Ciemne interesy Juventusu. Klub wszedł w układy z włoską mafią

Krzysztof Sobczak
23.10.2018 10:01
Juventus powiązany z mafią
fot. AFP/EAST NEWS

Wszystko wskazuje na to, że sielanka w Juventusie nie trwała zbyt długo. W 2006 roku "Starą Damą" wstrząsnęła afera calciopoli, teraz włoski dziennikarz śledczy Sigfrido Ranucci poinformował, że najważniejsi ludzie w klubie są powiązani z mafią kalabryjską.

Chcesz być na bieżąco? Śledź Radio ZET - SPORT na Facebooku

- Każda grupa kibicowska Juve ma określonego przywódcę, który należy do 'Ndrangheta [mafii kalabryjskiej - przyp. red.] - przekazał Ranucci w swoim programie "Report" emitowanym na antenie Rai Sport 3. Ma to zapewnić spokój na trybunach Allianz Stadium w Turynie.

Zobacz także

Afera calciopoli

Na przestrzeni 12 lat obraz Juventusu diametralnie się zmienił. W 2006 roku z powodu oskarżeń korupcyjnych "Stara Dama" została zdegradowana do Serie B i ukarana ośmioma punktami ujemnymi. Mimo problemów, w klubie zostały największe gwiazdy, z Alessandro Del Piero, Pavlem Nedvedem, Davidem Trezeguet i Gianluigi Buffonem na czele. Drużyna błyskawicznie powróciła do elity i powoli wspinała się na szczyt. Od siedmiu lat jest niepokonana w Italii i seryjnie sięga po scudetto.

Juventus współpracuje z mafią

Duża w tym zasługa prezydenta Andrei Agnellego i dyrektora generalnego Beppe Marotty, którzy postawili na nowoczesność i przekształcili Juve w jedną z najprężniej rozwijających się marek w futbolu. Zmieniono herb, a przede wszystkim wybudowano w całości należący do klubu Allianz Stadium - obiekt mniejszy od poprzedniego delle Alpi, ale bardziej funkcjonalny. Właśnie wtedy postanowiono - jak twierdzi Sigfrido Ranucci - wejść w układy z mafią, która miała zapewnić władzom "Bianconerich" spokój na trybunach. W zamian pseudokibice mieli otrzymać tańsze bilety i karnety, które potem trafiały na czarny rynek.

Włoska prokuratura pierwszy sygnał o współpracy Juventusu z 'Ndranghetą otrzymała w 2013 roku. Wówczas na trybunach pojawił się baner "I Gobbi" (Garbaty). Agnelli trzy razy w tygodniu spotykał się z pseudokibicami, a Marotta miał wiedzieć o tajemniczej śmierci Raffaele Bucciego, odpowiedzialnego w klubie za rozprowadzanie biletów. W 2016 roku mężczyzna rzucił się z mostu w 30-metrową przepaść. Cień podejrzeń padł na Marottę, który cały czas był podsłuchiwany, ale w dniu śmierci Bucciego na trzy godziny przestał być monitorowany.

- Był przerażony. Czuł, że w każdej chwili mogą go zabić, bo rozmawiał z prokuratorami - mówił szef ochrony Juve Alessandro D'Angelo podczas rozmowy telefonicznej z byłym dyrektorem Francesco Calvo. Tym samym podkreślił, że jego zdaniem Bucci nie popełnił samobójstwa.

Ponadto dziennikarz ujawnił, że do prania brudnych pieniędzy wykorzystywano m.in. zdrapki. Bucci miał zarobić na tym procederze 200 tysięcy euro.

Sigfrido Ranucci zdecydował się na publikacje materiału mimo otrzymywania gróźb.

RadioZET.pl/Sportowe Fakty/sport.pl/Rai Sport 3/KS