Zamknij

Smolarek: Fabiański to zawodnik światowej klasy. Zawsze mogłem na niego liczyć

09.10.2021 16:12
Euzebiusz Smolarek: Łukasz Fabiański to zawodnik światowej klas
fot. ANDRZEJ IWANCZUK/REPORTER

Na Łukasza Fabiańskiego zawsze można było liczyć. Zostawał po treningach na wrzutki czy strzały. Bardzo dobry człowiek, a jako piłkarz światowy poziom – tak odchodzącego dziś z kadry bramkarza opisuje Euzebiusz Smolarek. Były reprezentant Polski w rozmowie z RadioZET.pl opowiedział też, jak wyglądał debiut Roberta Lewandowskiego w meczu z San Marino.

  • Euzebiusz Smolarek zagrał w kadrze 47-krotnie, w tym pięć razy z Łukaszem Fabiańskim i sześć z Robertem Lewandowskim
  • Były zawodnik Feyenoordu, Borussii i Polonii Warszawa był przy debiucie Lewandowskiego w kadrze
  • Robert Lewandowski po raz pierwszy zagrał dla reprezentacji w meczu z San Marino. Po 43. minutach wpisał się na listę strzelców. Smolarek zdobył w tym spotkaniu 4 gole

Na początku chciałem zapytać o Łukasza Fabiańskiego. Pan z nim był na dziesiątkach zgrupowań, zagraliście razem w pięciu spotkaniach. Jak Pan wspomina grę z nim w jednej drużynie?

Bardzo dobry człowiek i piłkarz na światowym poziomie. Wystarczy spojrzeć na kluby, w których grał. Do wszystkiego doszedł dzięki profesjonalizmowi. Miło się z nim grało.

Na treningach strzeleckich ciężko było go pokonać?

Nie, ja nie miałem problemu (śmiech). Oczywiście żartuję. Widać było, że to bramkarz na ogromnym poziomie. Dla napastników świetnie jest mieć takiego gracza w drużynie.

Jaki był jako osoba? Trudno nie odnieść wrażenia, że z reprezentacji odchodzi człowiek z klasą.

Był profesjonalny na treningach i poza boiskiem. Wielokrotnie rozmawialiśmy poza boiskiem. Normalny człowiek, super bramkarz.

Fabiański rywalizował w kadrze o miejsce w bramce z Borucem, Dudkiem, Kuszczakiem.. Czym się wyróżniał na tle tych bramkarzy? 

Nie jestem trenerem bramkarzy, bardzo trudno mi to ocenić (śmiech). Miło było być z nim w reprezentacji. Zawsze po treningu można było na niego liczyć – został na wrzutki czy rzuty wolne. Mógł w tym czasie zejść do szatni i odpocząć. A on zawsze był.

Zbliża się mecz z San Marino. To okazja, żeby zapytać o Pana wspomnienia związane z meczem z tym przeciwnikiem. Kibice do tej pory zapamiętali spotkanie z 2008 roku, gdy wygraliście 10:0. Jak Pan je wspomina?

Ten mecz świetnie się nam ułożył, bo szybko strzeliliśmy gola (w 1. minucie bramkę zdobył Rafał Boguski). Teraz ludzie mówią o San Marino lekceważąco. Pytają: „co to za reprezentacja”. Ale my wyszliśmy na boisko i bardzo chcieliśmy wygrać ten mecz, co widać po wyniku. Był taki moment, że kibice krzyczeli: „dziesięć, dziesięć”. To rzadki moment. Wiadomo, że to jest San Marino, ale mecz i tak trzeba było wygrać. Pełna koncentracja. Czasami ciężko jest się nastawić przed takim meczem, bo wiadomo, że oni będą się tylko bronili. Nie można tylko stać w jednym miejscu. Trzeba naprawdę ciężko się napracować, grać szybko, żeby stworzyć akcję. W innym wypadku oni mieliby szansę na przerwanie. W tamtym okresie mieliśmy naprawdę silną drużynę. A strzelić 4 gole zawsze jest przyjemnie.

To jest jeszcze okazja, żeby przypomnieć sobie jeszcze jedną postać, czyli Roberta Lewandowskiego, który u Pana boku debiutował w reprezentacji. Pamięta Pan jak ten moment wyglądał u niego? 

Wiadomo, że do szatni kadry wchodził jako młody zawodnik. Jego kariera rozwinęła się później, gdy trafił do Dortmundu. Ale już na treningach było widać, jaki to piłkarz. Świetnie utrzymywał się przy piłce. Gdy ją komuś zabrał to zawsze zastawiał się, zasłaniał plecami. Widać było, że to będzie bardzo dobry napastnik.

Później jeszcze kilkakrotnie zagrał z nim – z Irlandią, Słowenią, Ukrainą, Ekwadorem, WKS...

 Widać było, że to będzie bardzo dobry napastnik. Dla mnie wspaniałym przeżyciem było to, że mogłem z nim pograć. Jeszcze gdy byłem w kadrze świetnie mi się z nim współpracowało. Miałem ogromny szacunek do niego, bo choć to młody chłopak, to widać w nim było wielki potencjał.

À propos San Marino, to miał Pan też okazję zagrać z Albanią. My kibice mówimy, że w takich miejscach – jak te kraje bałkańskie – gra się trudno. Pan się z tym zgadza, czy może nie ma dla piłkarza aż takiej różnicy?

Ma znaczenie, i to ogromne. Wiem, że nie jest łatwo grać w takim miejscu.

Jak co zgrupowanie wraca temat powołań z Ekstraklasy. Tym razem pojawi się na nim jeden zawodnik z naszej ligi – Kacper Kozłowski. Sztuczny problem czy selekcjoner powinien częściej korzystać z ligowców?

Z drugiej strony w Ekstraklasie jest kilku zawodników, którzy grają już na dobrym poziomie. Ja widzę potencjał w tej lidze. Wiadomo, że teraz zawodnicy wyjeżdżają dużo szybciej, przez co liga traci ten „ekstra” aspekt i poziom spada. Ale przecież wszyscy reprezentanci tutaj kiedyś zaczynali. Możemy podczas takich meczów, jak z San Marino – z całym szacunkiem dla nich – dawać młodym chłopakom szansę na zrobienie kroku w przód. Lewandowski, o którym każdy wiedział, że jest dobry, dostał szansę właśnie z San Marino. To nie są Niemcy, Holandia, czy Anglia.

Widzi Pan kogoś, kto mógłby zagrać w kadrze, a nie dostał powołania?

Tak. Ale to nie jest moja rola, by podawać konkretne nazwiska, bo nie jestem trenerem. Ogólnie powiem: dałbym młodym szansom zagrać w reprezentacji. Poziom zawodników z Ekstraklasy jest wyższy, niż w San Marino. Wiem jednak, że trener w inny sposób buduje zespół.

A Matty Cash? Wiele mówi się o powołaniu do niego. Powinien je dostać? 

Na pewno swoją grą zasłużył na szansę. Jeśli chce występować w kadrze, a jest lepszy niż zawodnicy, których mamy, to trzeba dać mu możliwość gry.

RadioZET.pl/PAB