Fede Valverde - bandyta czy bohater? A może coś pośrodku? [KOMENTARZ]

13.01.2020 17:17
Fede Valverde - bohater czy bandyta
fot. GIUSEPPE CACACE/AFP/East News

Federico Valverde jest jednocześnie bohaterem i persona non grata w Madrycie. Po finale Superpucharu Hiszpanii, w którym Real pokonał Atletico, fani "Królewskich" wynoszą go pod niebiosa, kibice "Rojiblancos" (i Barcelony) wyzywają od bandytów. I jedni, i drudzy - moim zdaniem - racji nie mają.

Chcesz być na bieżąco? Śledź Radio ZET - SPORT na Facebooku

Była 115. minuta. Przez blisko dwie godziny gole nie padły, ale jeden wypad piłkarzy Atletico mógł skończyć się golem. Dani Carvajal popełnił błąd, oddał piłkę Saulowi, a ten wypuścił w bój Alvaro Moratę. Były snajper m.in.... Realu Madryt uciekał Valverde, ale znajdował się jeszcze w jego zasięgu. Zawodnik "Królewskich" nie miał innego wyjścia jak sfaulować rywala. W innym przypadku najprawdopodobniej padłby gol, a gracze Zinedine'a Zidane'a mieliby mało czasu, by rozmontować defensywę "Los Colchoneros" i straty odrobić. Ostatecznie to Real wygrał w rzutach karnych i sięgnął po Superpuchar Hiszpanii.

- Każdy zachowałby się tak samo w takiej sytuacji. Ja też zrobiłbym to samo. Nie mam wątpliwości, że jego interwencja zapewniła Realowi wygraną - wypalił opiekun Atletico Diego Simeone. Valverde potem zresztą przeprosił Moratę i wydawałoby się, że to kończy sprawę. No ale nie w tych czasach.

Opinie są skrajne. Dla jednych faul Valverde to czyn niemalże bohaterski, dla innych przejaw bezmyślności i absolutnego braku poszanowania jakichkolwiek piłkarskich zasad, a o fair play to pewnie tylko w książkach ktoś mu czytał. I to po arabsku.

Fede Valverde boiskowym bandytą?

- Mógł biec dalej i grać w piłkę, ewentualnie - jeśli czuł się słabszy lub przegrany w tej sytuacji - mógł złapać rywala za koszulkę. Tak okazałby przynajmniej szacunek dla jego zdrowia. Nie musiał go tak kopać i ryzykować jego kontuzji... Słabe, mega słabe - ocenił były sędzia Rafał Rostkowski.

Pewnie, mógł. Mógł nawet krzyknąć za Moratą, przecież by usłyszał: "Przepraszam, mogę Cię kopnąć czy wolałbyś, abym się na Ciebie rzucił i pociągnął za koszulkę?".

Nawet komentatorzy Eleven Sports w trakcie transmisji nazwali to zagranie "barbarzyńskim". W tym przypadku emocje pewnie wzięły górę, ale to też część ich pracy. Wejście było ostre, ale niewymierzone w Moratę - on nie chciał mu zrobić krzywdy, tylko przerwać akcję w możliwie najmniej inwazyjny sposób. Miał ułamek sekundy, czuł, że Morata jest znacznie szybszy i tak naprawdę to było jedyne - z punktu widzenia jego drużyny - wyjście, by nie dopuścić do utraty gola. Swoją drogą, Fede jest człowiekiem małej wiary, skoro nie ufa Thibaut Courtois, ale to już temat na inny artykuł.

Jeszcze jedna uwaga, choć to tylko gdybanie. W finale Euro 2008 Niemcy przegrali z Hiszpanią 0:1 po trafieniu Fernando Torresa. Wtedy jedynym zawodnikiem, który mógł zatrzymać byłego napastnika m.in. Atletico, Liverpoolu czy Chelsea, był Philipp Lahm. Nie zrobił tego, rywale zdobyli gola, który okazał się być złotym. A może powinien i losy tego finału potoczyłyby się inaczej?

Różnica była tylko taka, że wtedy do końca regulaminowego czasu gry było jeszcze 58 minut, a nie 5 i być może kalkulacja podpowiadała Lahmowi, że lepiej nie faulować i nie osłabiać zespołu, że jeszcze jest dużo czasu, by odrobić. Nie udało się.

Fede Valverde bohaterem Realu Madryt?

Bohaterem też bym go nie nazwał, jak chciałaby np. "Marca". Trudno szczycić się czymś i gloryfikować coś, co w gruncie rzeczy było złe i zakończyło się wyrzuceniem z boiska. Ciekawe, czy podobnie by pisano, gdyby Morata jednak nabawił się urazu...

Jeśli już koniecznie chcemy szukać bohaterów, to ja bym wskazał na Vitolo. Tylko on od razu był w stanie ocenić, że każdy z 22 piłkarzy znajdujących się wówczas na boisku w takiej sytuacji postąpiłby dokładnie tak samo jak Valverde. To on odpychał swoich kolegów, by "nie zlinczowali" Fede czy Daniego Carvajala, a przy okazji by sami nie narazili się na czerwoną kartkę za niesportowe zachowanie. I tak bliski tego był Savić, który tam najgłośniej protestował.

Fede Valvarde - żadnych kontrowersji

Jw. Dla mnie nie było w tym zachowaniu żadnych kontrowersji, żadnego bohaterstwa i żadnego bandytyzmu. Normalna boiskowa walka o zwycięstwo. W moich oczach więcej w tej konkretnej sytuacji stracił Carvajal, niż Valverde. To boczny obrońca "Królewskich" najpierw zawalił, wsadził "na konia" swojego kolegę z linii pomocy, a potem jeszcze wrzeszczał na rywali, że ci ośmielają się mieć pretensje o ten faul.

Fede Valverde otrzymał nagrodę dla MVP finału Superpucharu Hiszpanii. Wbrew temu, co piszą niektórzy, nie za ten faul. Poniżej jego statystyki.

PS. Aby uniknąć niedomówień i oskarżeń: prywatnie nie jestem kibicem Realu, Atletico i Barcelony. To może mieć znaczenie.

RadioZET.pl