Legii zabrakło czasu. A wystarczyło doliczyć 10 godzin... [KOMENTARZ]

17.08.2018 12:19
Legia odpadła z Ligi Europy
fot. Andrzej Iwanczuk/REPORTER/EastNews

Legia miała ogromnego pecha w losowaniu par trzeciej rundy eliminacji Ligi Europy. Trafiła na zespół, z którym nie można było przegrać. Tymczasem jeszcze raz pokazała, że dla polskich drużyn niemożliwe nie istnieje.

Chcesz być na bieżąco? Śledź Radio ZET - SPORT na Facebooku

Jasne, w tej samej fazie rozgrywek odpadły także Jagiellonia Białystok i Lech Poznań, jednak one uległy poważnym, profesjonalnym ekipom. Podopieczni Ireneusza Mamrota mogą wracać z Gandawy z podniesionym czołem, bo postawili się faworyzowanym rywalom. "Kolejorz" był po prostu piłkarsko słabszy, natomiast dla Legii nie ma żadnego wytłumaczenia.

Jak było na boisku, wszyscy (ci, co chcieli) widzieli. Na własnym boisku legioniści wyglądali przy amatorach z Luksemburga jak potwory z "Kosmicznego meczu" przed mutacją. Na wyjeździe nie było lepiej - dwa szybkie gongi, dwie odpowiedzi, które jednak nie wystarczyły i teraz można skupić się już tylko na krajowym podwórku.

Absurdalne tłumaczenia Sa Pinto

Obrazu nędzy i rozpaczy dopełniło to, co stało się po ostatnim gwizdku. Kucharczyk poszedł do sędziego na skargę i obejrzał czerwoną kartkę, Ricardo Sa Pinto ujął się za swoim piłkarzem i także poparadował do arbitra z pretensjami. Na konferencji prasowej Portugalczyk zbłaźnił się obarczając winą za porażkę sędziego.

Sa Pinto akurat najmniej zawinił w całej tej sytuacji, bo to nie jego wina, że Dariusz Mioduski żongluje trenerami i lekką ręką wywala kolejnych szkoleniowców w najbardziej nieprzemyślanych momentach, to nie on przygotowywał zespół do sezonu i to nie on odpowiada za politykę klubu. On miał trzy dni, aby cokolwiek wykrzesać z tych zawodników, ale to, co wygadywał po spotkaniu, po prostu nie przystoi poważnemu, dorosłemu facetowi.

Znacznie bliższe są mi słowa Arkadiusza Malarza, który po pierwszym meczu zapowiadał, że Legia na pewno awansuje. - Jest mi wstyd, chciałbym zapaść się pod ziemię - mówił. Wziął ten blamaż na klatę, a nie szukał winnych w osobach trzecich.

Sa Pinto jednak wolał opowiadać kolejne brednie...

Legii zabrakło czasu?

- Zabrakło nam czasu - to jeden z najgłupszych argumentów, jaki można wysnuć po takiej klęsce. Jakoś Luksemburczykom tego czasu wystarczyło, a z tego co wiem, mieli go dokładnie tyle samo co Legia. Jasne, taktyka na przeczekanie rywala mogła się udać - wystarczyłoby, aby sędzia doliczył 10 godzin. Wówczas istniałaby szansa, że spotkanie skończy się zdaniem: "Dobra, panowie, kończymy. Mamy co prawda korzystny wynik, ale jest 8 rano, musimy iść do roboty". W takim przypadku Legia otrzymałaby walkowera i sukces stałby się faktem. Niestety arbiter, a co gorsze także piłkarze Dudelange mieli inną wizję zakończenia tego spotkania.

Niechlubny rekord

Legia wraz z Lechem i Jagiellonią ustanowiły rekord Polski w szybkości odpadania z pucharów. Poprzedni został ustanowiony 24 sierpnia 2017 roku [w IV rundzie eliminacji Ligi Europy grała Legia - przyp. KS.] i przetrwał zaledwie 12 miesięcy. W tym sezonie piłkarze polskich drużyn postawili na solidarność plemników i pożegnali się z rozgrywkami tego samego dnia, 16 sierpnia. Za rok kolejna szansa na nowe wybitne osiągnięcia.

W tej sytuacji polskie kluby mogą skupić się już tylko i wyłącznie na wyścigu po prawo startu w eliminacjach Ligi Mistrzów i Ligi Europy. A później będą się modlić, by nie odbić się od drzwi, nie spaść na dno, a potem pod dno i nie powtórzyć tego, co stało się w tym sezonie w Luksemburgu.

TO TAKŻE MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ:

Krzysztof Sobczak