Słuchaj
Mateusz Ptaszyński, Marcin Sońta
Aga Kołodziejska
Damian Michałowski, Ewelina Pacyna
Marcin Łukasik
Justyna Dżbik
Redakcja Radia ZET
Sprawdź co graliśmy

Teraz gramy

Gary Neville doprowadził Valencię na skraj grupy spadkowej fot. AFP/EAST NEWS

Legia potrzebuje Neville'a. Po nim będzie można (trzeba) budować od zera [KOMENTARZ]

07.08.2018

Legia Warszawa na gwałt szuka nowego trenera. Problem w tym, że trenerzy niekoniecznie szukają pracy w Legii, która jest - wszystko na to wskazuje - źle przygotowana do sezonu.

Chcesz być na bieżąco? Śledź Radio ZET - SPORT na Facebooku

Dean Klafurić chciał być chorwackim Guardiolą w polskim klubie. O ile jednak Katalończyk miał duży komfort pracy z najlepszymi piłkarzami na świecie i mógł przestawiać ich z pozycji na pozycję bez szkody dla zespołu, o tyle były już szkoleniowiec Legii chcąc zrobić z Kucharczyka wahadłowego, z Wieteski, który rozwinął się w Górniku jako solidny stoper, defensywnego pomocnika, a z Szymańskiego skrzydłowego, wprowadził chaos. To musiało się skończyć piękną katastrofą.

Klafurić błyskawicznie stracił pracę, a Legia od razu rozpoczęła poszukiwania nowego, dobrego trenera. W środku sezonu zawsze jest to ryzykowne, a na jego początku wręcz niemożliwe do zrealizowania, bo większość szkoleniowców ma przynajmniej półroczny kredyt zaufania u swoich obecnych pracodawców, a inni, wolni, często nie palą się do roboty z zawodnikami przygotowywanymi przez kogoś innego.

Kto trenerem Legii?

Leszka Ojrzyńskiego nie chce sama Legia, z kolei Legii nie chce ani Adam Nawałka, który już zdążył odmówić klubowi, ani Jens Keller, który ani myśli ruszać się z Niemiec. Na Franka de Boera, który swoją drogą jest raczej przeciętnym szkoleniowcem z wielkim nazwiskiem, ani Petera Bosza, który swoją drogą jest równie przeciętnym szkoleniowcem z równie wielkim nazwiskiem, mistrza Polski nie byłoby stać. Ostatnio w mediach pojawiła się kandydatura tego, którego wielu widziało w roli selekcjonera piłkarskiej reprezentacji Polski, Gianniego de Biasiego. Ja jednak widziałbym na tym stanowisku Gary'ego Neville'a...

OK, wiem, kontrowersyjna kandydatura, ale wbrew pozorom widzę w tym głębszy sens. Czasami trzeba bowiem zrobić krok w tył, aby móc zrobić dwa kroki do przodu. Po Klafuriciu jest jeszcze jakiś zalążek zespołu, a po Angliku najprawdopodobniej nie byłoby czego zbierać, on zaorałby wszystko, co jeszcze nie zostało zaorane, a zatem jego następca miałby wolną rękę, by budować drużynę od podstaw. Może wtedy Dariusz Mioduski zrozumiałby, że nie można stawiać na przypadkowych trenerów?

Neville w Valencii

Legendarny obrońca Manchesteru United po zakończeniu kariery został m.in. ekspertem telewizji Sky. Dodajmy, ekspertem cenionym, którego analizy zwykle były trafne. Wreszcie Anglik dostał szansę od swojego kumpla, Petera Lima, który jest właścicielem Valencii i objął stery w tym hiszpańskim zespole. Ludzie mówili: nepotyzm, bo przecież panowie prowadzą wspólne interesy, ale Neville, mimo iż nie ma trenerskiego doświadczenia, zna się na piłce, ma celne spostrzeżenia, więc na pewno tego nie schrzani. Schrzanił. I to koncertowo.

Anglik został szkoleniowcem "Nietoperzy" w grudniu 2015 roku, a w marcu 2016 roku już go w klubie nie było. Jego drużyna nie miała stylu, nie potrafiła się bronić i atakować, poszczególni zawodnicy nie wiedzieli, co, gdzie i jak grać, a wszystko to wyglądało tak, jakby Neville zjednoczył całą ekipę... przeciwko sobie. On nawet nie podejmował prób nauki języka hiszpańskiego, aby przynajmniej w minimalnym stopniu zrozumieć swoich podopiecznych. Sprawiał wrażenie, jakby nie do końca dobrze czuł się w miejscu, w którym się znalazł.

Minęło półtora roku, a Valencia, pod wodzą Marcelino Garcii Torala, awansowała do Ligi Mistrzów. Ktoś w klubie wreszcie zrozumiał, że trzeba postawić na fachowca, a nie dobrego znajomego z obcego kraju czy innego "no name'a".

A może to Klafurić był Nevillem Legii?

Klafurić doprowadził Legię do mistrzostwa Polski i Pucharu Polski, ale on przez większą część sezonu był tylko asystentem Romeo Jozaka, a zatem to nie jemu, a jego szefowi należą się największe słowa uznawania za tamte sukcesy. Mimo to Dariusz Mioduski uwierzył, że Chorwat jest właściwą osobą na właściwym miejscu i powierzył mu prowadzenie zespołu także w rozgrywkach 2018/2019. Błyskawicznie się na tym przejechał.

Teraz właściciel Legii ma dwa wyjścia - dociągnąć ten sezon, a przynajmniej do przerwy zimowej, z Aleksandarem Vukoviciem, który zna klub od podszewki, albo zatrudnić kolejnego - najpewniej - figuranta, który szybko zapłaci nie za swoje błędy. Niestety Mioduski nie uczy się na własnych pomyłkach i winnych szuka nie w zarządzaniu, nie w nieudanych transferach czy w piłkarzach, a w szkoleniowcach. Może się więc okazać, że wkrótce nowym trenerem mistrza Polski zostanie jakiś mało (u)znany z Bałkanów, który raczej nie zagrzeje na Łazienkowskiej na dłużej.

TO TAKŻE MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ:

Krzysztof Sobczak