Zamknij

Ekstraklasa: Szalony mecz w Poznaniu, Lech zremisował z Rakowem

22.11.2020 14:45
Lech Poznań - Raków Częstochowa
fot. PAP/EPA

Świetne i emocjonujące widowisko stworzyły zespoły Lecha Poznań i Rakowa Częstochowa. Lider Ekstraklasy prowadził już 2:0, przegrywał na początku drugiej połowy 2:3, by ostatecznie zremisować 3:3. Gola na wagę jednego punktu zdobył rezerwowy 18-latek Daniel Szelągowski w drugiej minucie doliczonego czasu gry.

Lech natomiast nie wygrał czwartego meczu z rzędu. Po raz ostatni podopieczni Dariusza Żurawia komplet punktów zdobyli 4 października w Gliwicach. To był też kolejny pojedynek, w którym poznaniacy stracili punkty w samej końcówce.

Pierwszy kwadrans spotkania upłynął pod znakiem dość spokojnej gry z obu stron. Lechici, którzy na własnym stadionie często lubią zacząć od mocnego uderzenia, tym razem woleli najpierw sprawdzić atuty rywala. Goście z kolei zagrali jak na lidera tabeli przystało, bez przesadnego respektu i przede wszystkim odważnie w ataku.

Ich pierwszą bramkę poprzedziła mozolnie budowana akcja, w której zawodnicy Rakowa wymienili kilkanaście podań. W polu karnym pojedynek główkowy wygrał Oskar Zawada, piłkę przejął Marcin Cebula, który krótko podał do Ivana Lopeza. Hiszpan nie miał większych kłopotów z pokonaniem Filipa Bednarka. To częstochowskie ofensywne trio rządziło na boisku przez kolejny kwadrans i momentami wręcz ośmieszało defensywę wicemistrza Polski. Boczni obrońcy Lecha Tymoteusz Puchacz oraz Alan Czerwiński pozwalali rywalom na zbyt wiele. Groźnie z dystansu strzelał Lopez, a po chwili w bardzo trudnej sytuacji główkował Zawada - w obu przypadkach Bednarek spisał się bez zarzutu.

Lechici, zaskoczeni takim obrotem sprawy, dopiero po 20 minutach bardziej zdecydowanie zaatakowali. Strzał zza pola karnego Mikaela Ishaka nie mógł zaskoczyć Jakuba Szumskiego. W momencie, gdy "Kolejorz" odzyskał kontrolę nad meczem, padł drugi gol dla gości. Po podaniu Cebuli w pole bramkowe niepilnowany Zawada z trzech metrów dopełnił formalności.

Gospodarze szybko odpowiedzieli. Po dośrodkowaniu Michała Skórasia z boku pola karnego Ishak zdobył kontaktowego gola, piątego w tym sezonie ligowym. Po chwili Puchacz podał wzdłuż bramki Szumskiego, ale żaden z jego kolegów nie zamknął akcji. Pod koniec pierwszej połowie znów piłkarze Rakowa zagościli w polu karnym gospodarzy. Zawada indywidualnie próbował sfinalizować kontratak, choć jego partnerzy byli lepiej ustawieni. Groźnie strzelał też Kamil Piątkowski, ale obrońcy Lecha zdążyli przyblokować to uderzenie.

"Kolejorz" drugą połowę rozpoczął z rozmachem, już pierwsza akcja w wykonaniu Skórasia zakończyła się interwencją Szumskiego. Druga z kolei przyniosła rzut karny. Wrzutkę Jana Sykory ręką na linii pola karnego zatrzymał Maciej Wilusz. Paweł Gil tylko się upewnił, że zdarzenie miało miejsce w "szesnastce" i podyktował jedenastkę. Szumski wyczuł intencje Jakuba Modera, ale nie zdołał obronić.

Szybko odrobione straty uskrzydliły lechitów, którzy po kolejnych trzech minutach wyszli na prowadzenie. Dani Ramirez miał dość dużo swobody w polu karnym, długo zwlekał z oddaniem strzału, ale piłkę przymierzył niezwykle precyzyjnie.

Niejedną drużynę zmiana z 2:0 na 2:3 mogłaby załamać, ale nie częstochowian. Już kilka minut później po rzucie wolnym kapitan Rakowa Andrzej Niewulis źle ułożył stopę i z kilka metrów nie trafił w światło bramki.

Częstochowianie dążyli do zdobycia trzeciego gola, Lech starał się podwyższyć wynik. Poznaniacy nieco zwolnili tempo próbując też wybić z rytmu wciąż nakręconych rywali. To jednak goście stwarzali lepsze sytuacje, choć liczne, często bardzo niebezpieczne dośrodkowania nie trafiały do adresatów.

Rezerwowy Rakowa Vladislavs Gutkovskis wkrótce po wejściu na boisko o mały włos, a doprowadziłby do wyrównania. Szybki Łotysz uciekł poznańskim obrońcom, ale jego strzał kolanem obronił Bednarek, a po jego interwencji piłka poszybowała tuż nad poprzeczką.

Bohaterem spotkania okazał się inny zmiennik w ekipie przyjezdnych - pomocnik Szelągowski. W 92. minucie przejął piłkę na własnej połowie i zostawiał w tyle doświadczonych rywali, którzy ewidentnie zlekceważyli rajd 18-latka. Ten, mając przed sobą już tylko Bednarka, zachował się niczym rutyniarz i strzelił przy samym słupku.

RadioZET.pl/PAP/AN