Ekstraklasa: koncert kartek we Wrocławiu

Maciej Walasek
03.03.2018 18:25
Śląsk Wrocław - Sandecja Nowy Sącz
fot. PAP

We Wrocławiu kibice obejrzeli dziesięć żółtych kartek, ale ani jednego gola. Śląsk i Sandecja nadal pozostają bez wygranej w rundzie wiosennej.

Chcesz być na bieżąco? Śledź Radio ZET - SPORT na Facebooku

Oba zespoły starały się grać ofensywnie, atakować, ale brakowało dokładności i przez to gra toczyła się głównie w środkowej strefie. Początkowo lepsze wrażenie sprawiał Śląsk, który potrafił dłużej utrzymać się przy piłce, a po kwadransie role się odwróciły i to Sandecja częściej gościła na połowie gospodarzy.

Sytuacji podbramkowym właściwie nie było. Groźnie strzelał z pola karnego Arkadiusz Piech, później głową po rzucie wolnym trafił w środek bramki Piotr Celeban, a tuż przed przerwą Jakuba Słowika sprawdził Aleksandyr Kolew. I tyle.

Więcej było żółtych kartek. Zawodnicy obu zespołów nie oszczędzali nóg rywali i arbiter w pierwszej połowie aż osiem razy sięgał po kartonik – sprawiedliwie po cztery dla każdej z ekip.

Rozlicz PIT i pomóż dzieciom z Fundacji Radia ZET. Ściągnij darmowy program

Druga połowa rozpoczęła się od… dziewiątej żółtej kartki, którą ujrzał Tomasz Brzyski. Później kibice oglądali to samo, co w pierwszej połowie – próby ataków z obu stron, brak dokładności i dużo walki w środkowej strefie.

Groźniej i płynniej wyglądały akcje Śląska, lecz brakowało im ostatniego otwierającego drogę do bramki podania. Jeżeli już wrocławianie zagrozili bramce rywali, w głównej roli występował Marcin Robak. Zaraz po przerwie napastnik gospodarzy huknął nad bramką, a kilkanaście minut później Sandecję uratował Michał Gliwa. W samej końcówce strzelał jeszcze debiutujący w ekstraklasie Mateusz Cholewiak i na tym było koniec.

Sandecja w ataku zaprezentowała jeszcze słabiej od gospodarzy i we Wrocławiu żadnego gola nie było.

Śląsk Wrocław - Sandecja Nowy Sącz 0:0

RadioZET.pl/PAP/MW