Ekstraklasa: Karne i samobój zdecydowały o zwycięstwie Pogoni

Dominik Gołdyn
19.08.2017 18:39
Ekstraklasa: Karne i samobój zdecydowały o zwycięstwie Pogoni
fot. PAP

W pierwszym sobotnim meczu szóstej kolejki piłkarskiej ekstraklasy Arka przegrała na własnym stadionie z Pogonią 0:3 (0:1). Dwie bramki szczecinianie zdobyli z rzutów karnych, a jedna padła po strzale samobójczym. Był to już piąte z rzędu spotkanie gdynian bez zwycięstwa – ich dorobek to cztery remisy i porażka.

Chcesz być na bieżąco? Śledź Radio ZET - SPORT na Facebooku

Do przerwy obie drużyny nie wypracowały sobie za wielu dogodnych sytuacji. Tuż po rozpoczęciu meczu przed szansą stanął Adam Frączczak, który w poprzednim sezonie strzelił Arce w dwóch spotkaniach (szczecinianie wygrali 5:1 u siebie oraz 3:0 na wyjeździe) cztery gole.

Z kolei w 27. minucie po wrzucie z autu Marcina Warcholaka – gdynianie są bardzo groźni w tym elemencie – Ruben Jurado ”przysnął” w polu karnym i nie zdołał skierować piłki do siatki z dwóch metrów.

I kiedy wydawało się, że bezbarwna pierwsza połowa zakończy się bezbramkowym remisem, goście zdobyli w 43. minucie bramkę. Zbyt lekkie podanie Damiana Zbozienia do własnego bramkarza przejął były zawodnik Arki Dariusz Formella, którego sfaulował Pavels Steinbors, a rzut karny wykorzystał Adam Gyurcso.

Zobacz także

26-letni węgierski boczny pomocnik miał także udział przy drugim trafieniu dla Pogoni. W 51. minucie po jego dośrodkowaniu z lewej strony Michał Marcjanik nie trafił w piłkę, a stojący za nim Mateusz Szwoch wpakował ją do własnej bramki. Inna sprawa, że pomocnik żółto-niebieskich nie był przez nikogo naciskany i mógł przepuścił to zagranie.

Siedem minut później był już 3:0 dla szczecińskiego zespołu. Najpierw błąd popełnił Szwoch, który stracił piłkę na rzecz Kamila Drygasa, a pomocnika rywali sfaulował interweniujący wślizgiem Adam Danch. Tym razem z 11. metrów golkipera Arki pokonał Frączczak.

Gospodarze dążyli do zmiany niekorzystnego rezultatu i strzelenia przynajmniej honorowego gola, ale ich ataki były wyjątkowo nieporadne. Trudno jednak zdobyć bramkę, jeśli pierwsze celne uderzenie oddało się w 84. minucie - dokonał tegoMichał Marcjanik, ale Łukasz Załuska nie miał problemów ze złapaniem muśniętej głową piłki.

RadioZET.pl/PAP/DG