żyła (hehe). Nie umiem się tym ekscytować, jako że samych mistrzów świata jest w tym towarzystwie koło pięćdziesięciu (!), medale rozdają sobie na okrągło i co chwila, czyli lipa. O wiele ciekawsze było sportowe życie przed tą falą, kiedy kibic cieszył się z piątej lokaty i z tego, że nasz się nie zabił…

Kiedyś pracowałem z Krzysiem Miklasem, to ten od „Leć, Adam, leć!”. Był to prawicowy dziennik „Nowy Świat”. I naczelny Piotr Wierzbicki, znany meloman, pyta na zebraniu: - A co przygotował dział sportu?

Jako że szef był w tej dziedzinie kompletnym ignorantem, Krzyś mówi z powagą: - Mamy ekskluzywny wywiad z Zofią Kiełpińską, 61. miejsce na mistrzostwach świata w biatlonie.

Wierzbicki, podchwytliwie: - A „Wyborcza” tego nie ma?

- No nie, szefie, to mamy na wyłączność! – melduje Krzyś.

- Toooooooo, nagrody dla działu sportowego! – zakończył Wierzbicki, i poszedł słuchać Prokofiewa czy innego Rachmaninowa… Mógł to być i Musorgski. A my – Kiełpińska!

Lepiej to pamiętam, niż miejsce Stocha na poprzednich mistrzostwach. I Eddiego Edwardsa „Orła”, który spadał z progu, a wykluczony został za… brak talentu. Boże, przecież za to należałoby rozwiązać parlament!

I pamiętam wygrany zakład z Zimochem o flaszkę i miejsce Małysza, flaszkę, na którą Tomaszu wciąż czekam!

A to co dziś – nuda, dłużyzna, aż chce się wyjść z kina… I wychodzę! Bo trudniej zdobyć jeden złoty w piłce, niż sto w skokach. Patrzcie, ilu najlepszych nigdy nie zostało mistrzem świata… George Best (który w Anglii mistrzów kiwał aż jedenastu, niestety sam był Irlandczykiem). Albo wspomniani Cristiano i Leo! Ten ostatni, najlepszy ever, pewnie już nigdy nim nie zostanie! Nigdy! (a w Hiszpanii też takich wiąże po kilkunastu naraz). Już było to pewne, zakończył reprezentacyjną karierę przed rokiem, gdy spudłował karnego w finale Copa America (nie oszukiwał), ale na prośbę urzędu skarbowego ją wznowił. Za rok na mundialu będzie jednak miał 31 lat – wiek do pchania karuzeli raczej. Co innego, gdyby był Marit Bjoergen – miałby już… 18 tytułów mistrza świata. Czy jest to poważne? Myślę, że wątpię.

Ale skończę jeszcze o Lewandowskim i jego karnych. Niegdyś Polska zremisowała na Wembley w meczu, w którym Roy McFarland zatrzymał szarżującego samotnie na bramkę Grzegorza Lato łapiąc go wpół… - Gest ten pokazał całemu światu, że Anglia nie potrafi już przegrywać z godnością – skomentował przytomnie jeden z brytyjskich dziennikarzy.

No więc Lewandowski pokazuje, że Polak nie potrafi już strzelać karnych z godnością.

A jak ktoś mi doradzi, bym się odczepił – ano nie. Jak kogoś lubię, to więcej wymagam. Strzałów w okienko.

Wybaczyć głupie zachowanie to ja mogę Żyle.

Paweł Zarzeczny