LM: Zbij mistrza i popraw, na koniec odpadnij. Dziwny przypadek CSKA [KOMENTARZ]

14.12.2018 14:43
Real - CSKA
fot. PAP/EPA

Wyobrażacie sobie sytuację, w której wygrywacie w totka, miesiąc później trafiacie szóstkę jeszcze raz i w obu przypadkach nie odbieracie nagrody? Mniej więcej tak mogą czuć się gracze CSKA Moskwa po tegorocznych zmaganiach w Lidze Mistrzów.

Chcesz być na bieżąco? Śledź Radio ZET - SPORT na Facebooku

"Rosja to stan umysłu" - mówią. Nic dziwnego, że tylko klub z tego kraju mógł dokonać tak niewiarygodnej rzeczy.

Zobacz także

W jakiejkolwiek formie nie byłby Real Madryt, w jakimkolwiek układzie i zestawieniu nie podchodziłby do spotkania i w jakiejkolwiek sytuacji w tabeli by się nie znajdował, to jednak z CSKA Moskwa powinien sobie poradzić bez najmniejszych problemów. Jasne, w Rosji zimno, trudno się gra, tam wpadka jest bardziej prawdopodobna, ale w Hiszpanii? No way!

A jednak...

Raz, dwa, "autonokaut"

Takiej historii nie powstydziłby się nawet Monty Python. Piłkarze CSKA pokonali Real Madryt u siebie 1:0, na Santiago Bernabeu przejechali się po gospodarzach, zarąbali koronę i wpakowali trzy gole, nie tracąc przy tym ani jednego. I tu powinien nastąpić happy end. Ale to nie Real Madryt jest tu ofiarą, a właśnie CSKA.

Rosjanie dwa razy pokonali ubiegłorocznego (i jeszcze poprzedniorocznego, i jeszcze poprzednioporzedniorocznego) zwycięzcę Ligi Mistrzów i... zajęli ostatnie miejsce w grupie G. Odpadli z Champions League, na wiosnę nie zagrają nawet w Lidze Europy. Dlaczego? Bo tak bardzo wzięli sobie do serca hasło "bij mistrza", że zapomnieli, że trzeba jeszcze zbić Viktorię Pilzno. Remis i porażka z Czechami w praktyce pozbawiły ich szans na awans - dodatkowe pięć punktów dałoby im 2. miejsce.

I teraz nie wiadomo: cieszyć się z dwukrotnego upokorzenia rekordzisty pod względem zwycięstw w Lidze Mistrzów czy smucić dlatego, że nic to nie dało?

Żeby było jeszcze śmieszniej - Real tę grupę wygrał.

Nie tylko CSKA

Nie powiem, że to, co stało się udziałem CSKA, jest frajerstwem, bo jednak sam fakt ogrania Realu Madryt wart jest uwagi. Zresztą, takim terminem należałoby raczej określić Inter Mediolan, który w ostatniej kolejce nie potrafił ograć PSV Eindhoven i niejako walkowerem oddał miejsce w 1/8 finału Ligi Mistrzów Tottenhamowi Hotspur.

Pecha miała też inna włoska drużyn, Napoli, która przed rozpoczęciem ostatniego starcia z Liverpoolem była liderem grupy, a 90 minut później wylądowało na 3. pozycji. Tutaj jednak trzeba wziąć poprawkę na rywali - finalista poprzednich rozgrywek i budowany za petrodolary PSG należą do grona drużyn, która mają tu walczyć o końcowy triumf. Milik, Zieliński i spółka do tego poziomu muszą jeszcze "dorosnąć".

Krzysztof Sobczak