Zamknij

Grzegorz Szeliga sprzedał mecz o mistrzostwo. Przyznał się do korupcji

22.11.2021 17:02
Grzegorz Szeliga sprzedał mecz o mistrzostwo Wisła Kraków - Legia
fot. Andrzej Marzec/East News

Grzegorz Szeliga, były piłkarz Wisły Kraków i Legii Warszawa, przyznał się do sprzedania meczu obu zespołów w sezonie 1992/1993, który mógł przesądzić o tytule mistrza Polski dla stołecznego klubu. - Umieram. Nie mogę tego zabrać do grobu - powiedział w rozmowie ze sport.tvp.pl.

To była "niedziela cudów". 20 czerwca 1993 roku wciąż trzy drużyny miały realne szanse na mistrzostwo Polski - Legia Warszawa oraz ŁKS Łódź zgromadziły po 47 punktów, a broniący tytułu Lech Poznań miał jedno "oczko" mniej. W ostatniej kolejce sezonu 1992/1993 "Kolejorz" mierzył się z Widzewem Łódź, ŁKS grał z Olimpią Poznań, a legioniści rywalizowali z Wisłą Kraków. W trzech meczach padło wówczas 20 goli.

Lech zremisował z Widzewem 3:3. Tymczasem Legia pokonała Wisłę Kraków 6:0, w ŁKS ograł Olimpię 7:1. W tej sytuacji tytuł wywalczyła ekipa z Warszawy, a za nią uplasował się Łódzki Klub Sportowy. Chociaż nikomu nie udowodniono korupcji, ze względu na "niesportową postawę podczas rozgrywek" obu drużynom anulowano punkty za ostatnią serię gier i to "Kolejorz" mógł cieszyć się z tytułu. Legia do dziś uznaje, że kara została nałożona niesłusznie i dolicza sobie odebrany sukces.

Grzegorz Szeliga sprzedał mecz Wisła Kraków - Legia

Wątpliwości wokół tego spotkania rozwiał dopiero 28 lat później napastnik Grzegorz Szeliga, który grał zarówno w Legii Warszawa, jak i w Wiśle Kraków. We wspominanym spotkaniu rozegrał pełne 90 minut w barwach 'Białej Gwiazdy". W sobotnim wpisie na Facebooku przyznał się, że sprzedał ten mecz!

"Ja, Grzegorz Szeliga, sprzedałem mecz w 1993 LEGIA - WISŁA. Chcę się poddać karze. Przepraszam kibiców LEGII I WISŁY" - napisał. Później powtórzył jeszcze swoje wyznanie w drugim poście.

Grzegorz Szeliga umiera

Dziennikarze TVP Sport skontaktowali się z Grzegorzem Szeligą, chcąc upewnić się, że nikt nie włamał mu się na konto i świadomie podjął decyzję o wyznaniu prawdy. Ten potwierdził, że sprzedał mecz, chce poddać się karze [ta mu nie grozi, gdyż przepisy antykorupcyjne w polskim sporcie znalazły się w kodeksie karnym dopiero w 2003 roku - red.] i zrobił to, gdyż... umiera na raka.

- Ciągle biłem się z myślami, że zrobiłem źle. Przez całe życie chciałem o tym powiedzieć. Wiedziała o tym moja żona. Teraz powiedziałem… Może pod wpływem emocji, ale nie chcę zabrać tej tajemnicy do grobu. Z całą świadomością oświadczam, że zrobiłem to. Mam 53 lata i dostałem pieniądze za to, by nie strzelać w tym meczu. To najszczersza prawda. Nigdy w życiu nie robiłem takich rzeczy… Wiem, że będę miał przechlapane, ale nie robię tego dla rozgłosu. Chcę, żeby cała Polska wiedziała, że ten mecz był sprzedany - mówi Szeliga. - 30 lat nie mogłem się przejrzeć w lustrze - dodaje.

Zdradza ponadto, że grał wtedy na 100 procent, ale koledzy nie podawali mu piłek. O nich nie chce mówić, bo każdy ma swoje sumienie i powinien rozliczyć się ze swoją przyszłością wedle swojego uznania. On nie żałuje, że zdecydował się o tym powiedzieć.

RadioZET.pl/sport.tvp.pl