Zamknij

Lech lepszy od Warty w pierwszych od 25 lat derbach Poznania w Ekstraklasie

20.09.2020 20:49
Lech - Warta
fot. PAP/EPA

Gol w doliczonym czasie Jakuba Modera z rzutu karnego zapewnił Lechowi zwycięstwo w pierwszych od 25 lat derbach Poznania w ekstraklasie i pierwszy komplet punktów w tym sezonie. Beniaminek nadal nie strzelił gola w bieżących rozgrywkach, a po czterech kolejkach ma na koncie tylko jeden punkt.

Długo wyczekiwane derby stolicy Wielkopolski zgromadziły na trybunach ponad 17 tysięcy kibiców, co jest najlepszą frekwencją nie tylko w tym sezonie, ale od początku pandemii koronawirusa i późniejszego wprowadzenia ograniczenia publiczności na stadionach.

Mecz zaczął się do dwóch świetnych akcji Warty. Najpierw Mateusz Kuzimski zdążył do podania Mariusza Rybickiego, ale z kilku metrów przeniósł piłkę nad porzeczką. Chwilę później Łukasz Trałka również z bliska mógł pokonać Filipa Bednarka, ale mocny strzał byłego gracza "Kolejorza" bramkarz Lecha złapał na raty.

36-letni Trałka do derbowego pojedynku podszedł mocno zmotywowany. Nieco ponad rok temu pożegnał się z klubem przy ul. Bułgarskiej w niezbyt miłych okolicznościach i wzmocnił rywala zza mierzy. Z Wartą awansował do ekstraklasy i wrócił na Bułgarska, tyle, że stanął po drugiej stronie barykady. Doświadczony pomocnik w 18. min niecelnie uderzył głową i Bednarek mógł odprowadzić piłkę wzrokiem.

Trałka mocno pracował dla swojego zespołu, ale to przez jego niefortunne zagranie warciarze stracili punkt. W ostatniej minucie regulaminowego czasu odbił piłkę łokciem w polu karnym, a sędzia Piotr Lasyk nie mógł podjąć innej decyzji. Jakub Moder zamienił "11" na bramkę.

Lechici mimo wygranej, przez większość spotkania zawodzili. Długo nie mogli odnaleźć swojego rytmu, akcje w ich wykonaniu były mało płynne. Niewykluczone, że brak Jakuba Kamińskiego i Pedro Tiby, bohaterów meczu Ligi Europy w Sztokholmie sprawił, że druga linia nie funkcjonowała, jak we wcześniejszych spotkaniach.

W miarę upływu czasu to wicemistrzowie zaczęli dyktować warunki, ale defensywa Warty grała praktycznie bezbłędnie. W 27 minucie podopieczni Dariusza Żurawia znaleźli drogę do bramki. Po stracie Mariusza Rybickiego na własnej połowie, Dani Ramirez pokonał Adriana Lisa. Sędzia Piotr Lasyk początkowo wskazał na środek boiska, po blisko dwóch minutach konsultacji z wozem VAR, arbiter odgwizdał pozycję spaloną Ishaka.

Pod koniec pierwszej połowy Warta miała problemy z wyjściem z własnej połowy, ale Lech nie potrafił poważniej zagrozić bramce Lisa.

Tych sytuacji Lechowi nie zabrakło już w drugiej połowie, ale gorzej było ze skutecznością. Niezwykle pracowity Michał Skóraś zmarnował stuprocentową po świetnym zagraniu Mikaela Ishaka, w kolejnej akcji Skóraś uderzył zza pola karnego tuż nad poprzeczką. Grę gospodarzy rozruszało wejście Kamińskiego i Tiby, lecz defensywa "zielonych" wciąż stanowiła momentami mur nie do przejścia.

Najlepszej szansy nie wykorzystał debiutujący w barwach Lecha Nika Kaczarawa. Gruzin, grający w przeszłości m.in. w Koronie Kielce po podaniu Mohammada Awwada stanął oko w oko z Lisem i bramkarz Warty znów był górą. Beniaminek był bliski zdobycia drugiego punktu, lecz pechowe zagranie Trałki w polu karnym zniweczyło ich ciężką pracę.

RadioZET.pl/PAP/AN