Słuchaj
Mateusz Ptaszyński, Marcin Sońta
Aga Kołodziejska
Damian Michałowski, Ewelina Pacyna
Marcin Łukasik
Justyna Dżbik
Redakcja Radia ZET
Sprawdź co graliśmy

Teraz gramy

Ekstraklasa: Ondrasek bohaterem Wisły. Biała Gwiazda wygrywa rzutem na taśmę

01.09.2018 20:35
sport

Śląsk Wrocław przegrał na własnym stadionie w drugim sobotnim meczu 7. kolejki polskiej ekstraklasy z Wisłą Kraków 0:1 (0:0). Obie ekipy stworzyły ciekawe widowisko, w którym Śląsk miał znacznie więcej sytuacji bramkowych, ale trzy punkty zgarnęła Wisła po golu w samej końcówce spotkania. Dla wrocławian było to trzecie spotkanie na własnym stadionie bez strzelonej bramki. Krakowianie wygrali trzeci raz z rzędu.

Śląsk Wrocław - Wisła Kraków fot. PAP

Chcesz być na bieżąco? Śledź Radio ZET - SPORT na Facebooku

Od początku oba zespoły były ofensywnie usposobione i mecz się dobrze oglądało. Walki w środkowej strefie boiska było niewiele, bo akcje szybko przenosiły się od jednej bramki pod drugą. Do szczęścia kibicom brakowało tylko goli, a nie było ich, bo obie ekipy w decydujących momentach raziły niedokładnością.

Najbliższy trafienia do siatki w pierwszej połowie był Maciej Sadlok. Tyle tylko, że obrońca Wisły mógł trafić do siatki, ale nie Śląska, ale swojej drużyny. Po dośrodkowaniu bardzo aktywnego Arkadiusza Piecha z lewej strony Sadlok tak interweniował, że piłka o mało nie wpadła do bramki Mateusza Lisa. Kilka chwil później Marcin Robak obrócił się z piłką w polu karnym Wisły, ale zwlekał ze strzałem, a kiedy już zdecydował się na uderzenie, Sadlok zdołał zablokować piłkę. Później jeszcze groźnie z dystansu strzelali Piech i Mateusz Cholewiak i to były wszystkie okazje Śląska na gola w pierwszej połowie.

Wisła też potrafiła się przedrzeć w pola karne gospodarzy, ale w tym przypadku brak precyzji był bardziej widoczny niż u rywali. Tak było m.in. w sytuacji, kiedy powołany przez selekcjonera Jerzego Brzęczka na mecze z Włochami i Irlandią Rafał Pietrzak znalazł się sam z prawej strony pola karnego, ale dośrodkował tak, że piłka wylądowała na trybunach.

Druga połowa rozpoczęła się od szturmu bramki Wisły. W ciągu pięciu minut Śląsk stworzył sobie cztery wyśmienite okazje do zdobycia gola. Do siatki dwa razy próbował trafić Cholewiak, ale za każdym razem Lis odbijał piłkę. Po strzale Robaka już część kibiców wzniosło ręce w górę, ale piłka minęła o centymetry bramkę. Jeszcze szansę miał Robert Pich, który strzelał już niemal do pustej bramki, ale obrońcy gości z linii bramkowej wybili piłkę.

Przyjezdni przetrwali nawałnicę i także zaczęli się odgryzać, ale groźniejszy pozostawał Śląsk. Kibice, tak jak w pierwszej połowie, oglądali szybką grę, szybko przenoszone akcje z jednej połowy na drugą i brakowało tylko goli.

Końcówka spotkania była bardzo dramatyczna. Najpierw gola dla Śląska mógł zdobyć Mateusz Radecki, ale Wisłę uratował słupek. Kilka minut później goście wywalczyli rzut wolny 20 metrów przed bramką wrocławian. Po pierwszym strzale, kiedy piłka trafiła w mur, sędzia nakazał powtórzenie rzutu wolnego, bo piłkarze Wisły wznowili grę przed gwizdkiem. Za drugim razem piłka ponownie trafiła w mur, ale odbiła się tak, że spadła pod nogi Zdenka Ondraska, który trafił do bramki.

Kilkadziesiąt sekund powinno być 1:1. Po akcji z prawej strony w idealnej sytuacji znalazł się Farshad Ahmadzadeh, który miał praktycznie pustą bramkę przed sobą. Hukną potężnie i trafił w poprzeczkę. Lepszej okazji Śląsk na wyrównanie już nie miał.

Śląsk Wrocław - Wisła Kraków 0:1 (0:0).

Bramki: 0:1 Zdenek Ondrasek (90).

RadioZET.pl/PAP/MW

Oceń