Ekstraklasa: Pewna wygrana Śląska Wrocław w meczu z Koroną

31.03.2017 19:41
sport

Śląsk Wrocław wygrał z Koroną Kielce 3:0 w meczu 27. kolejki Ekstraklasy. Gole strzelali: Ryota Morioka, Radek Dejmek (samobójcza) i Kamil Biliński.

Śląsk Wrocław - Korona Kielce fot. PAP/EPA

Chcesz być na bieżąco? Śledź Radio ZET - SPORT na Facebooku

Śląsk wygrał dopiero trzeci mecz w tym sezonie na własnym stadionie. Wrocławianie byli zdecydowanie lepsi od Korony, która na punkty na wyjeździe czeka od listopada 2016.

Gospodarze od pierwszej minuty rzucili się do ataków i szybko mogli zostać skarceni kontratakiem, bo już w piątej minucie Ilijan Micanski znalazł się sam na sam z Mariuszem Pawełkiem. Bułgar minął bramkarza gospodarzy i posłał piłkę w kierunku pustej bramki, ale wrocławian w ostatniej chwili uratował wślizgiem Piotr Celeban. Kolejną sytuację goście mieli dopiero tuż przed przerwą, ale wówczas przegrywali już 0:1. I mogli się cieszyć, że tak nisko, bo Śląsk mógł, a nawet powinien, strzelić więcej goli.

Wrocławianie grali z rozmachem, szybko rozgrywali piłkę i z dużą łatwością przedzierali się przez niepewną w poczynaniach defensywę gości. Gola mogli zdobyć m.in. Łukasz Zwoliński, Ryota Morioka oraz Joan Roman. Hiszpan miał już niemal pustą bramkę, ale jeden z obrońców zdołał wybić zmierzającą do siatki piłkę.

Gola Śląsk zdobył dopiero z rzutu karnego. Po podaniu Piotra Celebana za plecy obrońców Korony Morioka uciekł Jakubowi Żubrowskiemu i ten próbując ratować sytuację spowodował upadek Japończyka. Arbiter uznał, że nieprzepisowo i wskazał na jedenasty metr. Do piłki podszedł sam poszkodowany i nie dał szans Milanowi Borjanowi.

Bramkarz gości był bohaterem kolejnych kilku minut, kiedy wygrał sytuacje sam na sam z Morioką, obronił strzał z rzutu wolnego Romana, a następnie odbił uderzenie Roberta Picha.

W tym fragmencie meczu zawodnicy Korony sprawiali wrażenie zupełnie zagubionych i tylko pokrzykiwali jeden na drugiego. Przebudzili się dopiero tuż przed przerwą, kiedy po szybko wykonanym rzucie wolnym z pola karnego strzelał Micanski, ale Pawełek nie dał się zaskoczyć.

Druga połowa mogła się zacząć drugim golem dla Śląska. Po rzucie wolnym w polu karnym gości mocno się zakotłowało, kilku zawodników gospodarzy próbowało wepchnąć piłkę do bramki, ale ostatecznie udało się wywalczyć tylko rzut rożny.

Korona próbowała zmienić swoją grę, przyspieszyć ataki, dłużej utrzymywać się przy piłce, ale niewiele z tego wychodziło, brakowało dokładności. Nadal najlepszym zawodnikiem gości był Borjan, który dwoił się i troił w bramce.

Śląsk wypracowywał kolejne sytuacje bramkowe, ale nie mógł podwyższyć prowadzenia. W 62. minucie Roman zdecydował się na indywidualną akcję, minął kilku rywali jak tyczki i uderzył na bramkę. Sytuację próbował ratować Radek Dejmek, ale skierował piłkę do siatki.

Dopiero przy stanie 0:2 goście zaczęli częściej gościć pod bramką Śląska, ale zamiast zmniejszyć straty, zostali skarceni trzecią bramką. Po kontrataku w idealnej sytuacji znalazł się Roman, próbował lobować bramkarza, ale piłka trafiła w rękę Rafała Grzelaka i arbiter podyktował rzut karny. Do piłki najpierw podszedł Hiszpan, ale trener Jan Urban pokazał z ławki, że ma strzelać Kamil Biliński. Borjan wyczuł napastnika Śląska, jednak piłka wpadła do siatki.

Korona do końca walczyła o honorowego gola, ale w piątek nie była nic w stanie zdziałać. Śląsk też już nic nie strzelił i mecz zakończył się wynikiem 3:0.

Przed meczem, we Wrocławiu, prezydent Kielc Wojciech Lubawski podpisał umowę o sprzedaży 72 procent akcji spółki Korona SA Dieterowi Burdenskiemu. 66-letni Niemiec to były piłkarz, reprezentant kraju, który rozegrał blisko 500 spotkań w barwach Werderu Brema. Po zakończeniu kariery założył firmę zajmującą się marketingiem sportowym, organizacją zgrupowań i meczów towarzyskich.

RadioZET.pl/PAP/AN

Oceń